Poczuj wolność wyboru. Poczuj smak życia!
ikona RSS ikona email Ikona domowa
  • Znajdź swoją skałę

    Data publikacji: 8/06/2010 Rem Ilość komentarzy: 6
    Coś co spędza sen z powiek palacza: no dobrze, a co z kawą? Kiedy zamierzasz rzucić palenie, prawie na pewno przypomni Ci się coś, co ZAWSZE robiłeś w towarzystwie papierosa. Coś, co bez papierosów wydaje się pozbawione smaku, żeby nie powiedzieć sensu.

    Pech chce, że zawsze chodzi o coś ekscytującego. Poranna kawa i mocny smak papierosa. Wieczorne spotkanie ze znajomymi przy szklaneczce piwa. Te wspaniałe chwile, bez których Twoje życie wydaje się bezbarwne.

    Kiedy w swoich myślach zbliżasz się do owych chwil, wiesz już – to jest Twoja skała. Coś, co staje Ci na drodze i o co prawdopodobnie się rozbijesz. Strzeż się.

    Skała może być jedna, za to solidna, może też być ich kilka. U mnie potężną skałą, o którą już wcześniej rozbijały się wszystkie poprzednie próby dryfowania ku wolności, była właśnie kawa. Pyszna, porażająco słodka, wręcz gęsta od cukru :) Zawsze, kiedy rzucałem palenie, to przede wszystkim kawa powodowała załamanie – gwałtowną potrzebę zapalenia. Już zaraz. Natychmiast. Papierosa! Dłużej tego nie zniosę… Na samą myśl, że coś takiego mógłbym przeżywać – drżałem. Długi czas nie umiałem rozwiązać tego problemu.

    Aż wreszcie – tadam! – spróbowałem kawy bez cukru. Miałem szczęście – w jakiś masochistyczny sposób posmakowała mi. Było lato, leżałem w hamaku czy w czymś tam podobnym i ugryzłem ziarenko kawy. Momentalnie przypomniało mi się dzieciństwo, a zaraz potem pomyślałem, że kawa bez cukru musi w jakiś sposób być podobna w smaku do gryzionego ziarenka. I wiecie co – taka właśnie była (choć trochę mniej, bo jednak co ziarenko to ziarenko).

    Twarde ziarnko do zgryzienia - moja wielka skała.

    Efekt uboczny – do cierpkiej kawy papieros nie pasował już tak idealnie, jak do tamtego ulepka, który zwykłem popijać. Na moich oczach kruszyła się moja wielka skała. Gorzka kawa miała swój niezwykły smak i niekoniecznie musiałem przy tym palić!

    Znając przebiegłość własnego mózgu przewidywałem, że to tylko kwestia czasu, aż przyzwyczaję się do nowego duetu: papierosa i gorzkiej kawy. Nie chciałem jednak tworzyć nowej zależności i odtąd kiedy paliłem, zamiast kawy zazwyczaj robiłem sobie słodką herbatę. Wiem – to obrzydliwe.

    Znajdź swoją skałę – prawdopodobnie masz ją już zapisaną: Twoja skała jest pośród tych rzeczy, dla których warto Twoim zdaniem palić. Oczywiście nie każdy argument przemawiający ZA paleniem to automatycznie Twoja skała. Skałą nazywam taką rzecz czy sytuację, która wydaje się nie do przeskoczenia, coś, bez czego nie wyobrażasz sobie szczęścia i radości dnia powszedniego. Skała to najwyższa trudność, największa przeszkoda, Twój słaby punkt, Twoja pięta achillesowa.

    Co można z taką skałą zrobić? Przyznaję – niewiele.

    Można próbować ją skruszyć. Trudna sprawa. Ominąć? Też ciężko.

