Poczuj wolność wyboru. Poczuj smak życia!
ikona RSS ikona email Ikona domowa
  • Ustaw sobie właściwy cel

    Data publikacji: 8/05/2010 Rem Ilość komentarzy: 2
    Być może pragniesz rzucić palenie. Wiesz, jak ważne jest wyznaczanie celów. Co robisz? Bierzesz jakiś notatnik i zapisujesz swoje wielkie zamierzenie: za trzy tygodnie odstawiam papierosy. Dobrze? Świetnie. Ale nie rób tego. Nie wyznaczaj sobie takiego celu.

    Podstawowy problem przy tak sformułowanym celu rodzi się wtedy… kiedy uda Ci się go zrealizować. To nie żart – poznałem to na własnej skórze.

    To było wspaniałe czerwcowe popołudnie: ciepłe promienie słońca osiadły na drewnianym tarasie, lekki szmer drzew działał kojąco, wokół słychać było subtelny śpiew ptaków, ja zaś kilka chwil wcześniej zrozumiałem, że naprawdę udało mi się rzucić palenie. Siedziałem zasłuchany w świat i zafascynowany swoim odkryciem. Co tu dużo gadać: wygrałem tę bitwę!

    Nie wiedziałem jeszcze wtedy, że to może sprowadzić na mnie jakieś kłopoty.

    Być może znasz to uczucie: właśnie zakończyłeś wyczerpujący projekt, przed chwilą zdałaś ważny egzamin, od kilku godzin masz wymarzone wakacje. Wszystko wydaje się w jak najlepszym porządku i nagle… wpadasz w pustkę. Cele zostały osiągnięte, zabawki posprzątane – ale co dalej?

    W rzucanie palenia włożyłem tyle energii, zaangażowania emocjonalnego i pasji, że kiedy uświadomiłem sobie, że to już koniec walki – poczułem się, jakby zeszło ze mnie powietrze. Nagle straciłem podstawy – to, co mnie napędzało przez ostatnie pół roku. Do tego stopnia skupiłem się na wojnie z nałogiem, że wszystkie inne cele i zamierzenia zostały zepchnięte w kąt. Została pustka. Poczucie jakiegoś bezsensu. Po co to wszystko? Dlaczego w ogóle rzucałem?

    Cele to nie pionki na planszy „Chińczyka”. Nie da się ich ot tak odłożyć, a potem ustawić z powrotem, jak gdyby nic.

    Albo inaczej, właśnie tak, jak w „Chińczyku”: kiedy pionek wypada z planszy, aby powrócił, musisz najpierw wyrzucić szóstkę. Jeśli Ci się poszczęści, uda się to już za pierwszym czy drugim razem. Teoretycznie możesz też rzucać przez najbliższe dwa tygodnie. Kłopot w tym, że nigdy nie wiesz, ile czasu i wysiłku musisz włożyć, aby wprowadzić pionek z powrotem do gry.

    Najlepszą strategią byłoby zadbanie o to, aby w czasie gry nie stracić z oczu innych pionków. Realizując cel, jakim jest rzucenie palenia, nie można tracić z oczu innych pragnień i zamierzeń. Łatwo powiedzieć – a przecież rzucanie palenia to dość wymagające wyzwanie i bardzo często o jego skuteczności decyduje… absolutne poświęcenie wszystkiego innego. Przynajmniej dopóki trwa wojna. Musisz być skupiony, skoncentrowany przede wszystkim na tym jednym zadaniu. Pamiętaj, że kiedy masz zbyt wiele do zrobienia, prawdopodobnie nie zrobisz zbyt wiele…

    Drugi negatywny aspekt wyznaczenia sobie za cel „rzucenie palenia” ujawnia się jeszcze szybciej – już na początku drogi. Jako doświadczony „rzucający” poznałem to uczucie milion razy – kiedy tylko powiedziałem sakramentalne „koniec z papierosami” obok umiarkowanego entuzjazmu wywoływało to pewien niepokój, stres i ostatecznie paraliż. Na samą myśl, że z mojego życia zniknęłyby papierosy, robiło mi się niedobrze.

    Jeżeli chcesz postawić sobie cel, który już na początku Cię przeraża, wywołuje szereg negatywnych odczuć i przytłacza – gratuluję odwagi. Może jednak warto to jeszcze przemyśleć?

