-
Czy potrzebujesz jakiejś strategii?
Data publikacji: 5/05/2010 1 komentarz
Smak ostatniego papierosa był niezapomniany. Wieczór wydawał się magiczny. W powietrzu czuło się moc i zdecydowanie – to już koniec z papierosami. Postanowione! Od jutra wszystko będzie inaczej. Dla takich chwil warto żyć.Aż do południa wszystko jakoś się układało. Najgorzej było po śniadaniu, ale przetrwałeś to – powstrzymałeś się od porannej kawy i na wszelki wypadek wróciłeś do łóżka. Telewizja odwróciła uwagę od braku papierosów i wydawało się, że ta sobota będzie Twoja.
Niestety, po południu byliście umówieni z palącymi znajomymi, wieczorem miałeś grilla, w niedzielę musiałeś skończyć zaległy projekt. Twoje dzieci były nieznośne, żona miała pretensje, a na dodatek wpadła teściowa. I to wszystko akurat teraz, kiedy rzucasz palenie!
Nie wiem dlaczego, ale jakoś zawsze, kiedy rzucałem palenie, zakładałem, że wszystko pójdzie świetnie. Nie przyjmowałem do wiadomości, że coś może pójść nie tak. Nie zastanawiałem się też nad konsekwencjami swojej decyzji – zarówno tymi krótkoterminowymi jak i długofalowymi. Nie miałem planu na najbliższy miesiąc czy choćby tydzień. Nie miałem Planu B, do zastosowania w chwilach kryzysowych. Prawdę mówiąc nie miałem żadnego planu.
Brak planu to też jakaś strategia. Całość sprowadza się tu do trzech prostych, romantycznych kroków: nabierz głęboko powietrza, zamknij oczy, skocz.
Co ciekawe, większość ludzi właśnie tak zazwyczaj postępuje w niemal każdej namacalnej dziedzinie życia. Planowanie rzucania palenia? Też coś.
Mogłeś jednak pewne rzeczy przewidzieć. Mogłeś wybrać jakiś inny dzień, przełożyć spotkanie albo zaplanować coś, co pomogłoby wytrwać w niepaleniu – zwłaszcza w tych pierwszych godzinach i dniach – zamiast narażać się na sytuacje, które znacznie osłabiają Twoją decyzję.
Przyznaję się: ja też nie planowałem. Nawet moja ostatnia – tym razem udana – próba rzucenia palenia w dużej mierze opierała się na zasadzie JTB – Jakoś To Będzie (swoją drogą fajna nazwa na markę papierosów: „co palisz? jot-te-besy”). Wprawdzie byłem już wtedy dość doświadczonym „rzucającym”, z wieloletnią praktyką i w ogóle, a jednak nawet wtedy podążałem trochę po omacku. Ty możesz oszczędzić sobie takiego błądzenia.
Przedstawię kilka naprawdę przydatnych, porządnych i przemyślanych strategii. Większość z nich nieświadomie, intuicyjnie zastosowałem. Dziś znam już ich wytłumaczenie – podłoże psychologiczne czy fizjologiczne – ale wtedy, w tamtych niezwykłych dniach rzucania palenia, liczyło się tylko to, że pewne rzeczy działały. Mniejsza o teorię, ważne, że pomaga.
Strategie, o których mowa, można podzielić na dwie grupy: strategie wyjścia oraz strategie przetrwania. Te pierwsze dotyczą okresu PRZED, drugie zaś PO „dniu zero”, czyli odstawieniu papierosów. Pierwsze pomogą wyjść, drugie – przetrwać. Proste.
Zaczynamy rzecz jasna od strategii wyjścia. W pierwszej kolejności chcę pomówić o celach. Generalna uwaga jest taka: zakładam, że wiesz, czego chcesz. Nie mam zamiaru nikogo tutaj motywować, namawiać, przekonywać – nic z tych rzeczy. Ograniczę się do przedstawienia pewnych idei i pomysłów, które możesz zastosować lub nie. Jak z papierosami: wybór należy do Ciebie.
