Nowy Smak Życia

Poczuj wolność wyboru. Poczuj smak życia!
ikona RSS ikona email Ikona domowa
  • Znajdź swoją skałę

    Data publikacji: 8/06/2010 Rem Ilość komentarzy: 6
    Coś co spędza sen z powiek palacza: no dobrze, a co z kawą? Kiedy zamierzasz rzucić palenie, prawie na pewno przypomni Ci się coś, co ZAWSZE robiłeś w towarzystwie papierosa. Coś, co bez papierosów wydaje się pozbawione smaku, żeby nie powiedzieć sensu.

    Pech chce, że zawsze chodzi o coś ekscytującego. Poranna kawa i mocny smak papierosa. Wieczorne spotkanie ze znajomymi przy szklaneczce piwa. Te wspaniałe chwile, bez których Twoje życie wydaje się bezbarwne.

    Kiedy w swoich myślach zbliżasz się do owych chwil, wiesz już – to jest Twoja skała. Coś, co staje Ci na drodze i o co prawdopodobnie się rozbijesz. Strzeż się.

    Skała może być jedna, za to solidna, może też być ich kilka. U mnie potężną skałą, o którą już wcześniej rozbijały się wszystkie poprzednie próby dryfowania ku wolności, była właśnie kawa. Pyszna, porażająco słodka, wręcz gęsta od cukru :) Zawsze, kiedy rzucałem palenie, to przede wszystkim kawa powodowała załamanie – gwałtowną potrzebę zapalenia. Już zaraz. Natychmiast. Papierosa! Dłużej tego nie zniosę… Na samą myśl, że coś takiego mógłbym przeżywać – drżałem. Długi czas nie umiałem rozwiązać tego problemu.

    Aż wreszcie – tadam! – spróbowałem kawy bez cukru. Miałem szczęście – w jakiś masochistyczny sposób posmakowała mi. Było lato, leżałem w hamaku czy w czymś tam podobnym i ugryzłem ziarenko kawy. Momentalnie przypomniało mi się dzieciństwo, a zaraz potem pomyślałem, że kawa bez cukru musi w jakiś sposób być podobna w smaku do gryzionego ziarenka. I wiecie co – taka właśnie była (choć trochę mniej, bo jednak co ziarenko to ziarenko).

    Twarde ziarnko do zgryzienia - moja wielka skała.

    Efekt uboczny – do cierpkiej kawy papieros nie pasował już tak idealnie, jak do tamtego ulepka, który zwykłem popijać. Na moich oczach kruszyła się moja wielka skała. Gorzka kawa miała swój niezwykły smak i niekoniecznie musiałem przy tym palić!

    Znając przebiegłość własnego mózgu przewidywałem, że to tylko kwestia czasu, aż przyzwyczaję się do nowego duetu: papierosa i gorzkiej kawy. Nie chciałem jednak tworzyć nowej zależności i odtąd kiedy paliłem, zamiast kawy zazwyczaj robiłem sobie słodką herbatę. Wiem – to obrzydliwe.

    Znajdź swoją skałę – prawdopodobnie masz ją już zapisaną: Twoja skała jest pośród tych rzeczy, dla których warto Twoim zdaniem palić. Oczywiście nie każdy argument przemawiający ZA paleniem to automatycznie Twoja skała. Skałą nazywam taką rzecz czy sytuację, która wydaje się nie do przeskoczenia, coś, bez czego nie wyobrażasz sobie szczęścia i radości dnia powszedniego. Skała to najwyższa trudność, największa przeszkoda, Twój słaby punkt, Twoja pięta achillesowa.

    Co można z taką skałą zrobić? Przyznaję – niewiele.

    Można próbować ją skruszyć. Trudna sprawa. Ominąć? Też ciężko.

    Na pewno trzeba mieć świadomość swojej skały – tego, co w sposób najmocniejszy łączy Cię z papierosami. Na pewno trzeba myśleć nad rozwiązaniem. Skupić się właśnie na tym elemencie – na swojej skale. Czasami wystarczy uporać się właśnie z tą jedną, jedyną sprawą, reszta zaś potoczy się już lawinowo. Miej świadomość swojego największego problemu związanego z paleniem i na nim skup swoje wysiłki. Nie tyle na walce i otwartej konfrontacji, co na znalezieniu jakichś rozsądnych rozwiązań.

    Jakieś wyjście z sytuacji znajdziesz. A gorzka kawa? Jest świetna.

  • Dlaczego warto palić?

    Data publikacji: 3/06/2010 Rem Ilość komentarzy: 7
    Kiedy idziesz na wojnę, powinieneś znać przeciwnika. Im więcej o nim wiesz, tym lepiej dla Ciebie. Myślisz, że Twoim największym wrogiem są papierosy? Nic podobnego.