    Oto cała tajemnica: Twoje cele powinny być dla Ciebie ekscytujące, inspirujące i naprawdę pożądane.

    Czy naprawdę rzucenie palenia to Twoje największe marzenie życiowe? A może warto nieco przemeblować hierarchię? Zastanówmy się – czemu może służyć niepalenie? Poza zdrowiem, bo nie szukamy tu łatwych odpowiedzi.

    Spróbuj pomyśleć o rzucaniu palenia w nieco szerszym kontekście – podejmujesz je, aby poprawić sobie komfort życia. Chcesz mieć w sobie więcej energii i zaangażowania. Chcesz być kimś silnym, zdecydowanym, wolnym. Cokolwiek zapragniesz, będzie dobre, pod warunkiem, że rzucenie palenia stanie się naturalną częścią Twego zamierzenia – czegoś większego.

    Twój podstawowy cel powinien sięgać dalej.

    Zastanów się, co Cię inspiruje? Do czego warto dążyć? Co takiego sprawiłoby, że świat stałby się ekscytującym miejscem codziennych wyzwań i dążeń? Pragnij więcej.

    Szukasz inspiracji? Zapragnij zostać człowiekiem skutecznym. Postaw sobie taki cel. Od dziś dążysz do jego realizacji. Nie musisz od razu rzucać palenia. Zacznij od czegoś prostszego – bądź konsekwentny (niezbędny element skuteczności) w sprawach zwykłych, codziennych i dość łatwych. Rzucenie palenia niech stanie się jednym z kolejnych etapów – w pewnej chwili po prostu to zrobisz.

    Albo zapragnij poprawić sobie komfort życia, jak wcześniej wspomniałem. Niech to stanie się celem i drogą na najbliższe miesiące… co tam – lata! Smakuj życie, rozwijaj wewnętrzną radość z każdej chwili, a rzucanie palenia wpisz po prostu w grafik – jako jeden z etapów do urzeczywistnienia ostatecznego obrazu: życia pełnią życia, bez zniewolenia, z poczuciem głębokiej satysfakcji.

    Nie błądź po omacku. Musisz mieć jakiś cel. Potrzebujesz go, aby dawał Ci niezbędną energię do działania. Niech rzucenie palenia będzie jego częścią, jednym z etapów. Niech będzie ważne, niezbędne i konieczne – ale w ostatecznym rachunku to nie o ten cel niech Ci chodzi.

    Bądź skuteczny. Bądź wolny. Bądź pełen energii. Zostań nawet Supermanem (jeśli jesteś w stanie w to uwierzyć). Ważne jest tylko to, aby Twoje cele nie paraliżowały Cię, ale dawały Ci kopa.

    A poza tym takie szersze cele mają mnóstwo zalet: przede wszystkim – kiedy już skutecznie rzucisz palenie – nadal będziesz miał pełne ręce roboty. Nie grozi Ci pustka, stagnacja i zniechęcenie.

    Co o tym sądzisz? Masz jakieś doświadczenia z wyznaczaniem celów? O czymś zapomniałem? Napisz: rem@nowysmakzycia.pl

  • Do zobaczenia za 10 lat

    Data publikacji: 18/03/2010 Rem 1 komentarz
    Czym jest wybrukowane piekło? Prawdopodobnie odpowiecie: dobrymi chęciami… No cóż, najkrócej rzecz ujmując: to prawda.

    Żyjemy w świecie, w którym jedyne, co tak naprawdę się liczy, to skuteczność. Możemy oczywiście wspominać o wartościach, jakie wynikają już z samego faktu podążania do celu, celebrować drogę, rozpisywać się o wyższości „gonienia króliczka” nad złapaniem go i tak dalej. Wiadomo bowiem, że droga do celu jest ważna, że napełnia nasze życie treścią i nadaje mu odpowiedni smak. Poczucie dążenia do czegoś niesie energię i siłę do podejmowania kolejnych wysiłków. Mając jasno określony cel, po prostu czujesz, że masz po co żyć. To wszystko prawda.

    Prawdą jest też, że samo podążanie traci swój sens, jeśli prowadzi donikąd. Jak często nasze wspaniałe plany dawały nam impet do działania: z energią i entuzjazmem rozpoczynaliśmy swoją wielką drogę do celu… ale po jakimś czasie okazywało się, że zamiast śmiało kroczyć przed siebie, drepczemy w miejscu? Przyznaję, mi takie sytuacje przytrafiały się wiele razy.

