Poczuj wolność wyboru. Poczuj smak życia!
ikona RSS ikona email Ikona domowa
  • Jak długo trwa rzucanie palenia?

    Data publikacji: 7/10/2009 Rem Ilość komentarzy: 7
    old_clockDzisiejsza notka mogłaby być krótka: człowiek rzuca palenie w dwadzieścia jeden dni, czternaście godzin i siedem minut. Fajnie? Dobrze by było. Niestety, nie jest to takie proste…

    Zanim jednak zajmiemy się liczeniem dni czy tygodni, ustalmy, o jaki okres nam chodzi. W najszerszym znaczeniu proces rzucania palenia zaczyna się od pierwszych myśli o rzucaniu, aż do podjęcia decyzji i dalej – od decyzji po wypalenie „ostatniego papierosa” – koniec zaś całego procesu to moment, w którym uświadamiamy sobie, że jesteśmy wolni. Taki moment po prostu nadchodzi. No chyba, że mimo odstawienia papierosów, nie rozstaniemy się z nimi mentalnie.

    Trudno cokolwiek powiedzieć o czasie, jaki upływa od pierwszych rozważań, do podjęcia realnych działań. Jest to sprawa tak dalece indywidualna, że chyba nie da się ująć jej w jakiekolwiek ramy. Są ludzie, którzy w poniedziałek zaczynają zastanawiać się nad rzuceniem, w czwartek podejmują konkretną decyzję, a w niedzielę wypalają swojego „ostatniego”. Są też tacy, którzy zbierają się w sobie, przygotowują psychicznie (zazwyczaj przygotowując się na najgorsze), podejmują kilka mniej lub bardziej poważnych prób rzucenia, całość zaś trwa miesiącami czy wręcz latami. Rekordziści – tacy jak ja (absolutna czołówka światowa) rzucają palenie nawet przez dwadzieścia lat. Straszne, prawda?

    No dobrze – podjęliśmy już decyzję (minęło dwadzieścia lat – gratulacje). Wszystkie popielniczki wylądowały już w koszu. Znamy na pamięć siedem podręczników rzucania palenia oraz na wyrywki wszystkie teksty z Nowego Smaku Życia. Właśnie wypaliliśmy ostatniego papierosa i – wreszcie, wreszcie, wreszcie – nie palimy.

    Jak długo musimy czekać, aby nasze niepalenie stało się dla nas czymś naturalnym – podobnie jak u ludzi niepalących? Innymi słowy – ile dni niepewności i wyrzeczeń nas czeka zanim nie poczujemy prawdziwej, realnej wolności?

    Jakiś czas temu pisałem o pewnej nauczycielce, której udało się to w jedną noc, chociaż nie do końca wynikło to z jakichś jej konkretnych działań – ot samo przyszło. Z tego też powodu lepszy byłby przykład tych wszystkich ludzi, którzy pod wpływem silnego bodźca dosłownie „w jednej chwili” stawali się osobami niepalącym. Ich przemiana dokonywała się natychmiast, jednego dnia.

    Chyba najsłynniejszym takim przypadkiem był Allen Carr. Rzucał wiele, wiele razy (skąd my to znamy?), aż pewnego dnia – zrozpaczony i zdesperowany – nagle zrozumiał, czym w istocie jest palenie. Zrozumienie to spłynęło na niego tak nagle i dobitnie, że w jednej chwili pojął, że tym razem mu się uda. I udało się.

    Wiele osób rozstaje się z nałogiem w czasie, jaki przewidziany został na pełną terapię środkami NTZ, czyli nikotynowej terapii zastępczej – plastrami, gumami czy cukierkami zawierającymi nikotynę. W tym wypadku okres „rzucania” trwa do 10 tygodni – w zależności od stopnia uzależnienia i poziomu, od jakiego zaczynamy.

    A jak było w moim przypadku? Od ostatniego papierosa, jakiego wypaliłem do momentu, kiedy poczułem się w pełni wolny od nałogu, upłynął mniej więcej tydzień. Napiszę o tym w innym czasie.

