-
Pierwszy tydzień
Data publikacji: 8/07/2010 Skomentuj
Być może od pewnego czasu nie możesz się już doczekać na ten dzień. Jesteś nakręcony, naładowany, zdecydowany i zdeterminowany. Tryskasz optymizmem, chęcią działania i czujesz, że możesz wszystko. To dobrze, bo czeka Cię twarde lądowanie. Będzie płacz i zgrzytanie zębami.No właśnie – mam dość wrażliwe zęby. Kiedy w promieniu dwóch metrów ode mnie pojawia się dowolne narzędzie dentystyczne już mnie boli. Ostatnia reklama szybkiego Internetu z Tomaszem Kotem (a jeszcze wczoraj lubiłem gościa…) to jakiś horror. Kto to wymyślił i jaki chory umysł to zaakceptował?
Wczoraj udałem się na zabieg skalingu – niezorientowanym wyjaśniam, że chodzi o zwykłe, swojskie usuwanie kamienia nazębnego. No, nie takie zwykłe.
Przygotowywałem się na tę wizytę od tygodnia. Uprawiałem jogę, przeczytałem czterdzieści książek o pozytywnym myśleniu oraz dwie o hipnozie (autohipnoza – może to jest rozwiązanie?). Tuż przed wizytą całkiem poważnie rozważałem zakup jakichś pampersów.
Kiedy już zjawiłem się w gabinecie, byłem z siebie dumny, że w ogóle do niego dotarłem. Mogłem przecież uciec. Na wszelki wypadek poprosiłem panią doktor o przykucie mnie do fotela łańcuchami.
No cóż, nie pozostało mi nic innego, jak przetrwać.
Generalnie zabieg skalingu nie jest bolesny, może trochę nieprzyjemny, ale da się przeżyć. Chyba, że ma się wrażliwe zęby. Coś, co dla kogoś jest chwilową niedogodnością, dla zębowego wrażliwca jest torturą gorszą od borowania. Tam robisz sobie zastrzyk i odprężasz się, a tutaj Pani Doktor działa przy Twojej pełnej świadomości.
Czy myślicie, że mnie nie bolało? Otóż bolało mnie. W dodatku zabieg trwał jakieś sześć godzin – jakimś cudem upchniętych do kilkudziesięciu minut, co ze zdumieniem stwierdziłem zerkając na zegarek już po całej sprawie.
Zastanawiacie się, co to wszystko ma wspólnego z paleniem oraz Pierwszym Tygodniem? Bo Pierwszy Tydzień taki właśnie może być, jak moja wizyta u stomatologa. Możesz czuć się paskudnie, zastanawiać się po jaką cholerę w ogóle się tak męczysz, możesz nawet odrobinę wariować i całkiem poważnie podejrzewać, że oto właśnie na Twoich oczach cały świat Ci się wali. Właśnie ten walący się świat jest najgorszy. Twoje jeszcze tak niedawne dobre samopoczucie, nakręcenie na niepalenie i tak dalej gwałtownie bledną i czujesz już tylko czarną rozpacz – życie staje się nijakie, a Twoja egzystencja pozbawiona sensu.
Walcz o siebie, walcz o swoje dobre samopoczucie.
Pamiętasz strategię celów, która nakazuje Ci mieć cele szersze i dalej idące niż rzucenie palenia? Teraz o tym zapomnij. Teraz najważniejsze jest niepalenie. Tylko to się liczy. Jesteś na swoim Pierwszym Tygodniu i to jest ta najważniejsza bitwa.
Strategia walki jest prosta: unikaj otwartej bitwy z silniejszym wrogiem – staraj się wykorzystać wszelkie możliwe sposoby na prowadzenie wojny partyzanckiej. Kilka luźnych propozycji:
- W jednej chwili możesz odczuwać tylko jeden rodzaj emocji: pozytywną lub negatywną – zrób wszystko, aby odczuwać te pozytywną
- Umysł słabo sobie radzi z dwiema konkurującymi ze sobą myślami – wybiera tę, którą odczuwa jako ważniejszą – a w tej chwili najważniejszą dla niego sprawą jest pragnienie nikotyny. Odwróć jego uwagę.
- Rób coś. Bez przerwy rób coś. A jeżeli nie masz nic do roboty? Nie szkodzi – po prostu rób coś.
- Nakręć się na coś, co Cię fascynuje, inspiruje, co uwielbiasz, żyj tym czymś.