    W ostatecznym rozrachunku świat zawsze ocenia nas po efektach. Mało tego: z perspektywy czasu również my sami jesteśmy skłonni patrzeć na siebie w podobny sposób. Po latach nasze ścieżki, działania, metody i zamierzenia przestają mieć pierwszoplanowe znaczenie. Liczy się bardziej to, czy udało nam się zrealizować tamto zamierzenie, osiągnąć tamten cel, wykonać tamten plan.

    W tym miejscu może warto byłoby wykonać pewne bardzo dobre, otrzeźwiające ćwiczenie: odbyć wirtualną podróż w czasie – do przeszłości. Zamykamy na chwilę oczy, bierzemy głęboki wdech i przypominamy sobie siebie samych sprzed 10 lat.

    Już? Czy wczuwasz  się w tamtego dawnego siebie? Przypominasz sobie tamte dawne uczucia, myśli i emocje? Kogo widzisz, siedząc w kapsule czasu i obserwując siebie sprzed tych wszystkich lat?

    Kim jesteś? Jakie masz plany na najbliższą przyszłość – może na najbliższe 10 lat? Chcesz rzucić palenie? Zamierzasz nauczyć się języka obcego i zdobyć wymarzoną pracę? A może zastanawiasz się nad planem odchudzania? Może zamierzasz w ciągu najbliższych 10 lat założyć biznes, dorobić się i wyjechać w podróż dookoła świata? Przypomnij to sobie.

    Kim jesteś? Jaką osobą chcesz się widzieć w 2010, dokładnie za 10 lat?

    W ćwiczeniu tym wcale nie chodzi o poczucie winy czy wyrzuty sumienia. Jeżeli nasze plany nie wyszły, jeżeli coś się zepsuło, coś poszło nie tak – nie musimy się w tej chwili obwiniać. Ani siebie, ani nikogo innego. Jest to wręcz przeciwwskazane. Chodzi bardziej o spojrzenie spokojne, bez oceniania – tak, jakbyśmy rzeczywiście przenieśli się w jakiejś kapsule w przeszłość: widzimy siebie sprzed 10 lat, my znamy już przyszłość, ale tamten gość jeszcze nie. Chcielibyśmy mu pewnie parę rzeczy podpowiedzieć, udzielić pewnych rad, wskazówek – ale nie możemy. Nie możemy wyjść z naszej kapsuły czasu. Możemy tylko obserwować.

    Czy jesteście zadowoleni z tych 10 lat? Czy udało wam się zrealizować najważniejsze cele?

    Teraz zróbmy drugą część ćwiczenia: ruszamy w przyszłość, licznik ustawiony również na 10 lat. W tej części jednak nie snujemy rozważań, co tym razem udało nam się osiągnąć, nie bawimy się w jasno- lub czarno-widzenie. Ta część jest bardzo prosta: wyobraźcie sobie, że minęło 10 lat i… nic się nie zmieniło.

    No właśnie. Jest rok 2020. Nadal pracujesz tam, gdzie 10 lat temu – cały czas narzekasz na szefa, klientów i nawał pracy. Nadal palisz papierosy i nie uprawiasz sportu, chociaż wciąż myślisz o bieganiu, no i nieregularnie (sam wiesz, że za rzadko) bywasz na basenie. Wciąż zastanawiasz się, który podręcznik do nauki języka wybrać. Ciągle planujesz swój biznes (przez te 10 lat przeczytałeś już setki książek na temat biznesu) i cały czas opracowujesz trasę swojej wielkiej podróży po świecie. Masz 10 lat więcej, ważysz więcej (miało być mniej, prawda?), planów też być może masz więcej. Właściwie… nic się nie zmieniło.

    Czy o to ci chodziło?

    Jeżeli tak – to pewnie należysz do tego nielicznego grona szczęśliwców, którzy już teraz, w 2010 roku, wiodą życie spełnione. Niestety – a może na szczęście? – większość z nas ma do czego dążyć, chce zmian na lepsze. A jednocześnie większość z nas zawsze, kiedy myśli o bliżej nieokreślonej przyszłości, ma bliżej nieokreślone przeświadczenie jakiegoś bliżej nieokreślonego spełnienia tych albo innych planów… Czyżby? Czy naprawdę sądzicie, że wszystko się jakoś samo poukłada? Nic z tych rzeczy. Jeżeli nie podejmiemy jasnych, przemyślanych, konkretnych działań, grozi nam niebezpieczeństwo, że zamiast podążać do przodu, będziemy jedynie dreptać dookoła siebie.