    Jak długo zatem trwa czas „przemiany”? Ujmując rzecz biologicznie – jak dużo czasu potrzebuje nasz mózg na „posprzątanie” po papierosach (wykształcenie nowych połączeń, zacieranie starych, „papierosowych”). Ile trwa takie przeprogramowanie mózgu? Spotkać się można z dość rozbieżnymi opiniami. Na przykład znany autorytet w dziedzinie motywacji i rozwoju Brian Tracy twierdzi, że dzieje się to przez około 21 dni. Z kolei M.J. Ryan, autorka inspirującej książki o postanowieniach noworocznych (polecam), pisała o 6 miesiącach. Spora liczba psychologów i badaczy behawioralnych mówi o okresie od 20 do 70 dni (ci sami badacze zgadzają się jednak, że zmiany mogą zachodzić zarówno dużo szybciej, jak i dużo wolniej). Co odpowiada za tak dużą rozpiętość?

    Chyba wszyscy znawcy tematu zgadzają się, że czynnikiem decydującym jest zaangażowanie emocjonalne. Nasz mózg (który musi nadążać nie tylko za naszym umysłem, ale i emocjami) po raz kolejny okazuje się niezwykle elastyczny. Potężny ładunek emocjonalny, towarzyszący olśnieniu, nawróceniu religijnemu czy przeżyciu katharsis wyzwala niemal natychmiast potężną autostradę w mózgu. Im jest coś dla nas ważniejsze, tym szybciej i pewniej w tę stronę podążają nie tylko nasze myśli i uczucia, ale i nasz fizyczny organizm.

    To nasze zaangażowanie, determinacja, nasze silne pragnienie decyduje o czasie, jaki ostatecznie potrzebny jest na rozstanie się z „umysłem palacza”. Nie muszę chyba mówić o roli wiary i przekonania, że się uda.

    W ostatniej notce przytaczałem statystyki, które potwierdzają, że samo odstawienie papierosów i uporczywe, dramatyczne, często wręcz heroiczne trzymanie się abstynencji zazwyczaj nie skutkuje – wcześniej czy później pojawi się sytuacja-pretekst, która przekreśli naszą z takim trudem utrzymywaną abstynencję. Powrót do palenia staje się wtedy dla palacza wyzwoleniem od męczarni i ciężkiego okresu wyrzeczeń.

    Dlaczego jednym się udaje dość szybko, inni zaś mimo wielu tygodni i miesięcy niepalenia wciąż nie czują się wolni? Odpowiedź jest prosta – oni wcale nie rzucili palenia. Mentalnie pozostali palaczami. Nadal pragną to robić – a świadomość, że nie mogą (bo tak przecież postanowili, albo – co gorsza – tak postanowili za nich lekarze, rodzina czy współpracownicy) wywołuje dodatkowe napięcia i jeszcze bardziej wzmaga chęć zapalenia.

    Rzucenie palenia powinno być pragnieniem. Powinno łączyć się z zaangażowaniem emocjonalnym. Sama abstynencja zazwyczaj jest nieskuteczna i często przynosi mnóstwo niepotrzebnych napięć. Ważniejsze jest pozbycie się „umysłu palacza”. Najlepszy – o ile nie jedyny – sposób, to pragnienie niepalenia. A im większe pragnienie, tym krótszy czas potrzebny na „przeprogramowanie umysłu”.

    A wiecie, co jest w tym wszystkim najlepsze? Że jeśli starujemy z wielkim zaangażowaniem, nadzieją i pragnieniem to nie musimy czekać na „moment olśnienia”, o którym mówił Carr, a który nadchodzi w chwili poczucia wyzwolenia od nałogu. Jeżeli nasze pragnienie niepalenia będzie wystarczająco silne, już od początku okres „uwalniania od nałogu” będzie znacznie łatwiejszy – codzienne, cogodzinne małe zwycięstwa, codzienna świadomość, że oto stajemy się niepalący, z każdym dniem mocniejsze przekonanie i nadzieja – przy takim nastawieniu moment wyzwolenia stanie się już nie tylko czymś, na co czekamy, ale zwyczajną, prostą konsekwencją. Czymś, co nastąpi szybciej, niż się tego spodziewaliśmy.

  • Tracisz czy zyskujesz?

    Data publikacji: 29/09/2009 Rem Skomentuj
    Ludzi, którzy przestali palić, można podzielić na dwie grupy. Pierwsza traktuje rzucenie palenia jak zwycięstwo, zysk, coś, co w jakiś sposób wzbogaca życie. Druga grupa to ci, którzy czują, że wraz z odstawieniem papierosów coś stracili. Jak myślicie, która grupa jest liczniejsza?

    grupaTak, macie rację: zdecydowana, wręcz przygniatająca większość palących należy do grupy, dla której rzucanie palenie wiąże się z przekonaniem o jakiejś stracie – najczęściej dość dotkliwej i przykrej. Wystarczy spojrzeć na statystyki: spośród tych, którzy wytrwali miesiąc bez palenia, w ciągu pół roku „zdezerteruje” połowa, a po roku – pozostanie już tylko 35% „niko-abstynentów”. Jeżeli założymy, że po miesiącu realne przesłanki uzależnienia prawie zanikają, okaże się, że te 50-65% „dezerterów” wróciło do nałogu… nie dokładnie z powodu nałogu.

