Poczuj wolność wyboru. Poczuj smak życia!
ikona RSS ikona email Ikona domowa
  • Uzależnienie – choroba umysłu czy mózgu?

    Data publikacji: 3/07/2009 Rem 1 komentarz
    Trwa obecnie debata, czy uzależnienie jest chorobą psychiczną czy fizjologiczną. Jednak bez względu na rozbieżności wśród badaczy, dla nauki jedno wydaje się dziś pewne: uzależnienie nie wynika z braku silnej woli czy siły moralnej. Pierwszym uczonym, który poglądy o domniemanej ułomności uzależnionych poddał w wątpliwość był antropolog brytyjski Gregory Bateson. Dokładnie jutro wypada 29 rocznica śmierci uczonego.

    Bateson twierdził, że u podstaw uzależnień leży nie słabość, a pragnienie „wyciśnięcia” z życia czegoś więcej. Osoby wpadające w spiralę nałogu rozpoczynają go na skutek większych oczekiwań w stosunku do świata, czy też wyższej wrażliwości, a nie dlatego, że są słabe i nieprzystosowane. Można się z brytyjskim naukowcem zgadzać lub nie, warto jednak pamiętać o jego roli w oderwaniu uzależnień od modelu moralizatorskiego.

    Model ten – jak opisuje amerykański psycholog Stanton Peele – wykluczał podstawy biologiczne nałogów i poddawał je ocenie moralnej. Poza wątpliwymi względami etycznymi, miało to również niską wartość terapeutyczną i ostatecznie model moralizatorski został zarzucony. Niestety, jest on nadal mocno zakorzeniony w społeczeństwie, które bardzo chętnie piętnuje jednostki odbiegające od normy. Zażywania nikotyny czy alkoholu nie piętnuje się tak bardzo jak na przykład marihuany głównie ze względu na rozpowszechnienie tych pierwszych i pewną obcość tej ostatniej.

    Jak można określić uzależnienie? W psychologii coraz częściej opisuje się je jako stan, w którym osoba nie potrafi powstrzymać się od określonej substancji lub czynności mimo świadomości, że ma to negatywne skutki. W przypadku palenia papierosów czynnikiem decydującym jest nikotyna – silna substancja psychoaktywna, wyzwalająca w mózgu produkcję kilku neuroprzekaźników, spośród których kluczową rolę wydaje się pełnić dopamina.

    Mózg został zaprojektowany jako centralny ośrodek zarządzający przetrwaniem organizmu. Nieustannie obciążony jest setkami tysięcy bodźców i procesów zachodzących w milionach komórek. Mimo olbrzymiej mocy obliczeniowej mózg nie może sobie pozwolić na marnowanie czasu i energii. Jeżeli w polu widzenia pojawia się coś ważnego dla organizmu, mózg rejestruje zdarzenie i utrwala je – między neuronami tworzą się połączenia. Są to fizyczne (czy też fizjologiczne) ścieżki, po których biegną impulsy. Im coś ważniejszego dla organizmu, tym połączenia większe. Jeżeli coś powtarza się (a zatem zakładamy, że jest to dla organizmu ważne)  – odpowiednie ścieżki stają się szersze i zwiększa się szybkość przepływu informacji.

    Jest to logiczne. Zwracamy większą uwagę na to, co przynosi nam korzyści. Mózg zmienia swoją fizyczną strukturę w zależności od czynników zewnętrznych oraz wewnętrznych, adaptując nowe informacje (kolejne ścieżki neuronowe), spychając na margines stare (nieużywane ścieżki „wiotczeją”, chociaż prawdopodobnie pozostają już na zawsze) i poszerzając te używane najczęściej.

    Pisałem niedawno o ostatnich odkryciach związanych z paleniem – okazało się, że już jeden, ten pierwszy w życiu papieros powoduje utworzenie w mózgu nowych połączeń, odpowiedzialnych za późniejszy nałóg. Ile to trwa? 7 sekund. Pierwszy raz w życiu zaciągasz się, zaczynasz kasłać (reakcja obronna organizmu na trujący dym), zanim dojdziesz do siebie, w twoim mózgu masz już wyryte ścieżki neuronowe palacza. No dobrze – na początku są one ledwie zarysowane – cieniutkie i słabe. Co z tego. Twój mózg wie już, że przyswojenie tej tajemniczej substancji w płucach – nikotyny – musi być dobre, skoro wyzwoliło hormon szczęścia, naturalnie wyzwalany jako nagroda za wykonanie ważnej dla organizmu czynności (takiej jak jedzenie, prokreacja, spełnienie potrzeby bliskości czy bezpieczeństwa).

    Wiem, to wszystko jest takie… szalenie biologiczne. Aż się czytać nie chce. Tym niemniej właśnie tutaj rodzi się klucz do uzależnienia. Twój mózg nie wie, czy coś jest dobre, czy złe. Działa po prostu według sprawdzonych biologicznie schematów, pochodzących z pradawnych czasów, kiedy jeszcze żyliśmy na łonie natury.