    To właśnie zazwyczaj robimy. Drepczemy mniej więcej w miejscu. Samo dreptanie wyzwala w nas poczucie, że coś robimy. Nie siedzimy przecież bezczynnie, ostatecznie wciąż pamiętamy, cały czas myślimy o swoich celach…

    Myślenie nie wystarczy. Warto uważnie przyjrzeć się swoim działaniom i zastanowić się, czy nie jest to tylko dreptanie w miejscu – samooszukiwanie się. Owszem, takie samooszukiwanie może poprawić nastrój. Uspokoić sumienie. Fajnie, prawda?, tylko do czego to prowadzi?

    Spójrz z perspektywy 10 lat. Siedzisz w kapsule czasu, prosto z roku 2020 i chcesz powiedzieć coś samemu sobie. Udzielić pewnych wskazówek, dać kilka rad, przestrzec przed czymś – ale nie możesz. Kapsuła pozwala jedynie obserwować.

    Pamiętacie stary już, ale wciąż pamiętny „Powrót do przyszłości”? Dla mnie było to wstrząsające odkrycie – kiedy widziałem wysiłki, jakie czynił Marty, aby życie jego rodziców i całej rodziny McFly potoczyło się nieco inaczej. Znając przyszłość ze wszystkich sił pragnął coś zmienić.

    Wy też już znacie swoją przyszłość: za 10 lat nic się nie zmieni i nadal będziecie dreptać w miejscu, w którym jesteście…

    Zgodzicie się z tym? Nie? To właśnie chciałem usłyszeć.

  • Mapa Myśli, czyli notowanie dla twardzieli

    Data publikacji: 12/01/2010 Rem Ilość komentarzy: 4
    Pamiętacie moją przedostatnią notkę? Jestem ciekaw, jak wiele osób po lekturze tamtego tekstu rzeczywiście zastanowiło się, co by sprawiło, aby ten rok przeszedł do historii jako nadzwyczaj udany. Ciekawe, ilu z was wzięło do ręki jakiś notes, aby to zapisać.

    Wstydliwie przyznam, że również ja, po publikacji swojego tekstu, w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku udałem się do swoich zajęć i dopiero po trzech dniach zorientowałem się, że tak naprawdę sam nie stosuję się do własnych porad. Nieco zawstydzony sięgnąłem więc po notes, aby napisać listę rzeczy, które uczyniłyby ten rok ekscytującym.

    Nie jest to jednak tak łatwe zadanie, jak by się wydawało. Dopóki wszystko tkwiło sobie bezpiecznie w głowie… wydawało się niemal oczywiste. Z chwilą, kiedy nad czystą kartką zawisł złowieszczy cień ostrej jak brzytwa stalówki, moje wielkie myśli, moje wspaniałe plany i zamierzenia… pierzchły w popłochu. Zupełnie, jakby nagle przestraszyły się, że… mogłyby zostać zrealizowane! Mój wielki, wspaniały rok 2010 przy bliższym poznaniu okazał się nieco chaotyczną plątaniną pragnień, z których co najmniej połowę bałem się utrwalać na papierze. A nuż okażą się nierealne? Może za dużo chcę? Nie uda mi się i wyjdę na durnia. No cóż, na samą myśl o możliwej porażce odechciało mi się czegokolwiek zapisywać.

    Poza tym… hm… prawdziwi twardziele nigdy niczego nie zapisują, no nie? – próbowałem jeszcze nieśmiało bronić się przed pisaniem.

    Ostatecznie coś tam naskrobałem… a przy okazji na własnej skórze poznałem dwie podstawowe przyczyny, dla których tak rzadko planujemy cokolwiek na papierze (mało kto wychodzi poza listę zakupów w supermarkecie – pisałem o tym we wrześniu). Pierwsza przyczyna wynika z obawy, że odniesiemy porażkę, druga: że takie zapisywanie to dowód słabości charakteru (nie zapominajmy, że twardzielom wszystko w życiu przychodzi samo).