    Nieco więcej o tym będzie w następnej notce. W tym miejscu ograniczę się tylko do stwierdzenia, że podstawowym powodem powrotu do palenia (zwłaszcza po roku) jest poczucie, że odstawiając papierosy coś się traci.

    Palący jest bardzo silnie uwarunkowany na swój proceder. Nierzadko palenie jest główną treścią życia: po codzienności poruszamy się „od papierosa do papierosa”. Reszta to tylko niesympatyczne przerwy w naszym nikotynowym życiorysie… Znam to doskonale, bo tak właśnie funkcjonowałem. Za każdym razem, kiedy miałem rzucać, budził się we mnie niepokój – „zaraz wszystko stracę, dwa dni po rzuceniu palenia będę psychicznym wrakiem, życie stanie się bezbarwne, nieznośne i pozbawione sensu”. Sami pomyślcie – już nigdy, nigdy, nigdy nie zapalić? Zgroza, która zawsze budziła we mnie przerażenie.

    Dlaczego 65% rzucających, którzy wytrwali wystarczającą jak się wydaje ilość czasu, aby uwolnić się od swego nałogu, wraca do niego? Właśnie z powodu ciągłego poczucia, że coś stracili.

    Dopóki nie uda się nam przekonać, że rzucanie palenia nie jest żadną stratą, a przeciwnie – zyskiem, nie uda nam się trwale, skutecznie i bez żalu pozostać niepalącymi. Jeszcze raz, trochę inaczej:

    Dopiero, gdy w pełni poczujesz, że rzucenie palenia to zysk, szansa i rozwój, trwale i bez żalu uwolnisz się od swego nałogu.

    I ważna uwaga na koniec – nie chodzi tutaj o jakieś racjonalne przesłanki ale o emocje. Nie chodzi o chłodną kalkulację zysków czy strat, o liczenie racjonalnych korzyści związanych z rzuceniem palenia. To nie działa. Umysł zawsze przegra z sercem – że się tak lirycznie wyrażę. Jedyna skuteczna broń, to rozbudzenie w sobie mocnego przekonania, że życie „po” to nie strata, ale poprawa, nie cofnięcie się, ale krok naprzód.

    Jeśli więc jesteś „na odwyku”, zadaj sobie to dzisiejsze ważne pytanie: czy rzucenie palenia odczuwasz jako zysk czy stratę? Twoja szczera odpowiedź może być sygnałem do zmiany nastawienia. Kto wie, być może właśnie od tej odpowiedzi zależy, czy zyskasz prawdziwą wolność od nikotyny.

  • Nie pal, weź pigułkę

    Data publikacji: 22/09/2009 Rem Ilość komentarzy: 7
    Być może już wkrótce rzucanie palenia będzie przypominało walkę z przeziębieniem – po wizycie u lekarza otrzymamy receptę na odpowiednie pigułki, których zażywanie dwa razy dziennie po jedzeniu szybko i bezboleśnie uwolni nas od nałogu.

    pigulki

    Jak możemy przeczytać w październikowym Focusie, prace nad taką „pigułką od uzależnień” cały czas trwają. Naukowcom udało się już dość precyzyjnie ustalić, które rejony mózgu odpowiedzialne są za powstawanie i rozwój nałogów, jednak jak dotąd nie znaleziono jeszcze skutecznego leku, który całkowicie zablokowałby i tym samym „wyłączył” nasze uzależnienia.