    Papieros to tylko kawałek bibułki zwiniętej wokół odpowiednio spreparowanych, sprasowanych liści tytoniu. Papieros sam w sobie nie jest ani dobry ani zły (złe jest jego palenie). To Ty nadajesz mu określone znaczenie. Może być dla Ciebie narzędziem szatana albo wspaniałym wynalazkiem ludzkości, który otaczasz swoistą czułością (nie? przypomnij sobie tamtą chwilę, kiedy po nerwowym przeszukaniu całego domu, namiotu, samochodu wreszcie odnajdujesz tego jednego, jedynego, ostatniego papierosa – masz go! – i czujesz odprężenie, powrót spokoju, jakiż on wtedy jest pyszny – masz go! – jaki świetny…)

    Dla mnie, obecnie niepalącego, ale dawnego nałogowca z dwudziestoletnią praktyką, papierosy teraz to takie małe, białe wałeczki poukładane w kolorowym pudełku. Coś, czego prawie nie zauważam. Są kompletnie bez znaczenia. Celowo odwołuję się tutaj do mojej wieloletniej praktyki palacza – kiedy rzucałem palenie, wydawało mi się, że papierosy jakoś na zawsze pozostaną dla mnie czymś, co wywołuje jakieś emocje. Wyobrażałem sobie, że będzie to niechęć, może czasem jakiś okruch tęsknoty. A tu nic. Na pewno nie więcej niż proszek do prania czy stary numer „Wiadomości Wędkarskich”. Papierosy przestały mieć dla mnie jakiekolwiek znaczenie.

    No właśnie – a jak to jest u Ciebie?

    Usiądź w spokoju i odrzuć na chwilę (na chwilę!) te wszystkie negatywne skojarzenia z paleniem, całe to „poprawno-polityczne” gadanie. Na pewno przyjmiesz to z ulgą, bo pewnie jesteś już porządnie zmęczony całym tym truciem, że palenie to trucie i tak dalej. Nic z tych rzeczy. Zadaj sobie zwykłe, rzeczowe pytanie: dlaczego warto palić?

    Pomyśl o pozytywnych aspektach palenia. Tak, tak, to nie przejęzyczenie.

    Idealnie byłoby wziąć kawałek kartki i spisać wszystkie przychodzące do głowy odpowiedzi. Uwaga! Tutaj nie ma nic podchwytliwego, żadnych ukrytych zabiegów. Chodzi dokładnie o to, o czym piszę: pomyśleć, zastanowić się i najlepiej napisać w punktach, co sprawia, że warto sięgać po papierosy? Dlaczego wciąż chcesz palić? Wyobraź sobie, że to praca domowa – masz napisać wypracowanie albo przygotować się do wykładu na temat: „Dlaczego warto palić? Moje osobiste doświadczenia na tym polu.” Pamiętaj, musisz przekonać tych wszystkich niedowiarków na sali, którzy będą słuchali Twojego wystąpienia.

    Dzisiejsze działanie uzupełnia w pewien sposób strategię „zrywania nici AKA”, która skupia się na źródle. Tutaj również mamy poszukiwanie przyczyn – choć z naciskiem na to, co czujesz i co jest ważne dla Ciebie obecnie. Nadal jednak poszukujesz przyczyn.

    Jest też druga różnica: tutaj nie ma i nie powinno być jakiegoś negatywnego zabarwienia. W przypadku „nici AKA” już samo słowo „zrywanie” w pewien sposób narzuca Ci negatywny stosunek do papierosów. Dziś spróbuj pomyśleć o papierosach pozytywnie (ale tylko dziś, umawiamy się? ;-) ). Może wydać się to dziwne, ale już samo odkrycie, dlaczego Twoim zdaniem warto palić, może przynieść Ci zrozumienie. Coś w rodzaju olśnienia. A jeżeli nie, to przynajmniej uporządkuje pewne sprawy. Nie wymyślaj tylko jakichś durnych, wydumanych argumentów – odpowiedz szczerze, zgodnie z tym, co naprawdę myślisz. Poświęć na to trochę czasu, nie spiesz się, końcu chodzi o Twoje życie.

    Czas na odpowiedź z początku: co jest Twoim największym wrogiem? Oczywiście Ty sam. A ściślej mówiąc Twoje przekonania. Odkryj je. Poznaj. Zapisz.

    Jeśli je poznasz, będziesz wiedzieć, z czym masz do czynienia. Dzięki temu będziesz w stanie dobrać odpowiednie strategie i taktykę walki.

    Powiem Ci coś. Wygrasz tę wojnę.

  • Dzień bez tytoniu, a blog ma rok

    Data publikacji: 31/05/2010 Rem Ilość komentarzy: 4
    Dziś jest Światowy Dzień bez Tytoniu, a zarazem pierwsza rocznica Nowego Smaku Życia. Chciałoby się powiedzieć: co za dzień!

    Światowy Dzień Bez Tytoniu, ustanowiony przez WHO 23 lata temu, popularnie nazywany Dniem Bez Papierosa, w Polsce obchodzony jest od 19 lat. Niestety, w tym czasie nie pojawił się ktoś jednoczący całe środowisko antynikotynowe, ktoś charyzmatyczny i medialny, taki antynikotynowy Owsiak, który wymyśliłby Wielką Orkiestrą Bez Papierosa, jakiej po prostu nie dałoby się nie zauważyć.

