Poczuj wolność wyboru. Poczuj smak życia!
ikona RSS ikona email Ikona domowa
  • Pierwszy tydzień

    Data publikacji: 8/07/2010 Rem Skomentuj
    Być może od pewnego czasu nie możesz się już doczekać na ten dzień. Jesteś nakręcony, naładowany, zdecydowany i zdeterminowany. Tryskasz optymizmem, chęcią działania i czujesz, że możesz wszystko. To dobrze, bo czeka Cię twarde lądowanie. Będzie płacz i zgrzytanie zębami.

    No właśnie – mam dość wrażliwe zęby. Kiedy w promieniu dwóch metrów ode mnie pojawia się dowolne narzędzie dentystyczne już mnie boli. Ostatnia reklama szybkiego Internetu z Tomaszem Kotem (a jeszcze wczoraj lubiłem gościa…) to jakiś horror. Kto to wymyślił i jaki chory umysł to zaakceptował?

    Wczoraj udałem się na zabieg skalingu – niezorientowanym wyjaśniam, że chodzi o zwykłe, swojskie usuwanie kamienia nazębnego. No, nie takie zwykłe.

    Przygotowywałem się na tę wizytę od tygodnia. Uprawiałem jogę, przeczytałem czterdzieści książek o pozytywnym myśleniu oraz dwie o hipnozie (autohipnoza – może to jest rozwiązanie?). Tuż przed wizytą całkiem poważnie rozważałem zakup jakichś pampersów.

    Kiedy już zjawiłem się w gabinecie, byłem z siebie dumny, że w ogóle do niego dotarłem. Mogłem przecież uciec. Na wszelki wypadek poprosiłem panią doktor o przykucie mnie do fotela łańcuchami.

    No cóż, nie pozostało mi nic innego, jak przetrwać.

    Chodź do nas, nie będzie bolało! Bzdury.

    Generalnie zabieg skalingu nie jest bolesny, może trochę nieprzyjemny, ale da się przeżyć. Chyba, że ma się wrażliwe zęby. Coś, co dla kogoś jest chwilową niedogodnością, dla zębowego wrażliwca jest torturą gorszą od borowania. Tam robisz sobie zastrzyk i odprężasz się, a tutaj Pani Doktor działa przy Twojej pełnej świadomości.

    Czy myślicie, że mnie nie bolało? Otóż bolało mnie. W dodatku zabieg trwał jakieś sześć godzin – jakimś cudem upchniętych do kilkudziesięciu minut, co ze zdumieniem stwierdziłem zerkając na zegarek już po całej sprawie.

    Zastanawiacie się, co to wszystko ma wspólnego z paleniem oraz Pierwszym Tygodniem? Bo Pierwszy Tydzień taki właśnie może być, jak moja wizyta u stomatologa. Możesz czuć się paskudnie, zastanawiać się po jaką cholerę w ogóle się tak męczysz, możesz nawet odrobinę wariować i całkiem poważnie podejrzewać, że oto właśnie na Twoich oczach cały świat Ci się wali. Właśnie ten walący się świat jest najgorszy. Twoje jeszcze tak niedawne dobre samopoczucie, nakręcenie na niepalenie i tak dalej gwałtownie bledną i czujesz już tylko czarną rozpacz – życie staje się nijakie, a Twoja egzystencja pozbawiona sensu.

    Walcz o siebie, walcz o swoje dobre samopoczucie.

    Pamiętasz strategię celów, która nakazuje Ci mieć cele szersze i dalej idące niż rzucenie palenia? Teraz o tym zapomnij. Teraz najważniejsze jest niepalenie. Tylko to się liczy. Jesteś na swoim Pierwszym Tygodniu i to jest ta najważniejsza bitwa.