    Co jest odpowiedzialne za rozwój uzależnień? Tak tak, to nasza stara dobra znajoma – dopamina. Z punktu widzenia mózgu palenie papierosów jest w zasadzie tym samym, co przyjmowanie narkotyków, picie alkoholu, ale też uzależnienie od hazardu czy… chociażby Internetu. Mechanizm napędzający uzależnienia to znany nam mechanizm nagrody – zażywamy określone środki psychoaktywne albo wykonujemy określone czynności po to, aby otrzymać nagrodę – uczucie satysfakcji, szczęścia, a nawet euforii – wywoływane przez dopaminę.

    dr Nora Volkow

    Uzależnienia są łudząco podobne w swoim wymiarze fizjologicznym – twierdzi coraz więcej naukowców i lekarzy. Uzależnienie powstaje na skutek zmian w mózgu, które prowadzą do zaburzeń zachowania – mówi dr Nora Volkow kierująca National Institute on Drug Abuse. Chodzi o to, że nienaturalnie wysoki poziom dopaminy wyłącza jej naturalną produkcję – aby więc nadal otrzymywać kolejne dawki tego neuroprzekaźnika, musimy wciąż sięgać po substancję  lub czynność związaną z nałogiem, uzależniając się od nich.

    Brzmi to wszystko bardzo prosto, jednak stanowi coraz większy problem społeczny. Nie mówię nawet o wymiarze osobistym, ludzkim – nie trzeba chyba rozpisywać się nad ilością dramatów, jakich przyczyną było i jest bardzo wiele nałogów. W obecnych czasach liczba uzależnionych zamiast maleć, wzrasta w zastraszającym tempie. Wprawdzie ilość rzucających palenie stopniowo wzrasta, jednak pojawiają się wciąż nowe uzależnienia – chociażby od gier komputerowych.

    Wracamy jednak do tabletki „od palenia”. Wieloletnie badania i obserwacje potwierdziły skuteczność niektórych substancji w walce z nałogami. Inne wciąż się testuje – poszukując bardzo zaawansowanych środków, które precyzyjnie blokowałyby dopaminę – nie narażając nas jednak na zbytnie obniżenie jej poziomu – co może być równie niebezpieczne, jak jej nadmiar.

    Jeżeli szukacie jakichś konkluzji do dzisiejszej notki, wydają się oczywiste. Już nie raz mówiłem o istocie uzależnień, o funkcjonowaniu naszego mózgu czy  „ścieżek dopaminowych”. Przez długie lata trwała debata czy uzależnienie traktować jako chorobę psychiczną czy fizyczną. Dr Nora Volkow mówi, że jest to o tyle bezsensowne, gdyż choroba psychiczna rodzi się w organizmie – w mózgu. Najważniejsza jest tutaj jednak prawda, że uzależnienie jest po prostu chorobą.

    Jak twierdzi dr Volkow: Dzięki postępom w terapiach lekowych oraz behawioralnych już wkrótce uzależnienie będzie traktowane jako przewlekła, uleczalna choroba. Pani doktor nie jest w swoich opiniach specjalistą odosobnionym. Obecnie tak uważa znakomita większość ekspertów zajmujących się uzależnieniami.

  • Ostatni papieros

    Data publikacji: 28/08/2009 Rem Ilość komentarzy: 4
    To był naprawdę wyjątkowy papieros. Leżał przede mną na stoliku, obok ustawiłem szklaneczkę whisky, w rogu pokoju niewielka lampka dawała słabe, nastrojowe światło. Z głośników płynęła łagodna muzyka, był naprawdę wspaniały wieczór. Przede mną leżał mój ostatni papieros.

    Ostatni papieros?

    Wszystko było zaplanowane i doskonale zaaranżowane. Uwielbiałem te moje małe misteria, nazywałem ja – za Williamem Goldingiem – Rytuałami Przejścia. Celebrowanie ostatniego w życiu papierosa miało swój niepowtarzalny smak.

    Na drugi dzień sprawy wyglądały nieco gorzej. Pierwszemu papierosowi towarzyszyło poczucie winy i przytłaczające poczucie własnej słabości. No nic – mawiałem sobie – następny ostatni papieros zamknie ten przeklęty krąg.

    Trwało to długo – w sumie kilkanaście lat. Kiedy spróbowałem pozbyć się swego nałogu po raz ostatni, zupełnie o nim zapomniałem. Zapomniałem o moim dobrym znajomym – Ostatnim Papierosie. Do tego stopnia zajęty byłem swoją nowa rolą – czyli byciem osoba niepalącą – że mój prawdziwy ostatni papieros gdzieś mi umknął. Nie mam pojęcia kiedy dokładnie go wypaliłem. Nie pamiętam jak smakował. Paląc go chyba chciałem go jak najszybciej skończyć, niemal się spieszyłem – czułem, że czeka mnie coś niezwykłego – już za chwilę miałem stać się osobą niepalącą.