    Długo myślałem, jak rozwiązać problem notowania. Tak, żeby robić to bez poczucia klęski (nie jestem twardzielem…) i bez niebezpieczeństwa, że klęskę poniosę (a nuż się nie sprawdzi?).

    I wiecie co wymyśliłem? Skoro tradycyjne zapisywanie własnych pragnień i marzeń kojarzy się z czynnością wykonywaną przez zagubioną nastolatkę w zamykanym na małą kłódeczkę notesiku, a poza tym skoro tradycyjny zapis wyzwala w nas poczucie nieuchronności, zobowiązania, czegoś, czego nie da się już odwołać… to może po prostu zmienić sposób notowania?

    Rozwiązanie, jakie wypróbowałem i jakie proponuję to „mapa myśli” (ang. mind map). Taki sposób zapisywania własnych planów ma prawie same zalety. Nie kojarzy się z pamiętnikiem naszej siostrzenicy, nie wydaje się też tak totalny – może dlatego, że przyzwyczajeni do pisma linearnego, nie postrzegamy takiej mapy myśli jako zobowiązania, które zbyt natarczywie przymusza nas do realizacji planów.

    Mapa myśli kojarzy się raczej z burzą mózgów, z procesem kreatywnym, jest nieortodoksyjna, bliższa geniuszom, niż wyrobnikom. Jeśli wierzyć naukowcom, uaktywnia obie półkule mózgu (co ułatwia przyswajanie informacji), chociaż dla mnie ważniejsze jest to, że taka mapa potrafi być szalenie czytelna – wystarczy jeden rzut oka, by zorientować się w temacie.

    Co tu dużo gadać, po prostu wypróbowałem to. Poszukałem na dysku nieco już zapomnianego (kiedyś się tym trochę bawiłem) FreeMinda, jednak zabawa nabrała rumieńców, kiedy pobrałem nowszą wersję. Prawdę mówiąc nie chciało mi się rysować mapy na zwykłej kartce (tak naprawdę chciałem tylko zrobić jakąś stosunkowo szybką graficzną reprezentację swoich planów). FreeMind w nowym wydaniu okazał się tak przyjazny i szybki, że od razu pomyślałem, iż muszę o tym napisać na blogu.  Z rozpędu stworzyłem też taką oto notatkę przykładową:

    Kliknijcie na obrazek, aby zobaczyć jak fajnie FreeMind działa (w podanym linku macie mapę weksportowaną do flasha). Mapę można przesuwać, rozwijać i zwijać gałęzie, klikać na linki. Ważniejsze rzeczy można pogrubić, zmienić im kolor i wielkość czcionki, dodawać notatki itd. Czyż taki zapis waszych planów (czy czegokolwiek innego) nie wydaje się urzekająco czytelny (a przy okazji łatwo edytowalny)?

    Oczywiście jest wiele programów do robienia map myśli. FreeMind jest jednak projektem darmowym, non-profit, tworzonym przez zapaleńców. Naprawdę polecam: na stronie projektu możecie pobrać ostatnią wersję stabilną (0.8.1), chociaż ja wybrałem wersję 0.9.0: ma m.in. eksport do Flasha (wasze notatki na stronie www) oraz jest kompatybilna z podobną aplikacją, jaką mam w telefonie (niestety, tylko dla platformy Android). Jednym z nielicznych mankamentów programu jest brak możliwości zabezpieczania map hasłem – zatem uważajcie, kto ma dostęp do waszych plików albo zabezpieczcie je w inny sposób.

    Jeżeli więc z różnych względów nie zapisaliście jeszcze listy rzeczy, które uczynią ten rok udanym, gorąco polecam wam stworzenie swojej własnej Mapy Myśli na ten temat. Możecie to zrobić ręcznie, ale być może łatwiej będzie wam zrobić to na komputerze. Projekt można wydrukować, a następnie – by nie zapomnieć o własnych planach – …wkleić do waszego notesika zamykanego na kłódkę.

    No cóż, w moim notesiku mapa „2010″ wygląda ekscytująco.

  • To będzie naprawdę udany rok

    Data publikacji: 6/01/2010 Rem Skomentuj
    Witam wszystkich w nowym roku. Jeśli wierzyć wróżce Moonlight, czeka mnie naprawdę świetny rok, a was? Chyba też, bo jak tak zerknąłem, to na oko wszystkie znaki zodiaku spotka coś miłego. To będzie Naprawdę Udany Rok.