Chciałbym jednak czegoś w zamian. Potrzebuję Twojego głosu. Odpowiedzi. Na końcu każdego z tekstów układających się w swoisty internetowy poradnik rzucania palenia będę podawał swój adres e-mail: czekam na Twoje opinie, uwagi, spostrzeżenia. Może masz jakieś inne „patenty”? Jakieś swoje własne sposoby? Czekam na Twój e-mail – również z pytaniami, jeżeli coś wymaga doprecyzowania. Jeśli wolisz komentarze pod tekstami – nie ma problemu. Wiedz jedno: razem możemy zrobić coś naprawdę pożytecznego. Im więcej opinii, tym szerszy obraz.
Już za dwa, trzy dni zaczynamy! Możesz nie wierzyć, że Ci się uda. Nie martw się, niczego nie stracisz. W najgorszym wypadku po prostu przekonasz się na własne oczy, jak łatwo przyjemnie rzucało mi się palenie.
-
To będzie naprawdę udany rok
Data publikacji: 6/01/2010 Skomentuj
Witam wszystkich w nowym roku. Jeśli wierzyć wróżce Moonlight, czeka mnie naprawdę świetny rok, a was? Chyba też, bo jak tak zerknąłem, to na oko wszystkie znaki zodiaku spotka coś miłego. To będzie Naprawdę Udany Rok.No dobrze, trochę się zgrywam. Możecie przecież nie wierzyć jakiejś tam wróżce z serwisu Czary Mary. Jeżeli jednak – mimo wszystko – pragniecie poznać przyszłość, mam na to całkiem niezły i sprawdzony sposób. W dodatku bez uciekania się do szklanej kuli czy kart.
Chcecie, aby rok 2010 był naprawdę udany? Nic prostszego: już dziś zadbajcie o to, aby taki się stał. Mówię serio. Proponuję znaleźć jakieś ciche miejsce, gdzie można w spokoju poświęcić kilka minut na skupienie i spokojne zastanowienie się. Czego chcę? Co wydaje się osiągalne w tym roku? Czy jest coś, czego chciałbym dokonać? A może zmienić?
Zadawajcie sobie pytania i pamiętajcie, że one w niczym nie mogą wam zaszkodzić. To jeszcze nie są postanowienia, cele czy zadania, które można złamać lub nie dotrzymać. To tylko zwykłe pytania – taki wewnętrzny dialog z samym sobą. Bez zobowiązań. Chodzi o to, aby rozpoznać na nowo swoje własne pragnienia i marzenia, które niestety mają tendencję do zakurzania się w pyle codzienności. Czy czujecie, że wasze pragnienia są nieco zakurzone? Czy wasze marzenia systematycznie odkładacie na bliżej nieokreśloną przyszłość? Jeśli tak, to początek roku może stać się znakomitą okazją, aby wszystko to nieco przemeblować.
Czy miewacie takie chwile, kiedy chcielibyście cofnąć się do przeszłości, by naprawić jakieś błędy albo nieco inaczej pokierować swoim życiem? Ech, kiedy byliśmy dziećmi, wszystko było jeszcze przed nami. Jako dzieci mieliśmy przed sobą mnóstwo wyborów. Mogliśmy zostać policjantem, strażakiem, kosmonautą albo księżniczką. Potem to wszystko jakoś tak rozpłynęło się w życiu.

Co tam wróżka - sam sobie stwórz swój wymarzony rok!
Rok 2010 wciąż jeszcze pachnie nowością i wciąż jeszcze możecie zrobić z nim mnóstwo rzeczy. Jest jak dziecko, przed którym rozciąga się cała paleta możliwości. Możemy spróbować coś zmienić albo pozostać tam, gdzie jesteśmy obecnie. Wróżka Moonlight może nam przepowiadać niesamowite rzeczy, ale tak naprawdę to od nas zależy, czy rok ten będzie udany czy nie.
Moim zdaniem pierwszym krokiem powinna być nasza zwykła, prosta decyzja: a właśnie, że rok 2010 będzie udany. O, i tyle. Nie martwmy się na razie o plany, o to, jak je zrealizować, ani o to, że tak wiele może nie zależeć od nas. Nie martwmy się tym w tej chwili. Pamiętajmy – właśnie przebywamy w „cichym, spokojnym miejscu” i postanowiliśmy, że ten rok będzie dobry. Teraz zastanówmy się, co sprawiłoby, żeby taki właśnie się stał. Zadajmy sobie kilka pytań i… zaraz nastąpi najtrudniejsza część dzisiejszego ćwiczenia.