- Zadbaj o odpowiednią dietę. Jaką? Najlepsza jest taka, która wydaje Ci się najbardziej atrakcyjna. Z drugiej strony warto wykorzystać fakt, że na nasze samopoczucie wpływa to, co zjedliśmy i sięgnąć po kilka polecanych produktów. Jeszcze do tego wrócę na Nowym Smaku Życia
(Czy wiecie na przykład co ma wspólnego kardamon z papierosami?) - W ogóle rób jak najwięcej atrakcyjnych rzeczy. Dobrze jest robić coś twórczego, co daje Ci satysfakcję – pisz, maluj, komponuj, układaj puzzle albo statek kosmiczny z klocków Lego.
- Zadbaj po prostu o to, by Twój umysł – poza jedynym tylko aspektem, czyli paleniem – czuł się twórczo, inspirująco, po prostu wspaniale.
- Wymyśl sobie mantrę albo dwie. Kiedy trzeba, powtarzaj ją. Mów ją, myśl ją, stań się nią. Klep ją do znudzenia, przekonuj swój załamany mózg, że kontrolujesz sytuację. No dobrze, nie chciałem tego napisać, ale napiszę: wmów to sobie. Przykład dobrej mantry: „Jestem cholernym zwycięzcą. Zrobię to. Pokonam go” (chodzi o własny mózg – to z nim walczysz, nie z papierosami). Inna mantra – dosadna, rubaszna, nieco ordynarna i tylko dla dorosłych: „Dupa, dupa, dupa”. Czasem coś, co może wydawać się krańcowo głupie działa zaskakująco skutecznie. Ale ludzie są różni. Jeżeli jesteś osobą wierzącą, być może doda Ci sił powtarzanie zdania, które kiedyś przeczytałem w niewielkiej, acz budującej książce i które brzmiało tak: „Bądź spokojny i wiedz, że Bóg jest nad tobą”.
Wszystko pięknie, powiecie, ale jak tu nakręcać się na coś pozytywnego, kiedy wokół szarzyzna, ból i zwątpienie wywołane brakiem nikotyny? Celowo zacząłem dziś od mojej wizyty u dentysty. Pewne rzeczy po prostu trzeba zrobić. Robisz je wiedząc, że może zaboleć. Robisz je nie dlatego, że oczekujesz, iż będą przyjemne, ale dlatego, że masz je do zrobienia.
Na szczęście można się postarać, aby Pierwszy Tydzień był przeżyciem tyleż intensywnym, co interesującym. Kiedy znajdujesz się na fotelu u dentysty, nie masz zbyt wielu możliwości. Jeżeli odpowiednio o to zadbasz, Twój Pierwszy Tydzień Niepalenia może z początkowej beznadziei zamienić się w coś, co odmieni Twoje życie.
-
Koło ratunkowe
Data publikacji: 23/06/2010 Ilość komentarzy: 4
Wypływasz na szerokie wody niepalenia. Już wkrótce będziesz się tutaj czuć jak ryba w wodzie, teraz jednak gryzą Cię obawy: jak będzie? czy uda mi się? a jeśli głód będzie nie do zniesienia? Boisz się, że może zabraknąć Ci sił i utoniesz? To normalne. Pamiętaj jednak, że w tę podróż zawsze możesz zabrać koło ratunkowe.Głód nikotynowy – straszna rzecz. Spędza sen z powiek palącym i skutecznie odstrasza od podjęcia tego i tak trudnego kroku: rzucenia palenia.
Czy głód nikotynowy rzeczywiście jest taki straszny? Allen Carr twierdził, że jest podobny do zwykłego głodu i łatwo można go przezwyciężyć. Może i tak – ale powiedzcie to spanikowanemu palaczowi. Dla mnie zawsze to był wielki, przerażający problem. Oczywiście nie poddawałem się i nadal próbowałem rzucić, jednak myśl o czekających mnie potwornych katuszach nigdy nie dawała mi spokoju.
Strasznie bałem się tego głodu.
Spróbowałem cukierków nikotynowych. Były okropne. Podobnie gumy. W plasterki nie wierzyłem, chociaż ostatecznie spróbowałem ich. Przez pierwszy tydzień trochę oszukiwałem: kiedy bardzo chciało mi się palić, odklejałem plasterek – żeby nie przesadzić z nikotyną – i brałem papierosa. Powiem jedno: było to strasznie męczące. Cały dzień walczyłem z myślami i starałem się przetrwać kilka następnych godzin – aż do chwili, kiedy w nagrodę za niepalenie… mógłbym sobie zapalić. Obłęd – coś takiego potrafi wymyślić chyba tylko uzależniony umysł palacza.