    Pozostają nam mniej lub bardziej zauważalne festyny oraz lokalne imprezy – w dużej mierze organizowane przez Fundację „Promocja Zdrowia”. Poza tym jakieś oderwane, czasem wręcz marginalne wzmianki w prasie i mediach elektronicznych… I to w zasadzie wszystko.

    Oddajmy tu jednak sprawiedliwość Fundacji „Promocja Zdrowia”, która wraz z Centrum Onkologii – Instytut, zrobiła już bardzo wiele w zakresie uświadamiania społeczeństwa, czym jest palenie i jakie są jego skutki. Efekty wielu kampanii antynikotynowych są imponujące: szacuje się, że dzięki nim palenie rzuciło około 3 miliony Polaków!

    Mimo tych sukcesów, liczby są wciąż zatrważające: w Polsce pali około 8 milionów osób. Według danych WHO co roku umiera 5 milionów palaczy. Możecie spojrzeć na te dane również w taki sposób – wygląda to tak, jakby w ciągu najbliższego półtora roku miały umrzeć wszystkie palące osoby w Polsce. Wyobrażacie sobie taką sytuację, że za osiemnaście miesięcy w Polsce nie ma już ani jednego palacza, bo wszyscy umarli?

    Co 6,5 sekundy ktoś umiera na skutek palenia...

    Światowy Dzień bez Tytoniu czy podobne akcje nie rozwiążą same w sobie problemów z paleniem. Jako wieloletni nałogowy palacz doskonale wiem, jak ludzie palący reagują na takie Dni Bez Papierosa czy inne wymysły. A jednak mimo wszystko warto próbować. Warto robić cokolwiek, aby uzmysłowić sobie i osobom palącym, jak palącym problemem jest palenie. Wg WHO jest to czwarta w kolejności plaga ludzkości (po broni nuklearnej, głodzie i AIDS). Wiele razy już o tym wszystkim wspominałem – żadna inna substancja chemiczna nie zabija tylu ludzi, co nikotyna. Jeżeli nadal czytasz ten tekst, to pomyśl: w czasie od otwarcia Nowego Smaku Życia i zerknięcia na tytuł dzisiejszej notki, aż do teraz na skutek palenia zmarło 16 osób. 16 osób – nieźle policzone i napisane, prawda? Tylko, że to liczba. Jak każda inna.

    To może inaczej: Andrzej, Bartłomiej, Celina, Darek, Elżbieta, Filip, Grzegorz, Halina, Irena, Kamil, Ludwik, Magda, Norbert, Olaf, Patryk, Rafał. Szesnaście osób oznacza szesnaście dramatów, szesnaście zrozpaczonych rodzin, wiele wiele niepotrzebnego cierpienia.

    A jednak Nowy Smak Życia od początku nie miał zamiaru jakoś specjalnie straszyć, przerażać czy epatować opisywaniem (ze zdjęciami) skutków palenia. To doskonale robią setki stron w Internecie i książkach o paleniu. Nowy Smak Życia to miejsce gdzie promuje się… smak życia, celebrowanie chwili, pewną wewnętrzną witalność oraz poszukiwanie wewnętrznej wolności. Rzucenie palenia to tylko element. Jeden z początkowych etapów.

    Dziś mija rok od założenia strony… a ja wciąż przymierzam się do jej rozwoju ;) Dlatego też nie czuję jeszcze potrzeby dokonywania jakichś podsumowań i innych rocznicowych takich tam. Skupmy się na dniu dzisiejszym oraz na tym, co mamy do zrobienia. No właśnie, co w najbliższym czasie?

    Dokończymy strategie wspomagające rzucanie palenia. Później zaś pozostanie nam już tylko cieszyć się naszym nowym, właśnie odzyskanym smakiem życia :)

    Pozostańcie na linii.

  • Zerwij nici AKA

    Data publikacji: 26/05/2010 Rem Skomentuj
    W pewnej hawajskiej sztuce leczenia proces uzdrawiania polega na oczyszczaniu relacji ze światem (oraz z samym sobą) poprzez zrywanie złych więzów, jakie utworzyły nasze wcześniejsze myśli i działania. Więzy te, zwane nićmi czy też sznurami AKA, pętają nas, utrudniając, a czasem wręcz uniemożliwiając pozytywne zmiany czy jakikolwiek rozwój.

    W gruncie rzeczy jest to bardzo proste: jeżeli nie oczyścisz źródła – początku i podstaw – nie spodziewaj się spektakularnych efektów. To, kim jesteś (jesteś palaczem) i co robisz (palisz papierosy) z czegoś przecież wynika. Nie urodziłeś się palący. Twoje palenie to zazwyczaj efekt określonych myśli i działań, które spowodowały, że właśnie tak, a nie inaczej, zacząłeś reagować na stres, nudę czy też jakieś trudniejsze emocje.

    Już za chwilę na scenę wkroczy dopamina, głód mózgu, uzależnienie i takie tam, na razie jednak skupmy się na początku. Co spowodowało, że zacząłeś palić?

