Poczuj wolność wyboru. Poczuj smak życia!
ikona RSS ikona email Ikona domowa
  • Pozytywnie sobie gdybnij

    Data publikacji: 21/05/2010 Rem Ilość komentarzy: 2
    Dzisiejsza technika to właściwie rozwinięcie poprzedniej: najpierw siebie wymyśliłeś, teraz nadeszła pora na gdybanie.

    Kiedy już zdefiniujesz siebie „docelowego”, masz pewien punkt odniesienia. Taki właśnie chcesz być. Taka właśnie za jakiś czas się staniesz. Znasz już podstawowe cechy swojej „super osobowości”, wyobrażasz sobie w jaki sposób „docelowy ja” myśli, jak się zachowuje i postępuje. Być może w myślach odgrywałeś nawet scenki z udziałem samego siebie. Co tu dużo gadać: znasz „nowego siebie” tak samo dobrze, jak tego starego…

    Czas na działanie: zanim rzeczywiście staniesz się kimś, kogo sobie wymyśliłeś, naucz się „włączać” swoją nową osobowość przynajmniej na chwilę. Kiedy znajdujesz się w sytuacji, która w jakiś sposób Cię przytłacza albo niesie zagrożenie upadku jakichś planów czy zamierzeń, spróbuj przypomnieć sobie, kim chciałeś być (przecież chciałeś być człowiekiem niepalącym, pewnym siebie, spokojnym i opanowanym, nie pamiętasz?). Zadaj sobie pytanie z serii „Co by było gdyby” – „Jakbym się zachował w takiej jak ta sytuacji, GDYBYM JUŻ BYŁ niepalącym człowiekiem sukcesu?”

    Nie zastanawiaj się nad tym zbytnio. Jak najczęściej „włączaj nowego siebie”. Zabaw się w aktora – odgrywaj swoją wymarzoną rolę. Ale uważaj – odgrywasz ją dla siebie. Nie dla innych. To nie jest pokaz. Robisz to dla siebie. Nie ma nic smutniejszego niż efekt „nakręconego akwizytora”, z którego wprost bije sztuczny entuzjazm wyuczony na kilku szkoleniach.

    Na tej scenie Ty sam ustanawiasz rolę, ale również Ty sam jesteś swoim widzem. Tylko Ty.

    Naucz się gdybać. Niech stanie się to czymś oczywistym, niemal odruchowym. I zawsze gdybaj pozytywnie – po drugiej stronie słówka „gdyby” umieszczaj siebie „docelowego”, swojego idola albo kogoś, kto w danej sytuacji najbardziej by Ci imponował. Gdybaj, kiedy tylko sobie o tym przypomnisz. Kiedy musisz zrobić coś, czego nie lubisz, gdybnij sobie pozytywnie: „Jak bym się do tego zabrał, kiedy już byłbym (niepalącym) człowiekiem sukcesu?”

    Jak byś zareagował, co byś odpowiedział, co byś myślał w tej określonej sytuacji, w jakiej się znalazłeś, gdybyś był kimś, kogo podziwiasz?

    Inna wersja „pozytywnego gdybnięcia” – wyobraź sobie przez chwilę, jak zachowywałbyś się, gdybyś miał wszystko. Głupie, nie? No ale nie szkodzi, po prostu to sobie wyobraź. Poświęć na to dosłownie pięć sekund. Uczestniczysz w jakiejś sytuacji – jak byś się zachował i co byś myślał, gdybyś był posiadaczem wielkiej fortuny, potężnej firmy, założycielem dziesięciu fundacji ratującej setki tysięcy istnień?

    I jeszcze wersja specjalna, dedykowana dla tych, którzy gardzą dobrobytem i mamoną: wyobraź sobie, jak byś się zachowywał, gdybyś w danej sytuacji był turystą. Obcokrajowcem, kimś z innej planety. Dookoła Ciebie panuje ruch, krzątanina, Ty zaś obserwujesz wszystko z rosnącym rozbawieniem. Hej, jesteś przecież turystą – uczestniczysz we wszystkim, ale wiesz dobrze, że to tylko zabawa. Już za chwilę masz samolot (www.lotniczybilet.com ;-) ) więc zero stresu.

    Korki? Jakie korki?

    A teraz bonus: oprócz palenia, to może być doskonały sposób na rozładowanie napięcia w wielu innych sytuacjach. Wypróbuj to w korku. Nie zmieniaj nerwowo pasa ruchu. Odpręż się i wyobraź sobie, jak byś się czuł, zachowywał i co byś myślał, gdybyś był milionerem albo turystą? Popatrz – dookoła Ciebie przeciskają się samochody, kierowcy są poddenerwowani – niektórzy trąbią, inni klną, Ty zaś – pełen luz. Odprężony i spokojny. To ty tu rządzisz. Być może milioner, gdyby znalazł się w takiej sytuacji – korek uliczny – patrzyłby na wszystko z lekkim niedowierzaniem, może nawet z zadziwieniem, ale na pewno nie gryzłby wściekle palców, nie kląłby i nie załamywał rąk (myślę oczywiście o milionerze z klasą – w końcu kto chciałby być milionerem-burakiem?). Podobnie turysta – mimo, że stałby w korku, cały czas byłby przeświadczony, że korek ten JEGO NIE DOTYCZY. Dlaczego? Bo tacy właśnie są turyści :)

    Dojeżdżasz do pracy autobusem? Nie szkodzi – może jako milioner postanowiłeś zobaczyć świat z bliska? Okazją do tego stała się drobna awaria w Twoim helikopterze, albo jakaś Zła Chmura chwilowo uziemiła Twój odrzutowiec. Więc jedziesz autobusem. Ale czad.