    Na pewno trzeba mieć świadomość swojej skały – tego, co w sposób najmocniejszy łączy Cię z papierosami. Na pewno trzeba myśleć nad rozwiązaniem. Skupić się właśnie na tym elemencie – na swojej skale. Czasami wystarczy uporać się właśnie z tą jedną, jedyną sprawą, reszta zaś potoczy się już lawinowo. Miej świadomość swojego największego problemu związanego z paleniem i na nim skup swoje wysiłki. Nie tyle na walce i otwartej konfrontacji, co na znalezieniu jakichś rozsądnych rozwiązań.

    Jakieś wyjście z sytuacji znajdziesz. A gorzka kawa? Jest świetna.

  • Entuzjazm

    Data publikacji: 23/11/2009 Rem Skomentuj
    Gdybym miał wybrać tylko jeden stan psychiczny, spośród tych, które najbardziej pomogły mi przetrwać pierwszy okres bez palenia, bez wahania wskazałbym na entuzjazm.

    joy1

    Słownik języka polskiego definiuje entuzjazm jako „stan emocjonalnego zaangażowania w coś”. W jednej z poprzednich notek pisałem, że na długość rzucania palenia (czas od ostatniego papierosa do momentu, kiedy już nas „nie ciągnie”) podstawowy wpływ ma zaangażowanie emocjonalne. Zaangażowanie emocjonalne – czyli słownikowe określenie entuzjazmu.

    Zresztą mniejsza o definicje. Dość, że entuzjazm towarzyszył mi niemal od pierwszych chwil niepalenia. Dlaczego niemal? Ano dlatego, że na początku dominowało takie ostrożne zdziwienie (ja naprawdę odstawiłem papierosy?), pomieszane z niepewnością (co dalej?) ale i wiarą (teraz czuję, że mi się uda! po prostu czuję to!). Stopniowo, z każdym dniem, niepewność (czy wytrwam?) ustępowała, zaś w to miejsce wkradało się coraz więcej radości i entuzjazmu. Te mieszane uczucia towarzyszyły mi przez pierwszy tydzień niepalenia. W drugim zdecydowanie na czoło wysunął się entuzjazm. Z każdym dniem czułem napływającą siłę i optymizm. Każdą godzinę witałem z satysfakcją i radością, że nie palę. Entuzjazm dla mojego nowego życia wydawał się blokować myśli o jakimś tam głodzie nikotynowym. Myślę, że właśnie dzięki temu nie czułem go, zaś wszelkie przelotne myśli o zapaleniu kwitowałem niemal ze śmiechem (ach ty niedobry, niedobry).

    Byłem naprawdę mocno zaangażowany w niepalenie. Przez cały czas pielęgnowałem w sobie pragnienie, aby być niepalącym. Nie obchodziło mnie nawet, czy będę dzięki temu „na czasie”, czy zyskam miano „twardziela” – naprawdę to nie miało żadnego znaczenia. Żyłem w stanie pewnego radosnego podekscytowania, budziłem się i już wiedziałem, że czeka mnie kolejny dobry dzień, bo dzień bez papierosa. W pracy kompletnie nie obchodziło mnie, czy mam dużo czy też mało do zrobienia. Liczyło się tylko to, że nie palę.

    Mój entuzjazm spowodowany niepaleniem przekładał się też na relacje z innymi. Nie było jakiegoś tam marudzenia, poddenerwowania, żadnych „typowych” oznak rzucającego. Zamiast tego tryskałem energią, dobrym humorem i entuzjazmem.

    Mijały kolejne dni. Za oknem straszyła szara, trochę taka nijaka zima, ja jednak czułem się jak w maju. A kiedy nadeszła prawdziwa wiosna – mój entuzjazm trwał nadal. Wiedziałem już wtedy, że jestem wolny i już więcej nie zapalę. Nie dlatego, że miałem silną wolę i trwałem w żelaznym postanowieniu, ale dlatego, że po prostu nie odczuwałem już potrzeby zapalenia. Zwyczajnie – papierosy przestały mieć nade mną władzę. Nie musiałem palić. Nie czułem takiej potrzeby.