Uparłem się jednak (nieuchronność, no i moje wielkie pragnienie bycia niepalącym). Następny tydzień nie zapaliłem ani jednego. Plasterki przyklejałem każdego ranka i wydawało mi się, że pomagają. W piątek czułem, że jestem bliski czegoś, co już za chwilę, lada moment – nie zapeszyć, nie zapeszyć – uczyni mnie niepalącym. Czułem, że to będzie przełom, przebłysk, olśnienie, eksplozja wolności.
Zapeszyłem. W sobotę kupiłem sobie paczkę papierosów i od razu wypaliłem połowę.
W niedzielę czułem się okropnie. Ze zdumieniem stwierdziłem, że poprzedniego tygodnia jakby nie było. Zupełnie jakby się nie wydarzył. Tak, jakbym cały czas palił, bez żadnej przerwy. Cały mój tygodniowy wysiłek poszedł na marne, a ja byłem w punkcie wyjścia.
Uparłem się jednak (nieuchronność – teraz już nie poddam się, nigdy w życiu, choćbym miał do końca życia codziennie przyklejać te plasterki, żuć gumę czy cokolwiek innego – nie poddam się. NIE PODDAM SIĘ). Cały następny tydzień nie wziąłem papierosa do ust.
Jak się okazało, był to mój ostatni tydzień niepewności (czy mi się uda?) i jednocześnie ostatni tydzień „walki z głodem”. Zmieniłem taktykę – teraz byłem nakręcony, naładowany i pełen wzrastającej wiary (z każdym dniem wierzyłem coraz bardziej, że mi się uda). Po siedmiu dniach odstawiłem plasterki i ze zdumieniem zauważyłem, że… nie zauważyłem żadnego głodu. Nie było go tam!
Większość tych, którzy chcą rzucić zadaje sobie to samo pytanie: jak przetrwać GŁÓD?
Po pierwsze – warto oddzielić realny głód nikotynowy od tego wyobrażonego. Strach ma wielkie oczy – mówimy. I to jest prawda – im bardziej będziemy skupiali się na negatywnych wyobrażeniach, nastawiali na najgorsze, wręcz oczekiwali najgorszego, które już za chwilę, dosłownie za moment nam się przytrafi, tym trudniej nam będzie.
Tak jest dosłownie ze wszystkim. Prawdopodobnie znane jest Ci następujące doświadczenie: przed Tobą jakaś nieprzyjemna robota, wykręcasz się jak możesz, czas dłuży Ci się, no po prostu spotkało Cię wielkie nieszczęście, załamanie i kompletna tragedia. A kiedy indziej: robisz coś, co wydaje Ci się interesujące. Nie zauważasz w ogóle upływającego czasu, Twoje myśli pochłonięte są tym, co robisz. Jest dobrze, jest świetnie i masz poczucie, że wszystko jest tak, jak potrzeba.
Skąd te różnice? Z nastawienia. Z Twoich przekonań na temat tego, co jest ciekawe, a co nudne. Z Twojej wyobraźni.
Tak samo jest z głodem nikotynowym. To tylko nasze wyobrażenia.
Problem w tym, że nasze wyobrażenia najczęściej wydają nam się bardzo, ale to bardzo realne. I takie są – do licha, nie oszukujmy się. Jeżeli masz w sobie lęk, to on tam jest – istnieje bardziej niż cokolwiek innego.
Z drugiej strony – skoro to tylko wyobraźnia, może da się coś z tym zrobić? Na przykład zmniejszyć swoje obawy, składając sobie obietnicę, że w razie czego – w czarnej godzinie – sięgniesz po jakieś środki zawierające nikotynę. To może być Twoje koło ratunkowe.
Allen Carr – do którego już drugi raz się dziś odwołam – był przeciwnikiem nikotynowej terapii zastępczej. Postulował natychmiastowe zerwanie wszelkich związków z nikotyną. Ja mówię inaczej – musisz zrobić ABSOLUTNIE WSZYSTKO CO MOŻLIWE, aby nie sięgnąć po papierosa. Wszystkie chwyty są dozwolone – oczywiście w ramach pewnych norm społecznych i w granicach prawa.
