-
Wojna o duszę, czyli mit niezależności
Data publikacji: 11/05/2010 Ilość komentarzy: 6
Był naprawdę mocnym facetem. Nosił skórzane spodnie, ciężki pas i szeroki kapelusz. Niedbale przytroczone do siodła lasso podkreślało jego osobowość. Z jego oczu biła przenikliwość, spokój i pewność. Co tu dużo gadać: to był twardy gość.Być może taki właśnie chciałeś być i dlatego sięgnąłeś po papierosy. A ty być może chciałaś pokazać swoją niezależność – zupełnie jak tamta aktorka, dziennikarka, pisarka. Słaba płeć? Akurat. Pokazałaś im.
Kiedyś było z tym dużo trudniej, zatem ciesz się. Połowę roboty wykonały za Ciebie media, ludzie ze świecznika, gwiazdy ekranu, a może przede wszystkim różnego rodzaju kampanie społeczne i ruchy na rzecz uwolnienia świata od papierosów. Ten wieloletni wysiłek setek ludzi przyniósł wiele regulacji prawnych coraz bardziej ograniczających swobodę palenia – co oczywiście spotykało się ze zrozumiałą negatywną reakcją palaczy – ale tak naprawdę najważniejszym, milion razy ważniejszym od zakazów osiągnięciem było skruszenie posągu.
Nagle okazało się, że palenie papierosów to już nie to co dawniej. Moda na zdrowie, witalność, aktywne spędzanie wolnego czasu objęła również nikotynowy nałóg – niejako wykluczając go poza nawias. I to mimo prób tworzenia obrazu „aktywnego palacza”, spływającego pontonem po spienionej rzece. Palenie jest w odwrocie. I jeśli nawet miałoby to trwać jeszcze wiele lat – jest to trend trwały. Jak ktoś powiedział, jeśli tak dalej pójdzie, to w amerykańskich filmach palić będą już tylko łobuzy, bliskowschodni terroryści, mafiozi i Rosjanie.
Dziś jest już łatwiej komuś, kto rzuca palenie. Taka osoba nie spotyka się już z niedowierzaniem środowiska. Dookoła ma coraz więcej sojuszników – choćby ludzi z pierwszych stron gazet, którzy rzucili, którzy nie palą, a nadal są twardzielami. Powoli – bardzo powoli – przedostaje się do świadomości nieco inny obraz niepalącego: to już nie musi być mięczak, któremu mama nie pozwoliła, ale ktoś, kto nie pali świadomie – i tym właśnie okazuje własną niezależność czy siłę charakteru. Rzucanie palenia wreszcie przestało być czymś wstydliwym, niosącym podejrzenie, że rzucający ma jakieś kłopoty zdrowotne.
Z drugiej strony wciąż jeszcze daleko do powszechnego uznania palenia za obciach. I chociaż sami palacze – nieco zmęczeni medialną nagonką – wydają się w tej wojnie coraz bardziej zyskiwać rolę ofiar (ja z pewnością z każdym rokiem coraz bardziej tak się czułem), daleko jeszcze do odtrąbienia sukcesu. Wciąż jeszcze trwa walka o duszę.