    Mózg nie wie, czy coś jest dobre. Wie to umysł. Na skutek zbierania doświadczeń umysł zaczyna pewne rzeczy wartościować. „To jest spoko, a tamto nie” – mówi umysł. A co na to mózg? „W porządku, już sprawdzam” – zdaje się odpowiadać. I mózg uruchamia sieć neuronową. Jak superszybki komputer porównuje dane. „Nikotyna… hm… jaka była reakcja komórek nerwowych?” – „Melduję posłusznie, że wyzwoliły dopaminę” – odpowiada sieć neuronowa. „Co to oznacza?” – pada pytanie. „Że ta nikotyna musi być cholernie ważną substancją, skoro wyzwoliła niemal roczną dawkę dopaminy. Kto wie, może to jakieś ekstra lekarstwo – na przykład przedłuży nam życie?” – domyśla się sieć neuronowa.

    Istnieje bardzo wiele przyczyn, dla których umysł (bo umysł wie, że palenie zabija) przegrywa z mózgiem. Moim ulubionym wyjaśnieniem jest szybkość. Umysł jest ciekawy, chce wypróbować różne nowe substancje. Eksperymentuje z zachowaniami. Rozważa różne „za-i-przeciwy”. Mózg nie ma czasu na czcze gadanie i akademickie rozważania. Mózg musi mieć szybką, prostą i jednoznaczną odpowiedź. Jest jak generał. Chce tylko usłyszeć od polityka-umysłu: „zezwalam na użycie broni” – i wtedy wkracza do akcji. Zmienia się przepływ impulsów, struktura sieci neuronowej dostosowuje się do akcji. Wojsko ruszyło.

    Polityk kombinuje. Generał działa. Twój umysł lubi błądzić. A mózg? No cóż, mózg… nie ma wyobraźni.

    Dla mózgu to proste – umysł pozwolił, niech więc sam się martwi o konsekwencje – ja tylko wykonuję rozkaz: moja armia neuronowa rozpoczęła produkcję dopaminy. Umysł – trochę protestuje, ale… hm… dopamina… no cóż – przecież lubi sobie trochę pobłądzić w poczuciu szczęścia.

    Im dłużej to wszystko trwa, tym sprawy zachodzą coraz dalej. Mózg chce nadal produkować dopaminę. Brak nikotyny wyzwala reakcję głodową. Mózg wytwarza setki nowych połączeń. Utrwala je. Zaczyna dziać się coś, co nazywamy warunkowaniem. Papieros po jedzeniu – koniec posiłku zaczynamy łączyć z chwilą na mały dymek (nowa ścieżka!). To samo kawa. Piwo. Lekkie ugniatanie papierosa? Przyjemne, prawda? A dlaczego? Bo zaczyna się kojarzyć z nadchodzącą realną przyjemnością (dopamina! -> nowa ścieżka). Wszystko, co jest związane z paleniem (z przyjmowaniem nikotyny) zostaje wzmocnione. Gdyby Pawłow prowadził badania na palaczu, pewnie ten odczuwałby wzmożoną potrzebę zapalenia na dźwięk dzwonka.

    Zresztą – sami się o tym przekonajcie, jeśli chcecie. To bardzo proste. Zadzwońcie dzwonkiem przed każdym zapaleniem. Róbcie to regularnie przez jakiś czas, aż zauważycie, że kiedy ktoś zrobi „dzyń” – wy będziecie nerwowo sięgać po swoją paczkę…

    Jako wieloletni palacz nie potrafiłem na przykład czytać bez papierosa. Poważnie. Dziwiło mnie to, ponieważ przed wpadnięciem w nałóg pochłaniałem dziesiątki książek i nawet przez myśl mi nie przeszło, że do tej czynności wymagane jest Marlboro…

    Mało tego – w pierwszym okresie palenia – kiedy już byłem uzależniony od nikotyny – nadal czytałem bez papierosa. Zmieniło się to w chwili, kiedy zacząłem mieszkać samodzielnie i sam stanowić, kiedy i gdzie mogę zapalić. Dość szybko powiązałem papierosy z lekturą. Dużo czytałem i dużo paliłem. Połączenie wydawało się więc praktyczne… Tak samo stało się z pisaniem. Ze spacerem po parku. Z rozmowami o życiu. Mój Boże, papierosy stopniowo zaczęły kojarzyć mi się ze wszystkim.

    No i jak zwykle rozgadałem się, starannie odwlekając odpowiedź na tytułowe pytanie, czym jest uzależnienie. Naukowcy toczą spory, gdyż – jak to oni – chcą mieć wszystko ładnie zaszufladkowane, odseparowane i opatrzone sterylną teorią. Ale tak chyba nie ma. Nałóg rozpoczyna się od zmian zachodzących w mózgu. Zmiany te zapoczątkowuje jednak nie mózg, ale ciekawy wszystkiego, eksperymentujący umysł. To, co rozpoczął umysł, zmienia strukturę sieci neuronowej (mózg) i w konsekwencji – coraz bardziej wpływają na zachowanie (na umysł). Koło się zamyka.