Nie każdy może ot tak odstawić środek uzależniający. Nie jesteśmy tacy sami. U jednych mózg nieźle sobie radzi z przestawieniem produkcji dopaminy – u innych nieco gorzej. Podobnie jak u dentysty: jedni są bardziej, a inni mniej wrażliwi na ból. To nie tyle kwestia bohaterstwa, co po prostu budowy układu nerwowego. Znam ludzi, którzy od lat mogą sobie pozwolić na jeden, dwa papierosy na dzień czy tydzień i nie wpadają w błędne koło przymusowego palenia (choć zdaniem Carra oni również są nałogowcami). Mój mózg niestety zawsze był żarłoczny – rzucałem się na papierosy z pasją. Ten nałóg dosłownie pochłonął mnie.
Kiedy rzucasz palenie, musisz uporać się zarówno z uzależnieniem od nikotyny jak i wypracowanymi przez lata nawykami palacza. Walczysz wtedy na dwa fronty. Kiedy jednak w chwili szczególnie trudnej dostarczysz organizmowi nikotynę za pomocą plastra, cukierka, gumy itp, może to okazać się czynnikiem decydującym o powodzeniu całej operacji. Dzisiaj masz do dyspozycji dość szeroki wybór takich środków – nie jesteś skazany na lęk przed domniemanymi „niewyobrażalnymi męczarniami”, załamanie postanowienia i rajd do kiosku po papierosy.
Co chcesz w końcu osiągnąć? Status bohatera, który samotnie głód pokonał, czy po prostu osoby, która nie pali, nie musi palić i w ogóle nie odczuwa takiej potrzeby? Pomyśl o tym.
Rzecz jasna nie musisz brać tych środków. Być może wystarczy Ci świadomość, że środki te są tuż obok, za rogiem, w całodobowej aptece, czy nawet w domowej apteczce – już to może człowieka uspokoić.
Ja swojego ostatniego plasterka nie przykleiłem. Nosiłem go przez kilka dni w portfelu – nigdy nie wiadomo kiedy złapie człowieka czarna godzina
– aż w końcu wyrzuciłem: w międzyczasie zyskałem pewność, że nie mam i nie będę już miał żadnego głodu.A jeżeli czarna godzina nadejdzie? Nie obawiaj się – cukierek czy plaster jest LEPSZY od papierosa.
Od początku jednak pamiętaj, że to nie są środki, które mają Ci wypełnić życie po papierosach. To tylko coś przejściowego – na czas, abyś przetrwał najtrudniejsze chwile, uporał się z odruchami palacza, nabył nowych przyzwyczajeń i nowych przyjemności, ekscytacji, życia pełnią życia. Od początku traktuj te środki (jeżeli w ogóle zdecydujesz się je zastosować) jako LEKARSTWO. To nie jest rozwiązanie. Nie wpadnij w nowy nałóg (znam osoby, które uzależniły się od gum nikotynowych).
Pamiętaj – to Twoje koło ratunkowe, a nie nowa łajba do pływania.
-
Dzień bez tytoniu, a blog ma rok
Data publikacji: 31/05/2010 Ilość komentarzy: 4
Dziś jest Światowy Dzień bez Tytoniu, a zarazem pierwsza rocznica Nowego Smaku Życia. Chciałoby się powiedzieć: co za dzień!Światowy Dzień Bez Tytoniu, ustanowiony przez WHO 23 lata temu, popularnie nazywany Dniem Bez Papierosa, w Polsce obchodzony jest od 19 lat. Niestety, w tym czasie nie pojawił się ktoś jednoczący całe środowisko antynikotynowe, ktoś charyzmatyczny i medialny, taki antynikotynowy Owsiak, który wymyśliłby Wielką Orkiestrą Bez Papierosa, jakiej po prostu nie dałoby się nie zauważyć.
Pozostają nam mniej lub bardziej zauważalne festyny oraz lokalne imprezy – w dużej mierze organizowane przez Fundację „Promocja Zdrowia”. Poza tym jakieś oderwane, czasem wręcz marginalne wzmianki w prasie i mediach elektronicznych… I to w zasadzie wszystko.
Oddajmy tu jednak sprawiedliwość Fundacji „Promocja Zdrowia”, która wraz z Centrum Onkologii – Instytut, zrobiła już bardzo wiele w zakresie uświadamiania społeczeństwa, czym jest palenie i jakie są jego skutki. Efekty wielu kampanii antynikotynowych są imponujące: szacuje się, że dzięki nim palenie rzuciło około 3 miliony Polaków!