    A co z moim entuzjazmem? Niestety, stopniowo wygasał i kiedy nadchodziło lato, nie odczuwałem już owego niezwykłego podekscytowania, owej radości i zaangażowania, jakich miałem aż nadto jeszcze przed kilkoma miesiącami. Ktoś powie, że to normalne, gdyż zawsze po okresie podekscytowania musi nadejść znużenie, zaś największe kraksy psychiczne zdarzają się zaraz po okresach wzmożonego optymizmu. Być może. Ja z pewnością miałem mały dołek, chociaż – co może wydać się dziwne – nie przełożyło się to na chęć zapalenia papierosa. Palenie nie stanowiło już dla mnie problemu. Odczuwałem pewną pustkę (pustkę egzystencjalną?) i ogólny spadek dobrego humoru, jednak nawet przez chwilę nie brałem pod uwagę powrotu do palenia. Kilka razy zdarzyła się pokusa (było lato, były długie wieczory przy grillu ze szklaneczką piwa i w dodatku w towarzystwie palaczy…). Pokusy te nie były jednak zbyt silne. Ot westchnienie, wspomnienie starych czasów, ale zaraz potem wracał taki… hm… mikro-entuzjazm, przebłysk radości – jestem niepalący! – i to wystarczało.

    W swoje niepalenie włożyłem tyle energii, optymizmu, wiary i nadziei, że mój stosunek do papierosów uległ trwałej zmianie. Tak myślę. Co ciekawe nie wymagało to jakiegoś mocowania się ze sobą, przeżywania katuszy i wyrywania włosów.

    Zaczęło się od wielkiego pragnienia. Chciałem uwolnić się od wieloletniego nałogu. Chciałem uwolnić się od lęku o zdrowie. Chciałem, ze wszystkich sił chciałem być niepalący. Moje pragnienie narastało i kiedy wreszcie odważyłem się na odstawienie papierosów, wywołało to we mnie niezwykłe podekscytowanie, prawdziwy, szczery entuzjazm. Ten, który przeprowadził mnie przez okres rzucania i sprawił, że odzyskałem wolność.

  • Likwiduj ścieżki

    Data publikacji: 5/07/2009 Rem Ilość komentarzy: 2
    Ten, kto przebrnął przez ostatnią notkę wie już, dlaczego uważam, że e-papieros nie nadaje się do rzucania palenia. Moja opinia pokrywa się zresztą ze stanowiskiem WHO, która całkiem logicznie uznała, że e-papieros jest za bardzo zbliżony do papierosa tradycyjnego.

    Można powiedzieć, że  e-papieros wzmacnia niewłaściwe, bo skorelowane z paleniem, skojarzenia. Wywołuje podobne skutki psychologiczne. Utrwala już istniejące ścieżki neuronowe w mózgu. Zamiast dążyć do wiotczenia tych ścieżek, e-palacz (wdychacz?) wzmacnia je. Podobny kształt. Podobny sposób przyjmowania nikotyny (wdech). Rozumiecie, o co chodzi?

    Trwałe zerwanie z nałogiem możliwe jest tylko wtedy, gdy uda nam się pozmniejszać ścieżki połączeń neuronowych, związanych z nikotyną. Mówiąc najprościej – odstawienie nikotyny uda ci się wtedy, kiedy zmienisz swoje przyzwyczajenia, kiedy przerwiesz stare nawyki i skojarzenia – mniej więcej tak, że dźwięk dzwonka nie będzie już wywoływał chęci zapalenia.

    Dobra wiadomość jest taka, że metabolizm komórek jest przywracany szybko i sprawnie . Już kilkanaście dni – no powiedzmy do miesiąca – wystarczy, aby nasz organizm nie odczuwał słynnego głodu fizjologicznego. Możliwe jest  – o czym przekonałem się osobiście – że uczucie „głodu” zniknie już na drugi dzień po odstawieniu nikotyny.

    Oczywiście jeszcze do tego wrócimy, a tymczasem – fotka: jak już informowałem na mikroblogu, być może wrócił mi stary, dobry „bakcyl fotografii”.

    Taki tam obrazek na ulicy.

    Taki tam obrazek z ulicy.