-
W obronie e-papierosa
Data publikacji: 16/09/2009 Ilość komentarzy: 12Dziś internetowe media obiegła wieść, podana za „Dziennikiem Gazetą Prawną”, o planach Ministerstwa Zdrowia, które chce zdelegalizować w Polsce e-papierosy. W pierwszej chwili uważałem, że wystarczy odpowiednia notatka na moim mikroblogu, jednak po głębszym zastanowieniu postanowiłem zabrać w tej sprawie głos.
Mój opis e-papierosa („Palenie 2.0„) przeczytało kilka tysięcy osób i chociażby dlatego czuję się trochę wywołany do tablicy. Wprawdzie nie jestem jakimś tam zdecydowanym zwolennikiem czy orędownikiem elektronicznego papierosa, jednak decyzja resortu zdrowia wydała mi się tak absurdalna, że w pierwszej chwili zaniemówiłem.Brak badań
Co takiego złego dostrzegli ministerialni urzędnicy w inhalatorach nikotyny przypominających kształtem tradycyjnego papierosa? Pierwszy zarzut to – powtarzając za „Dziennikiem” – brak odpowiednich badań. Tutaj się zgodzę – rzeczywiście brak jest obecnie jakichś systematycznych, naukowych opracowań na ten temat, jednak nie zapominajmy alternatywą czego jest elektroniczny papieros. To przecież nie jest zamiennik mlecznych batoników dla dzieci, ale alternatywa dla używki, która jest obecnie największym masowym zabójcą na świecie!
Być może e-papieros nie jest w pełni bezpieczny (brak badań…), niemniej na pewno jest wielokrotnie mniej toksyczny od papierosów tradycyjnych. Zanim zostaną przeprowadzone odpowiednie badania, może upłynąć jeszcze kilka lat. Jak wielu jest palaczy, którzy już dziś skłonni byliby przesiąść się na zdrowszą alternatywę, a jednocześnie z różnych względów nie chcą lub nie potrafią przyjmować nikotyny przy pomocy gum, cukierków czy plasterków? Wszyscy oni mogliby dzięki e-papierosowi uchronić się od wielu groźnych chorób. Kto wie, być może delegalizując e-papierosy Ministerstwo Zdrowia skazuje na śmierć setki palaczy. Panowie urzędnicy – weźmiecie to na swoje sumienie?
E-papieros uzależnia?
Drugi argument jest po prostu absurdalny: Przyjmowanie niekontrolowanych dawek nikotyny grozi uzależnieniem od tego alkaloidu, a nawet przedawkowaniem – wyjaśniał Piotr Olechno, rzecznik ministerstwa. Jak mamy to rozumieć? Że „nieuzależnieni” palacze nagle się uzależnią? Kto jest gotów wydać 150-400 zł na urządzenie, które jest bardziej uciążliwe od zwykłych papierosów (ciężkie, o posmaku plastiku, należy pamiętać o wkładach, naładowaniu baterii itd) i nawet nie jest modne, cool, jazzy i tak dalej? Nie oszukujmy się, obecnie z e-papierosem znacznie więcej jest kłopotów niż z papierosami tradycyjnymi. Te ostatnie można kupić niemal wszędzie, wciąż w naszym społeczeństwie – szczególnie wśród młodych – uchodzą za symbol niezależności, twardości i odwagi. Dla tej grupy ludzi e-papierosy to wręcz obciach, głupota.

Kto kupuje to dość drogie urządzenie?
Kto zatem kupuje to dość drogie urządzenie? Śmiem twierdzić, że ci, którzy są już uzależnieni. Ci, którzy boją się o swoje zdrowie i z tego względu szukają bezpieczniejszej alternatywy dla tytoniu. Twierdzenie, że zakaz sprzedaży e-papierosów powodowany jest niebezpieczeństwem uzależnienia wydaje się więc potwornie wyrachowany, wręcz cyniczny.
Przedawkujesz?