    Przeanalizuj to. Przemyśl dokładnie. I zaraz potem odpowiedz sobie na pytanie, czy coś z owych pierwotnych przyczyn nadal jest aktualne? Być może Twoje palenie nadal ma dla Ciebie głęboki sens. Z drugiej strony prawdopodobne jest też, że pierwsze, te pierwotne przyczyny palenia już dawno masz za sobą. Przypomnij sobie swoje pierwsze papierosy. Dlaczego po nie sięgnąłeś? Co spowodowało, że zapaliłaś? Czy to nadal jest dla Ciebie ważne? Czy nadal palenie spełnia jakieś Twoje potrzeby psychiczne, które skierowały Cię ku papierosom? Nadal czujesz, że papierosy przydają Ci powagi, zdecydowania, etykiety „swój człowiek”, „niezależna kobieta” itd?

    Sprawdź, co jeszcze łączy Cię z paleniem. To są Twoje nici AKA. Zlikwiduj je. Przerwij. Przerwij wszelkie połączenia, pierwotne więzy z papierosami. Nie walcz ze skutkami, raczej skup się na przyczynach. Dlaczego tak w ogóle palisz?

    Tutaj liczy się szczerość wobec siebie. Poszukiwanie odpowiedzi na temat przyczyn. Jeżeli nie zmuszono Cię do palenia, prawdopodobnie Ty sam postanowiłeś palić. Z jakichś określonych, konkretnych powodów. Znajdź je. Zidentyfikuj. Nazwij. Coś, czego nie nazwiesz, może wydawać się przerażające, nieokiełznane i nie do opanowania. Trudno z czymś takim w ogóle walczyć. Czasem jednak wystarczy zwykłe uświadomienie sobie podstawowych procesów, które spowodowały, że zacząłeś palić, aby nagle zrozumieć i ujrzeć drogę wyjścia.

    Być może jednak nadal tamte pierwotne przyczyny są Ci bliskie i ważne. Co wtedy? No cóż, musisz zdecydować.

    Wiedz jedno – dopóki nie przerwiesz nici AKA, niewiele zdziałasz. Nawet jeśli zdecydujesz się na rozwiązanie siłowe (wyrazy współczucia), nigdy nie uzyskasz gwarancji, że po wielu wyrzeczeniach i kilku trudnych, wymagających stalowej woli miesiącach niepalenia nie zapragniesz kiedyś powrócić.

    Dopóki z paleniem łączą Cię Twoje nici AKA, będzie Ci trudno. Jeżeli jednak uda Ci się je przerwać, jeżeli uda Ci się zneutralizować pierwotne przyczyny palenia – dalszy proces rzucania okaże się nie tylko znacznie łatwiejszy, ale – może przede wszystkim – stanie się dla Ciebie czymś oczywistym. Wtedy też tak naprawdę poczujesz się gotowy na rzucenie palenia.

    Zerwanie nici AKA to bardzo ważna, potężna strategia – chyba jedna z najważniejszych w procesie rzucania palenia. Być może to właśnie ona zdecyduje, czy wyjdziesz z tej wojny zwycięsko.

  • Pozytywnie sobie gdybnij

    Data publikacji: 21/05/2010 Rem Ilość komentarzy: 2
    Dzisiejsza technika to właściwie rozwinięcie poprzedniej: najpierw siebie wymyśliłeś, teraz nadeszła pora na gdybanie.

    Kiedy już zdefiniujesz siebie „docelowego”, masz pewien punkt odniesienia. Taki właśnie chcesz być. Taka właśnie za jakiś czas się staniesz. Znasz już podstawowe cechy swojej „super osobowości”, wyobrażasz sobie w jaki sposób „docelowy ja” myśli, jak się zachowuje i postępuje. Być może w myślach odgrywałeś nawet scenki z udziałem samego siebie. Co tu dużo gadać: znasz „nowego siebie” tak samo dobrze, jak tego starego…

    Czas na działanie: zanim rzeczywiście staniesz się kimś, kogo sobie wymyśliłeś, naucz się „włączać” swoją nową osobowość przynajmniej na chwilę. Kiedy znajdujesz się w sytuacji, która w jakiś sposób Cię przytłacza albo niesie zagrożenie upadku jakichś planów czy zamierzeń, spróbuj przypomnieć sobie, kim chciałeś być (przecież chciałeś być człowiekiem niepalącym, pewnym siebie, spokojnym i opanowanym, nie pamiętasz?). Zadaj sobie pytanie z serii „Co by było gdyby” – „Jakbym się zachował w takiej jak ta sytuacji, GDYBYM JUŻ BYŁ niepalącym człowiekiem sukcesu?”

    Nie zastanawiaj się nad tym zbytnio. Jak najczęściej „włączaj nowego siebie”. Zabaw się w aktora – odgrywaj swoją wymarzoną rolę. Ale uważaj – odgrywasz ją dla siebie. Nie dla innych. To nie jest pokaz. Robisz to dla siebie. Nie ma nic smutniejszego niż efekt „nakręconego akwizytora”, z którego wprost bije sztuczny entuzjazm wyuczony na kilku szkoleniach.

    Na tej scenie Ty sam ustanawiasz rolę, ale również Ty sam jesteś swoim widzem. Tylko Ty.