Jest to dość trudne w realizacji, wymaga dość dużego samozaparcia i silnej woli. Z badań wynika, że na ten dość uciążliwy, raczej nieprzyjemny, wymagający mnóstwo przygotowań i trudnych wyborów krok decyduje się tylko kilka procent badanych:
zapiszcie odpowiedzi.
Pamiętajcie – to jeszcze nie są postanowienia ani plany. To tylko odpowiedzi na pytania, co sprawiłoby, aby ten rok był świetny. No bo przecież tak właśnie przed chwilą postanowiliśmy, prawda? Nie zapominajmy o tym.
Nie zapominajmy, że to będzie naprawdę udany rok.
-
Magia słowa zapisanego
Data publikacji: 7/09/2009 Skomentuj
W niedawnej rozmowie na temat papierosów mój rozmówca zapytał mnie, co uważam za najistotniejsze w rzucaniu palenia. Odparłem, że najważniejszy jest zeszyt 64 kartkowy w kratkę. Wywołało to oczywistą wesołość pytającego, który zdążył jeszcze błyskotliwie zapytać – dlaczego akurat w kratkę?
Wbrew pozorom moja odpowiedź nie była tylko żartobliwą uwagą obliczoną na rozbawienie słuchacza. Tak naprawdę u jej podstaw leży prastara prawda: słowo pisane ma wielką moc. Wiemy o tym wszyscy, znamy moc oddziaływania wielkich dzieł literackich czy też ważnych tekstów natury politycznej, społecznej itd, które niejednokrotnie zmieniały historię świata. Nie każdy jednak zdaje sobie sprawę, że słowo pisane ma wielką siłę również na naszym własnym poletku, na gruncie osobistym – ma ono zdolność dokonywania wielkich przemian w naszym życiu.
Być może spotkaliście się już z taką radą: jeśli chcesz coś osiągnąć, zapisz to. Stwórz na papierze swój własny plan zrealizowania dowolnego celu, a znacznie podniesiesz prawdopodobieństwo, że ci się powiedzie. Z podobnymi radami spotykamy się niemal w każdej publikacji dotyczącej rozwoju osobistego czy osiągania sukcesów.

Większość osób nigdy niczego nie planuje...
Człowiek, który chce coś osiągnąć, musi przede wszystkim wiedzieć, czego chce. Bez tego trudno jest w ogóle myśleć o jakichkolwiek efektach. Większość ludzi nigdy niczego nie planuje, a tym bardziej nie zapisuje żadnych celów do zrealizowania. Szczytem planowania dla większości z nas jest lista zakupów do supermarketu, zaś nasz najbliższy tydzień kształtujemy głównie w oparciu o tygodniowy program telewizyjny. (Dlatego razem z żoną nazywamy go żartobliwie Przewodnikiem Po Życiu. W każdy piątek pytamy siebie nawzajem „Czy kupiłeś Przewodnik Po Życiu? Jeśli nie, to zrób to, bo cały tydzień będziemy błądzili.” Oboje się z tego śmiejemy, tym bardziej, że telewizji praktycznie w ogóle nie oglądamy.)
Słowo zapisane – czyli to wszystko, co własnoręcznie kreślimy na kartce papieru, w zeszycie, a może na blogu? – pozwala nam sprecyzować cel, pomaga w zrobieniu planu jego realizacji, a także – co równie ważne – pozwala nam na przyjrzenie się nam samym z pewnego dystansu – z którego czasem widać znacznie więcej. Pisanie pozwala uporządkować myśli, sprawdzić, gdzie się aktualnie znajdujemy (czy jesteśmy na drodze realizacji naszych zamierzeń, czy też z niej zbaczamy). Prowadzenie swego rodzaju „Dziennika Projektu” w sposób niezauważalny dyscyplinuje nas i dopinguje do dalszej pracy.