Ostatnią kwestią (po braku badań i groźbie uzależnienia) jest niebezpieczeństwo przedawkowania. W tym miejscu przypomina mi się znamienna scena z filmu „Dziękujemy za palenie”, kiedy główny bohater, rzecznik prasowy koncernu tytoniowego, zostaje przez działaczy ruchu antynikotynowego oblepiony plasterkami (przeżywa tylko dlatego, że jako były palacz ma zwiększoną tolerancję na nikotynę). Plasterki omal go nie zabiły!
Przedawkować można wszystko. W myśl zasady przyświecającej orędownikom zakazu e-papierosa, alkohol i papierosy powinny być reglamentowane, słone przekąski lub słodkie czekoladki ściśle ewidencjonowane. Idźmy dalej – noże kuchenne powinny być dozwolone od lat 18, zaś aby nabyć młotek lub śrubokręt, należałoby mieć certyfikat Instytutu im. Adama Słodowego… Naprawdę… nie popadajmy w paranoję.
Owszem, kiedy mój przyjaciel kupował buteleczkę z olejkiem nasączonym czystą nikotyną (służącego do „ładowania” e-papierosa), obaj uświadomiliśmy sobie, że wypicie tych 10 ml płynu prawdopodobnie spowodowałoby ciężkie zatrucie lub śmierć. Ale przecież wystarczy to ucywilizować (niechby te buteleczki były zakazane) – przecież są w sprzedaży również gotowe wymienne wkłady, których przedawkować niemal nie sposób. Dlaczego? Dokładnie z tego samego powodu, z którego ludzie zazwyczaj nie przedawkowują papierosów tradycyjnych: po pewnym czasie człowiekowi robi się po prostu niedobrze, ma mdłości i serdeczny dość palenia. Tak to działa.
Kto za tym stoi?
„Dziennik Gazeta Prawna” przypuszcza, za Markiem Bernetem z Njoy Polska, że za całą sprawą stoi lobby gum i plasterków, a być może też samych koncernów tytoniowych. Trudno mi się tutaj ustosunkowywać, niemniej zastanawiająca jest determinacja naszego resortu zdrowia. Komu najbardziej zależy na delegalizacji e-papierosów? Z pewnością największe zagrożenie mogą tu odczuwać producenci wspomnianych gum czy plasterków. Jeżeli bowiem zniknie lub znacznie zmniejszy się poczucie zagrożenia zdrowia (najprawdopodobniej palenie 2.0 nie powoduje raka), palacze zamiast trudów rzucania palenia (chociażby przy pomocy Nikotynowej Terapii Zastępczej) po prostu wybiorą papierosy elektroniczne. Koncerny tytoniowe chyba jeszcze nie odczuwają zagrożenia – wciąż jeszcze e-papieros to niewielka nisza – mimo, że dość szybko rosnąca w siłę.
Gdyby się nad tym wszystkim głęboko zastanowić, dochodzimy do wniosków mało pokrzepiających: papierosy tradycyjne można kupić w prawie każdym sklepie spożywczym czy kiosku. Preparaty nikotynowe – już tylko w aptekach. Natomiast e-papieros być może zostanie w ogóle wyeliminowany. Czy potraficie to zrozumieć?
Owszem, należy informować społeczeństwo, że e-papieros to urządzenie jeszcze nie przebadane, jeszcze nie uznane za w pełni bezpieczne. Należy robić wszystko, aby nie powtórzyła się zbrodnia nazywana „lekkimi papierosami” – kiedy to koncerny wmawiały palącym, że „lighty” szkodzą znacznie mniej (a jak się okazało, szkodzą tak samo).
Jeżeli Ministerstwo Zdrowia rzeczywiście dba o nasze zdrowie – niech zmusi dystrybutorów e-papierosów do opatrzenia pudełeczek z urządzeniem stosowną informacją (analogicznie do papierosów tradycyjnych) – np.: „Ministerstwo Zdrowia ostrzega, że używanie e-papierosa z nikotyną uzależnia i MOŻE być niebezpieczne dla zdrowia”
Czy to nie wystarczy?
Więcej e-papierosach na Nowym Smaku Życia:
e-papieros czyli palenie 2.0
e-papieros: wszyscy rzucicie palenie
e-papierosy – ostatnie starcie




Najnowsze komentarze