    Strategia walki jest prosta: unikaj otwartej bitwy z silniejszym wrogiem – staraj się wykorzystać wszelkie możliwe sposoby na prowadzenie wojny partyzanckiej. Kilka luźnych propozycji:

    • W jednej chwili możesz odczuwać tylko jeden rodzaj emocji: pozytywną lub negatywną – zrób wszystko, aby odczuwać te pozytywną
    • Umysł słabo sobie radzi z dwiema konkurującymi ze sobą myślami – wybiera tę, którą odczuwa jako ważniejszą – a w tej chwili najważniejszą dla niego sprawą jest pragnienie nikotyny. Odwróć jego uwagę.
    • Rób coś. Bez przerwy rób coś. A jeżeli nie masz nic do roboty? Nie szkodzi – po prostu rób coś.
    • Nakręć się na coś, co Cię fascynuje, inspiruje, co uwielbiasz, żyj tym czymś.
    • Zadbaj o odpowiednią dietę. Jaką? Najlepsza jest taka, która wydaje Ci się najbardziej atrakcyjna. Z drugiej strony warto wykorzystać fakt, że na nasze samopoczucie wpływa to, co zjedliśmy i sięgnąć po kilka polecanych produktów. Jeszcze do tego wrócę na Nowym Smaku Życia :) (Czy wiecie na przykład co ma wspólnego kardamon z papierosami?)
    • W ogóle rób jak najwięcej atrakcyjnych rzeczy. Dobrze jest robić coś twórczego, co daje Ci satysfakcję – pisz, maluj, komponuj, układaj puzzle albo statek kosmiczny z klocków Lego.
    • Zadbaj po prostu o to, by Twój umysł – poza jedynym tylko aspektem, czyli paleniem – czuł się twórczo, inspirująco, po prostu wspaniale.
    • Wymyśl sobie mantrę albo dwie. Kiedy trzeba, powtarzaj ją. Mów ją, myśl ją, stań się nią. Klep ją do znudzenia, przekonuj swój załamany mózg, że kontrolujesz sytuację. No dobrze, nie chciałem tego napisać, ale napiszę: wmów to sobie. Przykład dobrej mantry: „Jestem cholernym zwycięzcą. Zrobię to. Pokonam go” (chodzi o własny mózg – to z nim walczysz, nie z papierosami). Inna mantra – dosadna, rubaszna, nieco ordynarna i tylko dla dorosłych: „Dupa, dupa, dupa”. Czasem coś, co może wydawać się krańcowo głupie działa zaskakująco skutecznie.  Ale ludzie są różni. Jeżeli jesteś osobą wierzącą, być może doda Ci sił powtarzanie zdania, które kiedyś przeczytałem w niewielkiej, acz budującej książce i które brzmiało tak: „Bądź spokojny i wiedz, że Bóg jest nad tobą”.

    Wszystko pięknie, powiecie, ale jak tu nakręcać się na coś pozytywnego, kiedy wokół szarzyzna, ból i zwątpienie wywołane brakiem nikotyny? Celowo zacząłem dziś od mojej wizyty u dentysty. Pewne rzeczy po prostu trzeba zrobić. Robisz je wiedząc, że może zaboleć. Robisz je nie dlatego, że oczekujesz, iż będą przyjemne, ale dlatego, że masz je do zrobienia.

    Na szczęście można się postarać, aby Pierwszy Tydzień był przeżyciem tyleż intensywnym, co interesującym. Kiedy znajdujesz się na fotelu u dentysty, nie masz zbyt wielu możliwości. Jeżeli odpowiednio o to zadbasz, Twój Pierwszy Tydzień Niepalenia może z początkowej beznadziei zamienić się w coś, co odmieni Twoje życie.

    Dodaj do:
    • Gwar
    • Wykop
    • Facebook
    • MySpace
    • Digg
    • del.icio.us
    • Google Bookmarks
    • Yahoo! Bookmarks
    • Netvibes
    • Twitter
    • Technorati

    Dodaj swoją opinię

    Subscribe without commenting