    Uzależnienie nie jest czysto biochemiczne. Nie jest czysto behawioralne. W końcu umysł i mózg stanowią pewną całość – to istota nas samych. I można powtórzyć tu za doktor Norą Volkow, jedną z czołowych ekspertek od uzależnień i ich wpływu na mózg, która na pytanie, czy uzależnienie to choroba ciała czy duszy, stwierdziła, że „jest to o tyle bezsensowne, gdyż choroba psychiczna rodzi się w organizmie – w mózgu”.

    Zaszufladkowanie uzależnienia jako określonej choroby nie wydaje się jednak dla nas kluczowe. Dużo ważniejsze, aby pamiętać, że uzależnienie to po prostu choroba. Coś, co można… i chyba warto leczyć.

    Dodaj do:
    • Gwar
    • Wykop
    • Facebook
    • MySpace
    • Digg
    • del.icio.us
    • Google Bookmarks
    • Yahoo! Bookmarks
    • Netvibes
    • Twitter
    • Technorati
     

    Komentarze do wpisu “Uzależnienie – choroba umysłu czy mózgu?” ikona RSS

    • Czekałem, czekałem i się doczekałem na ten tekst ;)
      Zacznijmy od tego jak najczęściej zaczynamy palić.
      Otóż prawdopodobnie większość z palaczy zaczyna palić pod pewną presją otoczenia i nie piszę tu tylko o młodych ludziach. Często jest taka myśl w głowie „Oni palą to i ja zapalę przecież nie będę gorszy” chociaż świadomość tej myśli często odrzucamy. Dodatkowo część z nas myśli że to tylko jeden papieros i że nic się nie stanie. Do tej pory cały czas działa świadomość czyli powiedzmy że jest to umysł.
      Po pierwszym papierosie mamy „dziwnie w głowie” zaczyna nam sie w niej „kręcić” i czujemy się „inaczej”. W tym momencie właśnie chyba zaczynają działać komórki nerwowe, co z tego że kaszlemy i możemy zrobić się „zieloni”, coś nam mówi że to jest fajne. Najczęściej pierwszym papierosem zostajemy poczęstowani.
      Później przychodzi pora na drugiego papierosa i myśli typu „dobra to już ostatni” jednak po zapaleniu, kaszlemy mniej albo wcale a nadal jest nam „dobrze”.
      Chyba w tym momencie już jesteśmy uzależnieni, będąc w towarzystwie palącym ciężko nam nie zapalić przypominamy sobie jak nam było podczas palenia, a żeby „nie sępić” kupujemy paczkę.
      Cały czas myślimy wtedy że możemy w każdej chwili przestać palić i że nie jesteśmy uzależnieni (a jak się okazuje rzucić ciężko i uzależnienie już jest.
      Właściwie od czego jesteśmy po krótkim paleniu uzależnieni ?
      Po krótkim paleniu jesteśmy uzależnieni tylko i wyłącznie od nikotyny i jej „zbawiennego działania”
      Co dzieje się później ?
      Palimy, palimy, testujemy inne fajki dobieramy sobie odpowiednią markę. W tym momencie troszkę silnej woli i przestajemy po kilku dniach palić bo organizmowi brakuje nikotyny a w następstwie dopaminy, często wtedy zaczynamy jeść więcej.
      Ale jak to jest jeśli palimy dłużej ?
      W wielu przypadkach jeśli paliy już kilka lat zaczyna nam brakować przy braku papierosa nie tylko nikotyny.
      Nie mając papierosa lub nie mogąc zapalić nie wiemy co zrobić z rękoma.
      Mamy za dużo czasu, szukamy dodatkowych zajęć aby nie myśleć o paleniu.
      Oczywiście brakuje nam nikotyny.
      Przy próbach z gumami plastrami i innymi podobnymi wynalazkami czujemy brak jeszcze czegoś. Co to jest ? Brak dymu zaciąganego podczas palenia.
      Wynika z tego że w różnych etapach palenia jesteśmy uzależnieni w inny sposób.
      Dlatego też ja chcąc rzucić palenie, po wielu próbach z różnego rodzaju wynalazkami przeszedłem na elektronicznego papierosa którego kupiłem w sklepie opisanym w poprzednich odpowiedziach na Pana artykuły.
      Dziś dokładnie mija miesiąc nie palenia tradycyjnych papierosów. Wiem że wybranie epapierosa to nie koniec batalii o rzucenie papierów jednak wiem że nie truję się teraz ak jak paląc zwykłe papierosy. Czuję sie znacznie lepiej, nie kaszlę. Widzę że jak wcześniej paliłem sporo tego elektronicznego to teraz palę go coraz mniej i mniej. Jasne że organizmowi trzeba dostarczyć odpowiednią ilość nikotyny ale robię to rzadziej.
      Polecam każdemu palaczowi elektronicznego papierosa, on naprawdę jest dużym krokiem do rzucenia palenia.
      Pozdrawiam


    Dodaj swoją opinię

    Subscribe without commenting