Nie pisałbym tego wszystkiego, gdybym sam nie przeszedł tej drogi i nie przekonał się o sile słów zapisywanych. Kiedy rzucałem palenie, zacząłem prowadzić bloga. Dziś widzę to już z pewnego dystansu i wiem, że pisanie pomagało mi przetrwać chwile zwątpienia, a przede wszystkim dawało mi potężną dawkę energii. Mój blog – zwłaszcza w pierwszych dniach od odstawienia papierosów – był moim najlepszym przyjacielem.
Pisanie „Dziennika Projektu” (czy też „Dziennika Celu”) pomoże osobom palącym poznać swoją własną motywację, największe przeszkody w uwolnieniu się od nałogu czy wreszcie opracować swoją indywidualną ścieżkę. Z kolei osoby już „po rzuceniu”, ale jeszcze wciąż narażone na „nawrót” – w swoim „Dzienniku” niejednokrotnie znajdą potężne oparcie i pomoc.
Zdaję sobie sprawę, że dzisiejsza porada nie każdemu przypadnie do gustu. Nie każdy ma potrzebę pisania czegokolwiek. Często odczuwamy jakiś wewnętrzny opór, czując, że nie umiemy zbyt dobrze pisać. Nie chcę w tym miejscu przekonywać, że każdy może, każdy potrafi i tak dalej. Jeżeli spróbujecie – macie szanse osobiście przekonać się, jak wiele może zdziałać słowo zapisane. To jest jednak wasz wybór, zwłaszcza, że pisanie to, rzecz jasna, nie jedyna metoda na poprawę własnego życia…
-
Niespieszny koniec lata
Data publikacji: 24/08/2009 Skomentuj
Na naszych oczach kolejny sezon ogórkowy przechodzi do historii. Ostatni tydzień sierpnia to powroty z urlopów i wakacji, centra handlowe pęczniejące od artykułów szkolnych i ludzi oraz rodząca się gdzieś na krańcach świadomości nostalgia – jak to, czy to już naprawdę koniec lata?
Zanim w prasie kolorowej pojawią się artykuły, jak przeciwdziałać pourlopowej depresji, czeka nas jeszcze jeden, ostatni tydzień sierpnia. Tak sobie pomyślałem, że warto go wykorzystać na jako takie zaplanowanie przyszłości. Czy macie już swój plan na wrzesień, plan na jesień, czy wręcz plan na resztę tegorocznego roku?
Większość ludzi nigdy niczego nie planuje. Owszem, zazwyczaj mamy gdzieś w świadomości listę rzeczy do zrobienia, najczęściej tych bieżących, rzadziej długofalowych, ale tak naprawdę trudno to nazwać jakimś konkretnym, przemyślanym drogowskazem dla nas samych. Kiedy ostatnio rozmawiałem z pewną osobą o planowaniu, ta odparła mi, że życie z ołówkiem w ręku wydaje się nie tylko mało ekscytujące, ale wręcz przytłacza. Czy nie lepiej po prostu cieszyć się teraźniejszością i nie zastanawiać specjalnie nad tym, co będziemy robić za miesiąc, kwartał czy rok?
Przyznam, że takie myślenie jest mi dość bliskie – sama koncepcja prowadzenia terminarza zawsze wywoływała we mnie uczucie zniechęcenia. Z drugiej strony argumenty tych, którzy zwykli planować swoje poczynania, wydają się przekonywujące – rozsądny program na przyszłość daje poczucie kontroli nad własnym życiem, nie mówiąc już o okazji do uporządkowania wielu spraw. Kogo więc posłuchać?
Jedno wiem na pewno – warto wiedzieć, co chce się zrobić. Ostatni tydzień lata będzie dla mnie okresem przejścia od wiejskiego wyciszenia i spokoju ducha do znacznie szybszego życia w dużym, na pozór bezdusznym mieście. Na pewno postaram się, aby był to tydzień niespieszny, za to odrobinę refleksyjny. Przygotowując się duchowo na jesień spróbuję też sformułować swój własny plan.
Jak ktoś powiedział, cele to marzenia z terminem wykonania. Zatem może koniec tego lata to dobry czas, aby zająć się swoimi marzeniami?




Najnowsze komentarze