Mimo tych sukcesów, liczby są wciąż zatrważające: w Polsce pali około 8 milionów osób. Według danych WHO co roku umiera 5 milionów palaczy. Możecie spojrzeć na te dane również w taki sposób – wygląda to tak, jakby w ciągu najbliższego półtora roku miały umrzeć wszystkie palące osoby w Polsce. Wyobrażacie sobie taką sytuację, że za osiemnaście miesięcy w Polsce nie ma już ani jednego palacza, bo wszyscy umarli?

Co 6,5 sekundy ktoś umiera na skutek palenia...
Światowy Dzień bez Tytoniu czy podobne akcje nie rozwiążą same w sobie problemów z paleniem. Jako wieloletni nałogowy palacz doskonale wiem, jak ludzie palący reagują na takie Dni Bez Papierosa czy inne wymysły. A jednak mimo wszystko warto próbować. Warto robić cokolwiek, aby uzmysłowić sobie i osobom palącym, jak palącym problemem jest palenie. Wg WHO jest to czwarta w kolejności plaga ludzkości (po broni nuklearnej, głodzie i AIDS). Wiele razy już o tym wszystkim wspominałem – żadna inna substancja chemiczna nie zabija tylu ludzi, co nikotyna. Jeżeli nadal czytasz ten tekst, to pomyśl: w czasie od otwarcia Nowego Smaku Życia i zerknięcia na tytuł dzisiejszej notki, aż do teraz na skutek palenia zmarło 16 osób. 16 osób – nieźle policzone i napisane, prawda? Tylko, że to liczba. Jak każda inna.
To może inaczej: Andrzej, Bartłomiej, Celina, Darek, Elżbieta, Filip, Grzegorz, Halina, Irena, Kamil, Ludwik, Magda, Norbert, Olaf, Patryk, Rafał. Szesnaście osób oznacza szesnaście dramatów, szesnaście zrozpaczonych rodzin, wiele wiele niepotrzebnego cierpienia.
A jednak Nowy Smak Życia od początku nie miał zamiaru jakoś specjalnie straszyć, przerażać czy epatować opisywaniem (ze zdjęciami) skutków palenia. To doskonale robią setki stron w Internecie i książkach o paleniu. Nowy Smak Życia to miejsce gdzie promuje się… smak życia, celebrowanie chwili, pewną wewnętrzną witalność oraz poszukiwanie wewnętrznej wolności. Rzucenie palenia to tylko element. Jeden z początkowych etapów.
Dziś mija rok od założenia strony… a ja wciąż przymierzam się do jej rozwoju
Dlatego też nie czuję jeszcze potrzeby dokonywania jakichś podsumowań i innych rocznicowych takich tam. Skupmy się na dniu dzisiejszym oraz na tym, co mamy do zrobienia. No właśnie, co w najbliższym czasie?Dokończymy strategie wspomagające rzucanie palenia. Później zaś pozostanie nam już tylko cieszyć się naszym nowym, właśnie odzyskanym smakiem życia
Pozostańcie na linii.
-
Jak długo trwa rzucanie palenia?
Data publikacji: 7/10/2009 Ilość komentarzy: 7
Dzisiejsza notka mogłaby być krótka: człowiek rzuca palenie w dwadzieścia jeden dni, czternaście godzin i siedem minut. Fajnie? Dobrze by było. Niestety, nie jest to takie proste…Zanim jednak zajmiemy się liczeniem dni czy tygodni, ustalmy, o jaki okres nam chodzi. W najszerszym znaczeniu proces rzucania palenia zaczyna się od pierwszych myśli o rzucaniu, aż do podjęcia decyzji i dalej – od decyzji po wypalenie „ostatniego papierosa” – koniec zaś całego procesu to moment, w którym uświadamiamy sobie, że jesteśmy wolni. Taki moment po prostu nadchodzi. No chyba, że mimo odstawienia papierosów, nie rozstaniemy się z nimi mentalnie.
Trudno cokolwiek powiedzieć o czasie, jaki upływa od pierwszych rozważań, do podjęcia realnych działań. Jest to sprawa tak dalece indywidualna, że chyba nie da się ująć jej w jakiekolwiek ramy. Są ludzie, którzy w poniedziałek zaczynają zastanawiać się nad rzuceniem, w czwartek podejmują konkretną decyzję, a w niedzielę wypalają swojego „ostatniego”. Są też tacy, którzy zbierają się w sobie, przygotowują psychicznie (zazwyczaj przygotowując się na najgorsze), podejmują kilka mniej lub bardziej poważnych prób rzucenia, całość zaś trwa miesiącami czy wręcz latami. Rekordziści – tacy jak ja (absolutna czołówka światowa) rzucają palenie nawet przez dwadzieścia lat. Straszne, prawda?