    Naucz się gdybać. Niech stanie się to czymś oczywistym, niemal odruchowym. I zawsze gdybaj pozytywnie – po drugiej stronie słówka „gdyby” umieszczaj siebie „docelowego”, swojego idola albo kogoś, kto w danej sytuacji najbardziej by Ci imponował. Gdybaj, kiedy tylko sobie o tym przypomnisz. Kiedy musisz zrobić coś, czego nie lubisz, gdybnij sobie pozytywnie: „Jak bym się do tego zabrał, kiedy już byłbym (niepalącym) człowiekiem sukcesu?”

    Jak byś zareagował, co byś odpowiedział, co byś myślał w tej określonej sytuacji, w jakiej się znalazłeś, gdybyś był kimś, kogo podziwiasz?

    Inna wersja „pozytywnego gdybnięcia” – wyobraź sobie przez chwilę, jak zachowywałbyś się, gdybyś miał wszystko. Głupie, nie? No ale nie szkodzi, po prostu to sobie wyobraź. Poświęć na to dosłownie pięć sekund. Uczestniczysz w jakiejś sytuacji – jak byś się zachował i co byś myślał, gdybyś był posiadaczem wielkiej fortuny, potężnej firmy, założycielem dziesięciu fundacji ratującej setki tysięcy istnień?

    I jeszcze wersja specjalna, dedykowana dla tych, którzy gardzą dobrobytem i mamoną: wyobraź sobie, jak byś się zachowywał, gdybyś w danej sytuacji był turystą. Obcokrajowcem, kimś z innej planety. Dookoła Ciebie panuje ruch, krzątanina, Ty zaś obserwujesz wszystko z rosnącym rozbawieniem. Hej, jesteś przecież turystą – uczestniczysz we wszystkim, ale wiesz dobrze, że to tylko zabawa. Już za chwilę masz samolot (www.lotniczybilet.com ;-) ) więc zero stresu.

    Korki? Jakie korki?

    A teraz bonus: oprócz palenia, to może być doskonały sposób na rozładowanie napięcia w wielu innych sytuacjach. Wypróbuj to w korku. Nie zmieniaj nerwowo pasa ruchu. Odpręż się i wyobraź sobie, jak byś się czuł, zachowywał i co byś myślał, gdybyś był milionerem albo turystą? Popatrz – dookoła Ciebie przeciskają się samochody, kierowcy są poddenerwowani – niektórzy trąbią, inni klną, Ty zaś – pełen luz. Odprężony i spokojny. To ty tu rządzisz. Być może milioner, gdyby znalazł się w takiej sytuacji – korek uliczny – patrzyłby na wszystko z lekkim niedowierzaniem, może nawet z zadziwieniem, ale na pewno nie gryzłby wściekle palców, nie kląłby i nie załamywał rąk (myślę oczywiście o milionerze z klasą – w końcu kto chciałby być milionerem-burakiem?). Podobnie turysta – mimo, że stałby w korku, cały czas byłby przeświadczony, że korek ten JEGO NIE DOTYCZY. Dlaczego? Bo tacy właśnie są turyści :)

    Dojeżdżasz do pracy autobusem? Nie szkodzi – może jako milioner postanowiłeś zobaczyć świat z bliska? Okazją do tego stała się drobna awaria w Twoim helikopterze, albo jakaś Zła Chmura chwilowo uziemiła Twój odrzutowiec. Więc jedziesz autobusem. Ale czad.

    Traktuj to wszystko z przymrużeniem oka. Właśnie to jest tu najważniejsze: pewien dystans do siebie i swoich spraw. Spróbuj się tym wszystkim po prostu przez chwilę zabawić. Potraktuj to jako ćwiczenie, pewien żart. Z czasem, kiedy pozytywne gdybnięcie wejdzie Ci w krew, ze zdumieniem stwierdzisz, że w wielu wypadkach zacząłeś naprawdę reagować inaczej – z mniejszym napięciem, z większa swobodą, dystansem i spokojem ducha.

    Kiedy więc stajesz przed trudną sytuacją, kiedy czujesz przytłoczenie sprawami, kiedy coś wymyka Ci się z rąk i nie zachowujesz się tak, jak byś chciał – nie martw się. Pozytywnie sobie gdybnij. I już.

    Co by było, gdybym musiał odpisać na Twój e-mail, który zaraz do mnie wyślesz? Nie mam pojęcia :-) Ale od razu zastrzegam, że odpowiadam tylko na miłe listy ;-) Czy stosujesz na co dzień którąś z odmian „pozytywnego gdybnięcia?

  • Wymyśl siebie

    Data publikacji: 19/05/2010 Rem Skomentuj
    Tak naprawdę jestem człowiekiem sukcesu. Działam skutecznie. Moje interesy idą ostatnio nadzwyczaj dobrze, ja zaś mogę zajmować się tym, co lubię – prowadzę znakomitego bloga, który odmienia tysiące ludzi. Mam wielu fanów i ludzie uwielbiają mnie.

    Prawie się rozpłakałem, kiedy to pisałem. No, może nie z rozpaczy, czy żalu, że rzeczywistość jest bardziej prozaiczna, ale raczej z rozrzewnienia: ale by było! Jeździłbym sobie swoim złotym mercedesem i łaskawie pomagał światu… Ech, co za życie.