    Traktuj to wszystko z przymrużeniem oka. Właśnie to jest tu najważniejsze: pewien dystans do siebie i swoich spraw. Spróbuj się tym wszystkim po prostu przez chwilę zabawić. Potraktuj to jako ćwiczenie, pewien żart. Z czasem, kiedy pozytywne gdybnięcie wejdzie Ci w krew, ze zdumieniem stwierdzisz, że w wielu wypadkach zacząłeś naprawdę reagować inaczej – z mniejszym napięciem, z większa swobodą, dystansem i spokojem ducha.

    Kiedy więc stajesz przed trudną sytuacją, kiedy czujesz przytłoczenie sprawami, kiedy coś wymyka Ci się z rąk i nie zachowujesz się tak, jak byś chciał – nie martw się. Pozytywnie sobie gdybnij. I już.

    Co by było, gdybym musiał odpisać na Twój e-mail, który zaraz do mnie wyślesz? Nie mam pojęcia :-) Ale od razu zastrzegam, że odpowiadam tylko na miłe listy ;-) Czy stosujesz na co dzień którąś z odmian „pozytywnego gdybnięcia?

  • Uważność

    Data publikacji: 30/07/2009 Rem Ilość komentarzy: 2
    Ostatnio pisałem o „świadomym paleniu”, które przełamuje nieco automatyzm nałogu. Sam stosowałem ten sposób  i myślę, że w pewnym stopniu przyczynił się do mojego sukcesu. Nie zastanawiałem się wtedy, czy jest to jakaś określona, opisana i nazwana technika. Po prostu obserwowałem siebie samego tak, jakbym był swoim własnym widzem.

    medytacjaW czasie, kiedy stosowałem „świadome palenie” nie myślałem o tym, że korzysta ono z pradawnej techniki, wywodzącej się z buddyzmu, na Zachodzie znanej obecnie jako uważność (z ang. mindfulness). Bardzo dawno temu interesowałem się buddyzmem i najwyraźniej koncepcja „świadomego palenia” narodziła się we mnie jako odległe echo dawnych lektur i rozmyślań.

    Uważność jest to dość prosta metoda na rozładowanie stresu, poczucie odprężenia, ale przede wszystkim na spojrzenie na sprawy w nieco innym świetle. Uważność nie wymaga jakichś szczególnych zabiegów czy technik koncentracji bądź medytacji. W najprostszym – i chyba najtrafniejszym – rozumieniu jest to po prostu skierowanie uwagi na chwilę bieżącą, „zauważenie” samego siebie i najbliższego otoczenia „takim, jakie ono jest”. Bez oceniania, bez prób wyjaśniania czegokolwiek czy komentowania. Ograniczamy się tylko do swego rodzaju życzliwej obserwacji.

    W ostatnim tygodniu bywałem turystą. Spacerując po leniwych plażach Jastarni chłonąłem widoki i swoją tam obecność, coraz wyraźniej czując, jak teraźniejszość wypiera wszelkie myśli o przyszłości, zaś codzienne troski stają się jakby mniej ważne. Podobnie w Gdyni, Sopocie, czy na Helu – wszędzie tam byłem turystą, którego nie dotyczyły problemy dnia powszedniego.

    A gdyby tak pozostać turystą również po powrocie do domu? Czyż nie jest to kuszące? Tylko pozornie wydaje się to głupie i niemożliwe. Tak naprawdę chodzi przecież o zachowanie pewnej specyficznej postawy wobec świata. Turysta to ktoś, kto jest przejazdem. Nie zajmuje się zbyt mocno kłopotami tak zwanej codzienności. Nie angażuje się zbyt mocno w bieżące wydarzenia, bo wie, że jest tu tylko przez chwilę. Turysta jest zrelaksowany, raczej optymistyczny i nie przywiązuje wagi do drobiazgów. Wie, że nie ma zbyt dużo czasu, więc stara się go wykorzystać jak najlepiej – chłonie świat (zwiedza), zachwyca się rzeczami, które dla miejscowych są zwykłe i nudne, jest kimś, kto chwyta chwilę i nie przejmuje się tak zwanym szarym życiem.

    Wiele lat temu spacerowałem ulicami swojego rodzinnego miasta wyobrażajac sobie, że jestem turystą. Zacząłem na nowo przyglądać się ulicom, domom, wszystkim tym miejscom, które znałem od lat. Próbowałem na wszystko spoglądać oczami kogoś, kto widzi to pierwszy raz. Powiem wam, że było to niezwykłe doświadczenie – nagle dostrzegłem jakby więcej. Widziałem siebie w zupełnie obcym, choć przecież własnym mieście. Patrzyłem na rzeczy, ludzi i miejsca bez osądzania, za to z ciekawością (byłem przecież turystą w obcym kraju). Stąpałem po ziemi celebrując samo stąpanie. Czułem się realną, rzeczywistą, istniejącą tu i teraz cząstką otoczenia.

    Jeszcze wtedy nie wiedziałem, że właśnie praktykuję uważność – esencję świadomego życia.