Uwodzicielski kowboj to mit?
Koncerny tytoniowe wiedzą dobrze – zakaz palenia tu, czy tam, to pestka. Nic wielkiego. Prawdziwym zagrożeniem jest zburzenie obrazu palacza, jako osoby niezależnej, która nie przejmuje się tym, co mówią inni („nie pal”), ale sama wie, czego chce i robi swoje (oczywiście pali). Wprowadzanie kolejnych ograniczeń palenia nie wywołuje jakiejś szczególnej reakcji przemysłu tytoniowego – osoba paląca bowiem – kiedy już wyjdzie z lokalu dla niepalących – z pewnością nadrobi stracony czas.
Co jest pierwszą rzeczą, jaką robisz po wyjściu z kina, z autobusu, z sali wykładowej? Tak, tak, to te błogosławione chwile, kiedy po dłuższej przerwie wreszcie zapalisz! Uwielbiałem te chwile.
Kiedy Norwegia zdecydowała się wprowadzić całkowity zakaz reklamy papierosów – łącznie z zakazem wykładania paczek w widocznych miejscach – Philip Morris zareagował błyskawicznie, nie wykluczając drogi sądowej. A to jeszcze nie wszystko. Analitykom z koncernów tytoniowych sen z powiek spędzają pomysły, aby paczka papierosów była klinicznie biała, bez oznaczenia marki.
Sprowadzenie palenia do poziomu przykrego i uciążliwego uzależnienia fizjologicznego – a zatem czegoś wstydliwego – odarcie go z mitów „niezależności”, „osobowości”, „świadomego wyboru” – to jest właśnie śmiertelne niebezpieczeństwo dla przemysłu tytoniowego.
Wojna o duszę trwa. Przez moment wydawało się, że niepalący zyskali wielkiego sojusznika w rozhisteryzowanym na punkcie zdrowia Hollywood, jednak kino – mimo wielkich zmian na tym polu, niejako na przekór wypowiedzi, jaką wcześniej przytaczałem – wciąż jeszcze nie potrafi rozstać się z przeświadczeniem, że palenie jest sexy.
David Millar – odtwórca roli słynnego kowboja Marlboro – zmarł na rozedmę płuc, jego następcy: Wayne McLaren i David McLean na raka płuc. Humphrey Bogart miał raka krtani.
Wobec tych i wielu innych podobnych faktów wydawałoby się, że decyzja o rzuceniu palenia to już tylko formalność i kwestia czasu. Uważajmy jednak – bo to nie takie proste. Mimo upływu lat, mimo nadkruszenia posągu – on wciąż w nas tkwi. Wciąż mamy w sobie obraz seksownego kowboja, czy eleganckiego twardziela w płaszczu. Wciąż jeszcze zadymiona atmosfera kawiarenek wywołuje w nas poczucie, że rodzą się tam wielkie dzieła, tworzą nowe prądy w literaturze i sztuce, czy nowe idee społeczne. Ciągle jeszcze papierosy mają mocną pozycję w kulturze powszechnej, ciągle kojarzą się – palaczom – z osobowością niebanalną, silną, pociągającą. Ciągle jeszcze trwa mit niezależności.
Dzisiejszy tekst nieco wyłamuje się z naszego cyklu opisującego skuteczne strategie rzucania palenia. Już w najbliższych dniach okaże się jednak, że jest tu całkowicie na miejscu.
Komentarze do wpisu “Wojna o duszę, czyli mit niezależności”

-
Mit czy nie, problem, że to po prostu smakuje. Paliłeś to wiesz, jakie to przyjemne. Gadanie, że wmówiono nam coś, a my biedni nie umiemy sie oprzec to troche niepoważne. Palenie jest przyjemne. Chcę rzucić, ponieważ to trucizna (niestety), ale nikt mi nie wmówi, że to jakieś oszustwo – bo zawsze lubiłam palić. I nie miałam potrzeby niczego koleżankom udowadniać, a tym bardziej facetom. Najlepsza przyjaciółka, stolik w kawiarni, kawa i papierosy – poezja…
-
donpetro 20/05/2010 o 16:58
A co z e-papierosami? Dlaczego tak się katujecie, czy nie lepiej kupić atomizerek? Ja używam i daje rade
-
donpetro, e-papieros to przeciwieństwo „mitu niezależności” – na kilometr mówi o tobie: „to jest ten gość który nie potrafi rzucić palenia, ale trzęsie się o swoje zdrowie”. Zamiast Humphreya Bogarta mamy Woody Allena
Tyle w temacie.
Dodaj swoją opinię
-



Magdalena 20/05/2010 o 09:11