    Jeżeli do czegoś dążysz – na przykład chcesz rzucić palenie – poradzę Ci coś: wymyśl samego siebie – stwórz w umyśle obraz osoby, jaką chciałbyś być.

    Zdefiniuj siebie: wyobraź sobie rezultat końcowy. Oto jesteś już po wielu miesiącach pracy nad sobą, rozwoju, realizacji własnych celów i zamierzeń – jaką osobą się stałeś? Popuść wodze wyobraźni: jak się zachowujesz? jak myślisz? czy jesteś osobą zdecydowaną, skoncentrowaną, czy swoim zachowaniem inspirujesz innych, zadziwiasz znajomych i rodzinę?

    W technice tej stwarzasz w wyobraźni swoją nową osobowość. Robisz to z rozmysłem – nie od razu, nie jednego wieczora, ale pracujesz nad tą swoją wyobrażoną osobowością tak długo, jak to wyda Ci się konieczne. To może trwać wiele dni, tygodni, czy miesięcy – im dłużej tym lepiej. Dodajesz szczegóły, wyobrażasz sobie zachowanie tego „docelowego siebie” w konkretnych sytuacjach. Może w myślach odgrywasz pewne scenki ze sobą – tym „nowym” – w roli głównej? Chodzi o to, by Twoja wyobrażona osobowość stała się dla Ciebie czymś tak oczywistym, tak doskonale znanym, jakby była to rzeczywista osoba z krwi i kości. Taki Twój najbliższy kumpel.

    Przy tworzeniu w umyśle wyraźnego obrazu pożądanej osobowości można „pożyczyć” sobie osobowość kogoś, kto nam imponuje. Wzorujesz się na znanym aktorze, sportowcu, może pisarzu albo biznesmenie. Kimś, kogo cechy wprawiają Cię w zadziwienie i niemal zachwyt. Nieistotne jest tu, jaka ta osoba jest naprawdę, ale to, jak my ją postrzegamy: chodzi o te cechy, które przypisujemy naszemu idolowi, a nie te, które rzeczywiście on posiada.

    Nie radzę jednak skupiać się na tych cechach, których zwyczajnie nie posiadasz. Chodzi o to, żebyś mógł uwierzyć w to, co mógłbyś osiągnąć. Co z tego, że chciałbyś być koszykarzem jak Gortat, jeśli masz metr sześćdziesiąt i dwie lewe ręce? Najtrudniej uwierzyć w cechy namacalne: budowa ciała, wygląd, predyspozycje fizyczne. Co ciekawe, w dziedzinie predyspozycji psychicznych już takich wyraźnych ograniczeń zazwyczaj nie czujemy. Możesz zdawać sobie sprawę, że nie uda Ci się dołączyć do Orlando Magic, ale prawie na pewno uważasz, że potrafisz być jak Gortat: wytrwały, konsekwentny i… sympatyczny. Oczywiście, gdybyś tylko chciał.

    Oczywiście jeśli Twoim zamierzeniem jest rzucić palenie – wymyślasz siebie niepalącego. Napawasz się własnym wyobrażonym zwycięstwem nad papierosami. Wyobrażasz sobie siebie w tych wszystkich sytuacjach, kiedy odmawiasz, kiedy nie zapalasz i czujesz z tego powodu ogromną satysfakcję.

    Pamiętaj jednak, że to tylko etap. Pewna technika. Ćwiczenie, które wywołuje w Twoim umyśle pozytywny obraz Twojego niepalenia. Nie niepalenia w ogóle. Twojego. Osobistego. Tylko tak w Twoim mózgu mogą wyryć się nowe ścieżki, związane z satysfakcją z niepalenia. Tylko wtedy, kiedy będzie to wywoływało w Tobie osobiste, pozytywne emocje, strategia „wymyślania siebie” przyniesie Ci rzeczywiste korzyści.

    Samo się jednak nie zrobi. Nie zapominaj o tym. Samo „wymyślanie siebie” nie spowoduje, że papierosy znikną. Możesz przygotować się mentalnie na niepalenie. Spowodować, że wizja siebie niepalącego stanie się atrakcyjna, plastyczna i niemal namacalna. Jeśli jednak na tym poprzestaniesz… nic się nie wydarzy. Nie wpadaj w świat nigdy nie kończących się marzeń, wiecznego snucia wizji. Pamiętaj: nie stwarzasz mentalnego siebie, by żyć złudzeniami, ale aby ułatwić sobie działanie. Działanie.

    O tym jednak będziemy mówić w następnych strategiach.

    Zgadzasz się z tym? Uważasz, że to bzdury? A może w Twoim przypadku podobna taktyka okazała się również skuteczna? Napisz: rem@nowysmakzycia.pl

  • Wojna o duszę, czyli mit niezależności

    Data publikacji: 11/05/2010 Rem Ilość komentarzy: 6
    Był naprawdę mocnym facetem. Nosił skórzane spodnie, ciężki pas i szeroki kapelusz. Niedbale przytroczone do siodła lasso podkreślało jego osobowość. Z jego oczu biła przenikliwość, spokój i pewność. Co tu dużo gadać: to był twardy gość.