    Nie pamiętam zbyt dobrze swojego ostatniego papierosa. Zawsze wydawało mi się, że powinien być czymś ważnym, wielkim – takim kamieniem milowym. Bzdura. W moim przypadku wcałym procesie wychodzenia z nałogu i odzyskiwania wolności pojęcie Ostatniego Papierosa okazało się zwykłym mitem.

  • Drugi Pozytywny Krok

    Data publikacji: 19/07/2009 Rem Skomentuj
    Większość naszego życia spędzamy na wykonywaniu czynności mniej lub bardziej automatycznych, nie zastanawiając się specjalnie nad tym, dlaczego je wykonujemy. Zazwyczaj nie ma takiej potrzeby – co tu rozwodzić się nad wypiciem porannej kawy czy robieniem zakupów? Poruszamy się w znajomym świecie, pełnym utartych dróg i schematów, gdzie nasze przyzwyczajenia, nawyki i wzorce zachowań świetnie się czują. Rzecz jasna dotyczy to również palenia, które dość szybko staje się dla palacza czymś oczywistym.

    Każdy palacz o dość długim stażu właściwie zapomina, jak to jest być niepalącym. Nałóg szybko staje się integralną częścią życia i przestajemy się nad nim rozwodzić. Przynajmniej do czasu, kiedy zaczynamy zauważać negatywne skutki palenia albo gdy coraz częściej zaczynamy uświadamiać sobie zagrożenia, jakie palenie niesie. Niestety, kiedy przychodzą pierwsze refleksje i myśli o rzucaniu, palący jest już od dawna w szponach uzależnienia. Mówiąc obrazowo – budzisz się zlany potem i wtedy okazuje się, że senny koszmar trwa nadal.

    Pierwszy Pozytywny Krok wykonuje osoba, która z takich, czy innych względów postanawia wyrwać się z uzależnienia. Mniejsza tu o motywację – istotą jest szczerość pragnienia, autentyczna chęć powrotu do nie palenia. Palacz nie udaje się przecież w nieznane, a jedynie wraca do stanu naturalnego, do miejsca, w którym już kiedyś był.

    Krok Drugi to „rozpoznanie wroga”. Najkrócej mówiąc – chodzi o świadomość własnego nałogu. Teraz, kiedy już wiesz, że chcesz stać się osobą niepalącą, spróbuj spojrzeć na własny nałóg bez emocji. Czym jest palenie? Jakie są przyczyny ciągłego sięgania po papierosa, mimo świadomości, że nie jest to najszczęśliwsza czynność? Kilka razy już o tym pisałem na blogu. Palenie wynika z uzależnienia od nikotyny i to jest podstawowa przyczyna.  Palenie nie jest czymś złym – jest po prostu zaburzeniem, czymś co nam się przytrafiło bez udziału naszej woli. Nikt nie sięga po pierwszego w życiu papierosa z myślą: „Będę palił następne 20 lat, zniszczę sobie zdrowie i wydam na to kilkadziesiąt tysięcy złotych”. Sięgamy z ciekawości, aby poczuć się twardzielami, zaimponować – w zasadzie nikt nie pali tego pierwszego papierosa, aby zlikwidować stres. Pierwszy papieros wywołuje napad kaszlu, bardzo często mdłości. Bardziej kojarzy się on z przekraczaniem pewnej bariery, swego rodzaju „próbą” – jak zjedzenie łyżki musztardy, staje się inicjacją, przepustką do twardego świata. Jeśli przetrwasz mdłości, okażesz siłę woli i hart ducha. Jesteś swój.

    Nikotyna bardzo szybko uzależnia. Znacznie szybciej niż wiele „twardych” narkotyków. Często, kiedy kończy się „próba”, kiedy już młody człowiek udowodni rówieśnikom, że co to dla niego taki papieros – jest już za późno. Mógłby teraz wprawdzie udowodnić, że potrafi nie palić, ale… okazuje się to ponad jego siły. Jest uzależniony.

    „Rozpoznanie wroga” to nie tylko wiedza, czym jest nikotyna, nałóg i uzależnienie. Chciałbym wam zaproponować „świadome palenie”. Spróbujcie być świadomi tego co robicie, wbrew automatyzmowi, o którym pisałem na początku. Spróbujcie przełamać ten automatyzm, wsadzić szprychę w koło wciąż powtarzanych schematów. Starajcie się obserwować swoje własne reakcje, może podglądać reakcje innych palaczy? Dlaczego palą? Czy jest to przyjemne? Czy zawsze przyjemne? Czy jest to wyraz wolnej woli? Spróbujcie zauważać, że właśnie palicie. Spróbujcie zobaczyć każdy ten moment, kiedy sięgacie po papierosa.