No dobrze – podjęliśmy już decyzję (minęło dwadzieścia lat – gratulacje). Wszystkie popielniczki wylądowały już w koszu. Znamy na pamięć siedem podręczników rzucania palenia oraz na wyrywki wszystkie teksty z Nowego Smaku Życia. Właśnie wypaliliśmy ostatniego papierosa i – wreszcie, wreszcie, wreszcie – nie palimy.
Jak długo musimy czekać, aby nasze niepalenie stało się dla nas czymś naturalnym – podobnie jak u ludzi niepalących? Innymi słowy – ile dni niepewności i wyrzeczeń nas czeka zanim nie poczujemy prawdziwej, realnej wolności?
Jakiś czas temu pisałem o pewnej nauczycielce, której udało się to w jedną noc, chociaż nie do końca wynikło to z jakichś jej konkretnych działań – ot samo przyszło. Z tego też powodu lepszy byłby przykład tych wszystkich ludzi, którzy pod wpływem silnego bodźca dosłownie „w jednej chwili” stawali się osobami niepalącym. Ich przemiana dokonywała się natychmiast, jednego dnia.
Chyba najsłynniejszym takim przypadkiem był Allen Carr. Rzucał wiele, wiele razy (skąd my to znamy?), aż pewnego dnia – zrozpaczony i zdesperowany – nagle zrozumiał, czym w istocie jest palenie. Zrozumienie to spłynęło na niego tak nagle i dobitnie, że w jednej chwili pojął, że tym razem mu się uda. I udało się.
Wiele osób rozstaje się z nałogiem w czasie, jaki przewidziany został na pełną terapię środkami NTZ, czyli nikotynowej terapii zastępczej – plastrami, gumami czy cukierkami zawierającymi nikotynę. W tym wypadku okres „rzucania” trwa do 10 tygodni – w zależności od stopnia uzależnienia i poziomu, od jakiego zaczynamy.
A jak było w moim przypadku? Od ostatniego papierosa, jakiego wypaliłem do momentu, kiedy poczułem się w pełni wolny od nałogu, upłynął mniej więcej tydzień. Napiszę o tym w innym czasie.
Jak długo zatem trwa czas „przemiany”? Ujmując rzecz biologicznie – jak dużo czasu potrzebuje nasz mózg na „posprzątanie” po papierosach (wykształcenie nowych połączeń, zacieranie starych, „papierosowych”). Ile trwa takie przeprogramowanie mózgu? Spotkać się można z dość rozbieżnymi opiniami. Na przykład znany autorytet w dziedzinie motywacji i rozwoju Brian Tracy twierdzi, że dzieje się to przez około 21 dni. Z kolei M.J. Ryan, autorka inspirującej książki o postanowieniach noworocznych (polecam), pisała o 6 miesiącach. Spora liczba psychologów i badaczy behawioralnych mówi o okresie od 20 do 70 dni (ci sami badacze zgadzają się jednak, że zmiany mogą zachodzić zarówno dużo szybciej, jak i dużo wolniej). Co odpowiada za tak dużą rozpiętość?
Chyba wszyscy znawcy tematu zgadzają się, że czynnikiem decydującym jest zaangażowanie emocjonalne. Nasz mózg (który musi nadążać nie tylko za naszym umysłem, ale i emocjami) po raz kolejny okazuje się niezwykle elastyczny. Potężny ładunek emocjonalny, towarzyszący olśnieniu, nawróceniu religijnemu czy przeżyciu katharsis wyzwala niemal natychmiast potężną autostradę w mózgu. Im jest coś dla nas ważniejsze, tym szybciej i pewniej w tę stronę podążają nie tylko nasze myśli i uczucia, ale i nasz fizyczny organizm.
To nasze zaangażowanie, determinacja, nasze silne pragnienie decyduje o czasie, jaki ostatecznie potrzebny jest na rozstanie się z „umysłem palacza”. Nie muszę chyba mówić o roli wiary i przekonania, że się uda.
