Poczuj wolność wyboru. Poczuj smak życia!
ikona RSS ikona email Ikona domowa
  • Wesołe Trzaskające Baloniki

    Data publikacji: 16/06/2009 Rem Skomentuj
    Dziś dalszy ciąg czepiania się koncernów tytoniowych (obiecuję, że jak na razie ostatni). Być może będę się powtarzał, ale co tam, opowiem wam bajkę, która mi się przyśniła:

    balonyzleByła sobie fabryka zabawek, która nazywała się… hm… dajmy na to British-American Toys. Fabryka wymyśliła świetną zabawkę – Wesołe Trzaskające Baloniki, które pompowało się do momentu, aż wesoło wybuchały. Wynalazek był genialny. Jednorazowe baloniki sprzedawały się jak świeże bułeczki: nic tak dobrze nie zabijało nudy, jak głośne TRZASK wesołego wybuchu. Baloniki pojawiły się na reklamach oraz w filmach rysunkowych. Ulubieni bohaterzy kreskówek od czasu do czasu trzasnęli sobie balonikiem, jeszcze bardziej wzmagając w dzieciach pragnienie posiadania kolorowego pudełeczka. Na rynku pojawiły się ich różne odmiany i kształty, a także baloniki produkowane na licencji – już wkrótce każdy sklep zabawkowy w kraju oferował kilkanaście odmian Trzaskających Baloników, różniących się kolorem i nazwą na opakowaniu.

    Pewnego dnia do gabinetu głównego inżyniera jednej z fabryk zabawkarskich zapukał pracownik laboratorium. Miał złe wieści. Okazało się, że baloniki zawierają trujący składnik, który powoli wysysa z dzieci energię i przyczynia się do rozwoju wielu groźnych chorób. Co więcej – składnik ten działał na dzieci tak silnie, że często wystarczyło tylko jedne napompowanie balonika, aby dziecko uzależniło się.

    - Wygląda na to, że sprzedajemy prawdziwe świństwo – zakończył pracownik.

    Wkrótce sprawa dotarła na najwyższe szczeble firmy. Na tajnym zebraniu główny inżynier zreferował problem. Konkluzje nie były optymistyczne: Wesołe Trzaskające Baloniki aplikowały dzieciom truciznę, która działała wprawdzie powoli, ale nieuchronnie. Mimo wielu badań, nie udało się jednak niczym zastąpić trującej substancji – bez niej Baloniki nie chciały wesoło trzaskać, poza tym były szare, nieciekawe, a dzieci w ogóle nie chciały na nie spojrzeć.

    balonikkupmnieZaniepokojeni szefowie największych firm zabawkarskich zorganizowali tajne spotkanie w luksusowej restauracji, w której zresztą kilka tygodni wcześniej obradował jeden z karteli narkotykowych. Wnioski ze spotkania były łatwe do przewidzenia:

    - Nie pozostaje nam nic innego, jak wmówić rodzicom, że baloniki nie są specjalnie groźne, a problemy zdrowotne ich pociech wynikają z wielu innych czynników, jak zanieczyszczenie powietrza, czy ogólnie – no wiecie, co mówić: wszystko przez te nasze zwariowane, szybkie, stresujące czasy – stwierdzili zgodnie balonikowi bossowie.

    Od tego czasu minęło wiele lat. Firmy produkujące Wesołe Trzaskające Baloniki, mimo pełnej wiedzy, że zabijają dzieci, nadal produkowały truciznę. A kiedy pojawiały się kolejne opracowania potwierdzające szkodliwość baloników, wielkie firmy zabawkarskie oficjalnie obiecały zadbać o opracowanie zabawek zdrowszych. Kolejne receptury baloników pozwalały na zmniejszanie ilości trucizny, chociaż potajemnie wprowadzane substancje zwiększały wchłanianie trucizny do młodych organizmów, dzięki czemu pozornie zdrowsze baloniki, uzależniały jeszcze bardziej. Firmy balonikarskie „w trosce o nasze pociechy” zgodziły się na stosowanie napisów ostrzegawczych na pudełkach (prawnicy firm byli zadowoleni – ostrzeżenia nieco oddaliły groźbę pozwów, przerzucając część odpowiedzialności na rodziców). Do roboty zabrali się też specjaliści od PR.  Mimo, iż doskonale wiedzieli, że baloniki są trucizną, stworzyli szereg organizacji obrońców Praw Dziecka, które wypracowały kilka chwytliwych haseł.

    Twoje dziecko ma prawo do radosnego dzieciństwa! Każde dziecko ma pełne prawo do wyboru ulubionej zabawki! Respektujmy prawa dziecka, niech bawi się w to, w co chce!

    No dobrze, tutaj zakończmy naszą niewesołą bajkę. Czy wyobrażacie sobie, że byłoby to w ogóle możliwe? Firmy zabawkarskie świadomie produkujące truciznę, a jednocześnie oficjalnie obłudnie stające w obronie praw dziecka? Korumpujące urzędników państwowych, mające własnych, podstawionych pedagogów („Baloniki odrobinkę szkodzą, ale rewelacyjnie wpływają na rozwój psychofizyczny dziecka”).

    Co się dzieje, kiedy jakaś firma produkująca zabawki wprowadzi na rynek coś szkodliwego dla twojego dziecka? Media reagują momentalnie, rusza szeroka kampania informacyjna, firma szybko wycofuje z rynku wadliwą partię, a często wręcz całą produkcję. Sklepy zwracają pieniądze. Sam to przeżywałem, kiedy stosunkowo niedawno pędziłem oddać jakieś Beendez czy coś podobnego.

    A czy uwierzycie, że powyższa historyjka naprawdę się wydarzyła, a właściwie, że nadal trwa? Tak, trudno to zrozumieć, ale to prawda. Pisałem o tym w poprzedniej notce. Na jej końcu dałem linki do pełniejszego niż mój tekstu – jeśli macie chwilkę czasu, musicie to przeczytać.

    A prosta metoda na rzucenie palenia, którą obiecywałem? Spokojnie, będzie już wkrótce!

    Dodaj do:
    • Gwar
    • Wykop
    • Facebook
    • MySpace
    • Digg
    • del.icio.us
    • Google Bookmarks
    • Yahoo! Bookmarks
    • Netvibes
    • Twitter
    • Technorati

    Dodaj swoją opinię

    Subscribe without commenting