    Być może taki właśnie chciałeś być i dlatego sięgnąłeś po papierosy. A ty być może chciałaś pokazać swoją niezależność – zupełnie jak tamta aktorka, dziennikarka, pisarka. Słaba płeć? Akurat. Pokazałaś im.

    Kiedyś było z tym dużo trudniej, zatem ciesz się. Połowę roboty wykonały za Ciebie media, ludzie ze świecznika, gwiazdy ekranu, a może przede wszystkim różnego rodzaju kampanie społeczne i ruchy na rzecz uwolnienia świata od papierosów. Ten wieloletni wysiłek setek ludzi przyniósł wiele regulacji prawnych coraz bardziej ograniczających swobodę palenia – co oczywiście spotykało się ze zrozumiałą negatywną reakcją palaczy – ale tak naprawdę najważniejszym, milion razy ważniejszym od zakazów osiągnięciem było skruszenie posągu.

    Nagle okazało się, że palenie papierosów to już nie to co dawniej. Moda na zdrowie, witalność, aktywne spędzanie wolnego czasu objęła również nikotynowy nałóg – niejako wykluczając go poza nawias. I to mimo prób tworzenia obrazu „aktywnego palacza”, spływającego pontonem po spienionej rzece. Palenie jest w odwrocie. I jeśli nawet miałoby to trwać jeszcze wiele lat – jest to trend trwały. Jak ktoś powiedział, jeśli tak dalej pójdzie, to w amerykańskich filmach palić będą już tylko łobuzy, bliskowschodni terroryści, mafiozi i Rosjanie.

    Dziś jest już łatwiej komuś, kto rzuca palenie. Taka osoba nie spotyka się już z niedowierzaniem środowiska. Dookoła ma coraz więcej sojuszników – choćby ludzi z pierwszych stron gazet, którzy rzucili, którzy nie palą, a nadal są twardzielami. Powoli – bardzo powoli – przedostaje się do świadomości nieco inny obraz niepalącego: to już nie musi być mięczak, któremu mama nie pozwoliła, ale ktoś, kto nie pali świadomie – i tym właśnie okazuje własną niezależność czy siłę charakteru. Rzucanie palenia wreszcie przestało być czymś wstydliwym, niosącym podejrzenie, że rzucający ma jakieś kłopoty zdrowotne.

    Z drugiej strony wciąż jeszcze daleko do powszechnego uznania palenia za obciach. I chociaż sami palacze – nieco zmęczeni medialną nagonką – wydają się w tej wojnie coraz bardziej zyskiwać rolę ofiar (ja z pewnością z każdym rokiem coraz bardziej tak się czułem), daleko jeszcze do odtrąbienia sukcesu. Wciąż jeszcze trwa walka o duszę.

    Uwodzicielski kowboj to mit?

    Koncerny tytoniowe wiedzą dobrze – zakaz palenia tu, czy tam, to pestka. Nic wielkiego. Prawdziwym zagrożeniem jest zburzenie obrazu palacza, jako osoby niezależnej, która nie przejmuje się tym, co mówią inni („nie pal”), ale sama wie, czego chce i robi swoje (oczywiście pali). Wprowadzanie kolejnych ograniczeń palenia nie wywołuje jakiejś szczególnej reakcji przemysłu tytoniowego – osoba paląca bowiem – kiedy już wyjdzie z lokalu dla niepalących – z pewnością nadrobi stracony czas.

    Co jest pierwszą rzeczą, jaką robisz po wyjściu z kina, z autobusu, z sali wykładowej? Tak, tak, to te błogosławione chwile, kiedy po dłuższej przerwie wreszcie zapalisz! Uwielbiałem te chwile.

    Kiedy Norwegia zdecydowała się wprowadzić całkowity zakaz reklamy papierosów – łącznie z zakazem wykładania paczek w widocznych miejscach – Philip Morris zareagował błyskawicznie, nie wykluczając drogi sądowej. A to jeszcze nie wszystko. Analitykom z koncernów tytoniowych sen z powiek spędzają pomysły, aby paczka papierosów była klinicznie biała, bez oznaczenia marki.

    Sprowadzenie palenia do poziomu przykrego i uciążliwego uzależnienia fizjologicznego – a zatem czegoś wstydliwego – odarcie go z mitów „niezależności”, „osobowości”, „świadomego wyboru” – to jest właśnie śmiertelne niebezpieczeństwo dla przemysłu tytoniowego.

    Wojna o duszę trwa. Przez moment wydawało się, że niepalący zyskali wielkiego sojusznika w rozhisteryzowanym na punkcie zdrowia Hollywood, jednak kino – mimo wielkich zmian na tym polu, niejako na przekór wypowiedzi, jaką wcześniej przytaczałem – wciąż jeszcze nie potrafi rozstać się z przeświadczeniem, że palenie jest sexy.

    David Millar – odtwórca roli słynnego kowboja Marlboro – zmarł na rozedmę płuc, jego następcy: Wayne McLaren i David McLean na raka płuc. Humphrey Bogart miał raka krtani.