W ostatniej notce przytaczałem statystyki, które potwierdzają, że samo odstawienie papierosów i uporczywe, dramatyczne, często wręcz heroiczne trzymanie się abstynencji zazwyczaj nie skutkuje – wcześniej czy później pojawi się sytuacja-pretekst, która przekreśli naszą z takim trudem utrzymywaną abstynencję. Powrót do palenia staje się wtedy dla palacza wyzwoleniem od męczarni i ciężkiego okresu wyrzeczeń.
Dlaczego jednym się udaje dość szybko, inni zaś mimo wielu tygodni i miesięcy niepalenia wciąż nie czują się wolni? Odpowiedź jest prosta – oni wcale nie rzucili palenia. Mentalnie pozostali palaczami. Nadal pragną to robić – a świadomość, że nie mogą (bo tak przecież postanowili, albo – co gorsza – tak postanowili za nich lekarze, rodzina czy współpracownicy) wywołuje dodatkowe napięcia i jeszcze bardziej wzmaga chęć zapalenia.
Rzucenie palenia powinno być pragnieniem. Powinno łączyć się z zaangażowaniem emocjonalnym. Sama abstynencja zazwyczaj jest nieskuteczna i często przynosi mnóstwo niepotrzebnych napięć. Ważniejsze jest pozbycie się „umysłu palacza”. Najlepszy – o ile nie jedyny – sposób, to pragnienie niepalenia. A im większe pragnienie, tym krótszy czas potrzebny na „przeprogramowanie umysłu”.
A wiecie, co jest w tym wszystkim najlepsze? Że jeśli starujemy z wielkim zaangażowaniem, nadzieją i pragnieniem to nie musimy czekać na „moment olśnienia”, o którym mówił Carr, a który nadchodzi w chwili poczucia wyzwolenia od nałogu. Jeżeli nasze pragnienie niepalenia będzie wystarczająco silne, już od początku okres „uwalniania od nałogu” będzie znacznie łatwiejszy – codzienne, cogodzinne małe zwycięstwa, codzienna świadomość, że oto stajemy się niepalący, z każdym dniem mocniejsze przekonanie i nadzieja – przy takim nastawieniu moment wyzwolenia stanie się już nie tylko czymś, na co czekamy, ale zwyczajną, prostą konsekwencją. Czymś, co nastąpi szybciej, niż się tego spodziewaliśmy.
-
Drugi Pozytywny Krok
Data publikacji: 19/07/2009 SkomentujWiększość naszego życia spędzamy na wykonywaniu czynności mniej lub bardziej automatycznych, nie zastanawiając się specjalnie nad tym, dlaczego je wykonujemy. Zazwyczaj nie ma takiej potrzeby – co tu rozwodzić się nad wypiciem porannej kawy czy robieniem zakupów? Poruszamy się w znajomym świecie, pełnym utartych dróg i schematów, gdzie nasze przyzwyczajenia, nawyki i wzorce zachowań świetnie się czują. Rzecz jasna dotyczy to również palenia, które dość szybko staje się dla palacza czymś oczywistym.
Każdy palacz o dość długim stażu właściwie zapomina, jak to jest być niepalącym. Nałóg szybko staje się integralną częścią życia i przestajemy się nad nim rozwodzić. Przynajmniej do czasu, kiedy zaczynamy zauważać negatywne skutki palenia albo gdy coraz częściej zaczynamy uświadamiać sobie zagrożenia, jakie palenie niesie. Niestety, kiedy przychodzą pierwsze refleksje i myśli o rzucaniu, palący jest już od dawna w szponach uzależnienia. Mówiąc obrazowo – budzisz się zlany potem i wtedy okazuje się, że senny koszmar trwa nadal.
Pierwszy Pozytywny Krok wykonuje osoba, która z takich, czy innych względów postanawia wyrwać się z uzależnienia. Mniejsza tu o motywację – istotą jest szczerość pragnienia, autentyczna chęć powrotu do nie palenia. Palacz nie udaje się przecież w nieznane, a jedynie wraca do stanu naturalnego, do miejsca, w którym już kiedyś był.