    Możecie też zastosować pewną technikę, którą nazwałem „przeniesieniem” papierosa. Najkrócej mówiąc chodzi o chwilowe wstrzymanie się od zapalenia – kiedy nadchodzi chętka na puszczenie dymka, wyjmujemy papierosa, ale nie zapalamy od razu. Trzymamy go w dłoni, odczekując minutę czy dwie. Może dłużej. Tyle, ile uznacie za stosowne. Starajcie się palić świadomie. Starajcie się palić wtedy, kiedy WY na to pozwolicie. Zyskajcie poczucie pewnej kontroli nad nałogiem. Nie musicie się ograniczać i poświęcać. Najważniejsze jest w tej technice podejście pozytywne, niemal radosne – takie zadziwienie: kurczę, ja naprawdę nie muszę zapalać od razu, na rozkaz papierosa. To JA decyduję. Chwilowo pozwalam sobie palić, ale już teraz pokazuję kto tu rządzi.

    Ja sam czasem „przenosiłem” papierosa kilka minut, a czasem godzinę czy dwie. Zawsze jednak starałem się mieć poczucie, że to ja decyduję. Nie chodziło tu jednak o jakieś wyrzeczenia, a raczej… hm… taką zabawę z własnym nałogiem.

    Misie jadą nad morze

    Misie jadą nad morze

    Spróbujcie być świadomymi palaczami. Zobaczycie, że z czasem zmieni się wasze podejście do papierosów. Palcie świadomie!

    Ja tymczasem już za chwilę zostanę świadomym wczasowiczem.

    Ponieważ okazało się, że moja rodzina cały czas pamięta obietnicę, że pojedziemy nad morze, którą złożyłem jakieś trzysta dni temu, nie pozostaje mi nic innego jak tymczasowo pożegnać Was i udać się w rejony jakiegoś seasidu.

    Papa, blogu, do zobaczenia. Na parkingu stoi wyładowany samochód, załoga w klapkach, kąpielówkach i… niestety parasolach, czeka już na mnie. Zamykam więc Nowy Smak Życia na jakiś tydzień – może z hakiem – i życzę wszystkim spokojnych dni. Co jakiś czas Blipnę o tym, co u mnie. Do zobaczenia.

  • Nieoczywiste prawdy oczywiste

    Data publikacji: 19/06/2009 Rem Skomentuj
    Pewna bliska mi osoba stwierdziła, że to, co napisałem o palaczach, wydało jej się nazbyt… oczywiste. No cóż, zgadzam się z tym – moja wczorajsza notka przysłowiowej Ameryki nie odkrywa, chociaż jest potrzebna – jest ważnym elementem, który uświadamia (no dobrze, przypomina) osobie palącej istotę palenia.

    Jak wiemy, istotą palenia nie jest reakcja na sytuacje stresowe. Tak samo, jak nie jest to sposób reagowania na czynniki pozytywne. Palenie to przede wszystkim zażywanie silnej substancji uzależniającej, narkotyku. Wiemy o tym, prawda? Ale jak często „zapominamy”? Coś, co wydaje się oczywiste, często „jakoś” nam umyka.

    Kiedy paliłem, starałem się o tym w ogóle nie myśleć. Wolałem czuć się członkiem jakiegoś nieformalnego klubu ludzi wyjątkowych, kimś, kto się wyróżnia i kto chce od życia więcej. I mimo, że miałem pełną świadomość, czym jest uzależnienie, ani razu nie odniosłem tego bezpośrednio do siebie. Nigdy nie pomyślałem o sobie jak o narkomanie. Coś, co było oczywiste „ogólnie”, w moim, szczególnym wypadku już takie oczywiste się nie wydawało. O, i tak.

    A tymczasem… powoli kończy się piątek. Kończy się też rok szkolny. To wszystko jednak nic, wobec faktu, że dziś razem z moją żoną mamy – tamtaradej – dziesiątą rocznicę ślubu. Tak, tak, to już dziesięć lat!

    Doprawdy, trudno uwierzyć, że ze mną wytrzymałaś tyle czasu. Mi było łatwiutko. Za chwilę kupię Ci jakieś sympatyczne badylki, ale przede wszystkim wypijemy sobie szampana. A co.