    No dobrze, trochę się zgrywam. Możecie przecież nie wierzyć jakiejś tam wróżce z serwisu Czary Mary. Jeżeli jednak – mimo wszystko – pragniecie poznać przyszłość, mam na to całkiem niezły i sprawdzony sposób. W dodatku bez uciekania się do szklanej kuli czy kart.

    Chcecie, aby rok 2010 był naprawdę udany? Nic prostszego: już dziś zadbajcie o to, aby taki się stał. Mówię serio. Proponuję znaleźć jakieś ciche miejsce, gdzie można w spokoju poświęcić kilka minut na skupienie i spokojne zastanowienie się. Czego chcę? Co wydaje się osiągalne w tym roku? Czy jest coś, czego chciałbym dokonać? A może zmienić?

    Zadawajcie sobie pytania i pamiętajcie, że one w niczym nie mogą wam zaszkodzić. To jeszcze nie są postanowienia, cele czy zadania, które można złamać lub nie dotrzymać. To tylko zwykłe pytania – taki wewnętrzny dialog z samym sobą. Bez zobowiązań. Chodzi o to, aby rozpoznać na nowo swoje własne pragnienia i marzenia, które niestety mają tendencję do zakurzania się w pyle codzienności. Czy czujecie, że wasze pragnienia są nieco zakurzone? Czy wasze marzenia systematycznie odkładacie na bliżej nieokreśloną przyszłość? Jeśli tak, to początek roku może stać się znakomitą okazją, aby wszystko to nieco przemeblować.

    Czy miewacie takie chwile, kiedy chcielibyście cofnąć się do przeszłości, by naprawić jakieś błędy albo nieco inaczej pokierować swoim życiem? Ech, kiedy byliśmy dziećmi, wszystko było jeszcze przed nami. Jako dzieci mieliśmy przed sobą mnóstwo wyborów. Mogliśmy zostać policjantem, strażakiem, kosmonautą albo księżniczką. Potem to wszystko jakoś tak rozpłynęło się w życiu.

    Co tam wróżka - sam sobie stwórz swój wymarzony rok!

    Rok 2010 wciąż jeszcze pachnie nowością i wciąż jeszcze możecie zrobić z nim mnóstwo rzeczy. Jest jak dziecko, przed którym rozciąga się cała paleta możliwości. Możemy spróbować coś zmienić albo pozostać tam, gdzie jesteśmy obecnie. Wróżka Moonlight może nam przepowiadać niesamowite rzeczy, ale tak naprawdę to od nas zależy, czy rok ten będzie udany czy nie.

    Moim zdaniem pierwszym krokiem powinna być nasza zwykła, prosta decyzja: a właśnie, że rok 2010 będzie udany. O, i tyle. Nie martwmy się na razie o plany, o to, jak je zrealizować, ani o to, że tak wiele może nie zależeć od nas. Nie martwmy się tym w tej chwili. Pamiętajmy – właśnie przebywamy w „cichym, spokojnym miejscu” i postanowiliśmy, że ten rok będzie dobry. Teraz zastanówmy się, co sprawiłoby, żeby taki właśnie się stał. Zadajmy sobie kilka pytań i… zaraz nastąpi najtrudniejsza część dzisiejszego ćwiczenia.

    Jest to dość trudne w realizacji, wymaga dość dużego samozaparcia i silnej woli. Z badań wynika, że na ten dość uciążliwy, raczej nieprzyjemny, wymagający mnóstwo przygotowań i trudnych wyborów krok decyduje się tylko kilka procent badanych:

    zapiszcie odpowiedzi.

    Pamiętajcie – to jeszcze nie są postanowienia ani plany. To tylko odpowiedzi na pytania, co sprawiłoby, aby ten rok był świetny. No bo przecież tak właśnie przed chwilą postanowiliśmy, prawda? Nie zapominajmy o tym.

    Nie zapominajmy, że to będzie naprawdę udany rok.

  • Magia słowa zapisanego

    Data publikacji: 7/09/2009 Rem Skomentuj

    pioro_old

    W niedawnej rozmowie na temat papierosów mój rozmówca zapytał mnie, co uważam za najistotniejsze w rzucaniu palenia. Odparłem, że najważniejszy jest zeszyt 64 kartkowy w kratkę. Wywołało to oczywistą wesołość pytającego, który zdążył jeszcze błyskotliwie zapytać – dlaczego akurat w kratkę?