Krok Drugi to „rozpoznanie wroga”. Najkrócej mówiąc – chodzi o świadomość własnego nałogu. Teraz, kiedy już wiesz, że chcesz stać się osobą niepalącą, spróbuj spojrzeć na własny nałóg bez emocji. Czym jest palenie? Jakie są przyczyny ciągłego sięgania po papierosa, mimo świadomości, że nie jest to najszczęśliwsza czynność? Kilka razy już o tym pisałem na blogu. Palenie wynika z uzależnienia od nikotyny i to jest podstawowa przyczyna. Palenie nie jest czymś złym – jest po prostu zaburzeniem, czymś co nam się przytrafiło bez udziału naszej woli. Nikt nie sięga po pierwszego w życiu papierosa z myślą: „Będę palił następne 20 lat, zniszczę sobie zdrowie i wydam na to kilkadziesiąt tysięcy złotych”. Sięgamy z ciekawości, aby poczuć się twardzielami, zaimponować – w zasadzie nikt nie pali tego pierwszego papierosa, aby zlikwidować stres. Pierwszy papieros wywołuje napad kaszlu, bardzo często mdłości. Bardziej kojarzy się on z przekraczaniem pewnej bariery, swego rodzaju „próbą” – jak zjedzenie łyżki musztardy, staje się inicjacją, przepustką do twardego świata. Jeśli przetrwasz mdłości, okażesz siłę woli i hart ducha. Jesteś swój.
Nikotyna bardzo szybko uzależnia. Znacznie szybciej niż wiele „twardych” narkotyków. Często, kiedy kończy się „próba”, kiedy już młody człowiek udowodni rówieśnikom, że co to dla niego taki papieros – jest już za późno. Mógłby teraz wprawdzie udowodnić, że potrafi nie palić, ale… okazuje się to ponad jego siły. Jest uzależniony.
„Rozpoznanie wroga” to nie tylko wiedza, czym jest nikotyna, nałóg i uzależnienie. Chciałbym wam zaproponować „świadome palenie”. Spróbujcie być świadomi tego co robicie, wbrew automatyzmowi, o którym pisałem na początku. Spróbujcie przełamać ten automatyzm, wsadzić szprychę w koło wciąż powtarzanych schematów. Starajcie się obserwować swoje własne reakcje, może podglądać reakcje innych palaczy? Dlaczego palą? Czy jest to przyjemne? Czy zawsze przyjemne? Czy jest to wyraz wolnej woli? Spróbujcie zauważać, że właśnie palicie. Spróbujcie zobaczyć każdy ten moment, kiedy sięgacie po papierosa.
Możecie też zastosować pewną technikę, którą nazwałem „przeniesieniem” papierosa. Najkrócej mówiąc chodzi o chwilowe wstrzymanie się od zapalenia – kiedy nadchodzi chętka na puszczenie dymka, wyjmujemy papierosa, ale nie zapalamy od razu. Trzymamy go w dłoni, odczekując minutę czy dwie. Może dłużej. Tyle, ile uznacie za stosowne. Starajcie się palić świadomie. Starajcie się palić wtedy, kiedy WY na to pozwolicie. Zyskajcie poczucie pewnej kontroli nad nałogiem. Nie musicie się ograniczać i poświęcać. Najważniejsze jest w tej technice podejście pozytywne, niemal radosne – takie zadziwienie: kurczę, ja naprawdę nie muszę zapalać od razu, na rozkaz papierosa. To JA decyduję. Chwilowo pozwalam sobie palić, ale już teraz pokazuję kto tu rządzi.
Ja sam czasem „przenosiłem” papierosa kilka minut, a czasem godzinę czy dwie. Zawsze jednak starałem się mieć poczucie, że to ja decyduję. Nie chodziło tu jednak o jakieś wyrzeczenia, a raczej… hm… taką zabawę z własnym nałogiem.

Misie jadą nad morze
Spróbujcie być świadomymi palaczami. Zobaczycie, że z czasem zmieni się wasze podejście do papierosów. Palcie świadomie!
Ja tymczasem już za chwilę zostanę świadomym wczasowiczem.
Ponieważ okazało się, że moja rodzina cały czas pamięta obietnicę, że pojedziemy nad morze, którą złożyłem jakieś trzysta dni temu, nie pozostaje mi nic innego jak tymczasowo pożegnać Was i udać się w rejony jakiegoś seasidu.
Papa, blogu, do zobaczenia. Na parkingu stoi wyładowany samochód, załoga w klapkach, kąpielówkach i… niestety parasolach, czeka już na mnie. Zamykam więc Nowy Smak Życia na jakiś tydzień – może z hakiem – i życzę wszystkim spokojnych dni. Co jakiś czas Blipnę o tym, co u mnie. Do zobaczenia.





Najnowsze komentarze