    Wbrew pozorom moja odpowiedź nie była tylko żartobliwą uwagą obliczoną na rozbawienie słuchacza. Tak naprawdę u jej podstaw leży prastara prawda: słowo pisane ma wielką moc. Wiemy o tym wszyscy, znamy moc oddziaływania wielkich dzieł literackich czy też ważnych tekstów natury politycznej, społecznej itd, które niejednokrotnie zmieniały historię świata. Nie każdy jednak zdaje sobie sprawę, że słowo pisane ma wielką siłę również na naszym własnym poletku, na gruncie osobistym – ma ono zdolność dokonywania wielkich przemian w naszym życiu.

    Być może spotkaliście się już z taką radą: jeśli chcesz coś osiągnąć, zapisz to. Stwórz na papierze swój własny plan zrealizowania dowolnego celu, a znacznie podniesiesz prawdopodobieństwo, że ci się powiedzie. Z podobnymi radami spotykamy się niemal w każdej publikacji dotyczącej rozwoju osobistego czy osiągania sukcesów.

    pisak_wezel

    Większość osób nigdy niczego nie planuje...

    Człowiek, który chce coś osiągnąć, musi przede wszystkim wiedzieć, czego chce. Bez tego trudno jest w ogóle myśleć o jakichkolwiek efektach. Większość ludzi nigdy niczego nie planuje, a tym bardziej nie zapisuje żadnych celów do zrealizowania. Szczytem planowania dla większości z nas jest lista zakupów do supermarketu, zaś nasz najbliższy tydzień kształtujemy głównie w oparciu o tygodniowy program telewizyjny. (Dlatego razem z żoną nazywamy go żartobliwie Przewodnikiem Po Życiu. W każdy piątek pytamy siebie nawzajem „Czy kupiłeś Przewodnik Po Życiu? Jeśli nie, to zrób to, bo cały tydzień będziemy błądzili.” Oboje się z tego śmiejemy, tym bardziej, że telewizji praktycznie w ogóle nie oglądamy.)

    Słowo zapisane – czyli to wszystko, co własnoręcznie kreślimy na kartce papieru, w zeszycie, a może na blogu? – pozwala nam sprecyzować cel, pomaga w zrobieniu planu jego realizacji, a także – co równie ważne – pozwala nam na przyjrzenie się nam samym z pewnego dystansu – z którego czasem widać znacznie więcej. Pisanie pozwala uporządkować myśli, sprawdzić, gdzie się aktualnie znajdujemy (czy jesteśmy na drodze realizacji naszych zamierzeń, czy też z niej zbaczamy). Prowadzenie swego rodzaju „Dziennika Projektu” w sposób niezauważalny dyscyplinuje nas i dopinguje do dalszej pracy.

    Nie pisałbym tego wszystkiego, gdybym sam nie przeszedł tej drogi i nie przekonał się o sile słów zapisywanych. Kiedy rzucałem palenie, zacząłem prowadzić bloga. Dziś widzę to już z pewnego dystansu i wiem, że pisanie pomagało mi przetrwać chwile zwątpienia, a przede wszystkim dawało mi potężną dawkę energii. Mój blog – zwłaszcza w pierwszych dniach od odstawienia papierosów – był moim najlepszym przyjacielem.

    Pisanie „Dziennika Projektu” (czy też „Dziennika Celu”) pomoże osobom palącym poznać swoją własną motywację, największe przeszkody w uwolnieniu się od nałogu czy wreszcie opracować swoją indywidualną ścieżkę. Z kolei osoby już „po rzuceniu”, ale jeszcze wciąż narażone na „nawrót” – w swoim „Dzienniku” niejednokrotnie znajdą potężne oparcie i pomoc.

    Zdaję sobie sprawę, że dzisiejsza porada nie każdemu przypadnie do gustu. Nie każdy ma potrzebę pisania czegokolwiek. Często odczuwamy jakiś wewnętrzny opór, czując, że nie umiemy zbyt dobrze pisać. Nie chcę w tym miejscu przekonywać, że każdy może, każdy potrafi i tak dalej. Jeżeli spróbujecie – macie szanse osobiście przekonać się, jak wiele może zdziałać słowo zapisane. To jest jednak wasz wybór, zwłaszcza, że pisanie to, rzecz jasna, nie jedyna metoda na poprawę własnego życia…