    Wobec tych i wielu innych podobnych faktów wydawałoby się, że decyzja o rzuceniu palenia to już tylko formalność i kwestia czasu. Uważajmy jednak – bo to nie takie proste. Mimo upływu lat, mimo nadkruszenia posągu – on wciąż w nas tkwi. Wciąż mamy w sobie obraz seksownego kowboja, czy eleganckiego twardziela w płaszczu. Wciąż jeszcze zadymiona atmosfera kawiarenek wywołuje w nas poczucie, że rodzą się tam wielkie dzieła, tworzą nowe prądy w literaturze i sztuce, czy nowe idee społeczne. Ciągle jeszcze papierosy mają mocną pozycję w kulturze powszechnej, ciągle kojarzą się – palaczom – z osobowością niebanalną, silną, pociągającą. Ciągle jeszcze trwa mit niezależności.

    Dzisiejszy tekst nieco wyłamuje się z naszego cyklu opisującego skuteczne strategie rzucania palenia. Już w najbliższych dniach okaże się jednak, że jest tu całkowicie na miejscu.

  • Ustaw sobie właściwy cel

    Data publikacji: 8/05/2010 Rem Ilość komentarzy: 2
    Być może pragniesz rzucić palenie. Wiesz, jak ważne jest wyznaczanie celów. Co robisz? Bierzesz jakiś notatnik i zapisujesz swoje wielkie zamierzenie: za trzy tygodnie odstawiam papierosy. Dobrze? Świetnie. Ale nie rób tego. Nie wyznaczaj sobie takiego celu.

    Podstawowy problem przy tak sformułowanym celu rodzi się wtedy… kiedy uda Ci się go zrealizować. To nie żart – poznałem to na własnej skórze.

    To było wspaniałe czerwcowe popołudnie: ciepłe promienie słońca osiadły na drewnianym tarasie, lekki szmer drzew działał kojąco, wokół słychać było subtelny śpiew ptaków, ja zaś kilka chwil wcześniej zrozumiałem, że naprawdę udało mi się rzucić palenie. Siedziałem zasłuchany w świat i zafascynowany swoim odkryciem. Co tu dużo gadać: wygrałem tę bitwę!

    Nie wiedziałem jeszcze wtedy, że to może sprowadzić na mnie jakieś kłopoty.

    Być może znasz to uczucie: właśnie zakończyłeś wyczerpujący projekt, przed chwilą zdałaś ważny egzamin, od kilku godzin masz wymarzone wakacje. Wszystko wydaje się w jak najlepszym porządku i nagle… wpadasz w pustkę. Cele zostały osiągnięte, zabawki posprzątane – ale co dalej?

    W rzucanie palenia włożyłem tyle energii, zaangażowania emocjonalnego i pasji, że kiedy uświadomiłem sobie, że to już koniec walki – poczułem się, jakby zeszło ze mnie powietrze. Nagle straciłem podstawy – to, co mnie napędzało przez ostatnie pół roku. Do tego stopnia skupiłem się na wojnie z nałogiem, że wszystkie inne cele i zamierzenia zostały zepchnięte w kąt. Została pustka. Poczucie jakiegoś bezsensu. Po co to wszystko? Dlaczego w ogóle rzucałem?

    Cele to nie pionki na planszy „Chińczyka”. Nie da się ich ot tak odłożyć, a potem ustawić z powrotem, jak gdyby nic.

    Albo inaczej, właśnie tak, jak w „Chińczyku”: kiedy pionek wypada z planszy, aby powrócił, musisz najpierw wyrzucić szóstkę. Jeśli Ci się poszczęści, uda się to już za pierwszym czy drugim razem. Teoretycznie możesz też rzucać przez najbliższe dwa tygodnie. Kłopot w tym, że nigdy nie wiesz, ile czasu i wysiłku musisz włożyć, aby wprowadzić pionek z powrotem do gry.

    Najlepszą strategią byłoby zadbanie o to, aby w czasie gry nie stracić z oczu innych pionków. Realizując cel, jakim jest rzucenie palenia, nie można tracić z oczu innych pragnień i zamierzeń. Łatwo powiedzieć – a przecież rzucanie palenia to dość wymagające wyzwanie i bardzo często o jego skuteczności decyduje… absolutne poświęcenie wszystkiego innego. Przynajmniej dopóki trwa wojna. Musisz być skupiony, skoncentrowany przede wszystkim na tym jednym zadaniu. Pamiętaj, że kiedy masz zbyt wiele do zrobienia, prawdopodobnie nie zrobisz zbyt wiele…

    Drugi negatywny aspekt wyznaczenia sobie za cel „rzucenie palenia” ujawnia się jeszcze szybciej – już na początku drogi. Jako doświadczony „rzucający” poznałem to uczucie milion razy – kiedy tylko powiedziałem sakramentalne „koniec z papierosami” obok umiarkowanego entuzjazmu wywoływało to pewien niepokój, stres i ostatecznie paraliż. Na samą myśl, że z mojego życia zniknęłyby papierosy, robiło mi się niedobrze.

    Jeżeli chcesz postawić sobie cel, który już na początku Cię przeraża, wywołuje szereg negatywnych odczuć i przytłacza – gratuluję odwagi. Może jednak warto to jeszcze przemyśleć?

    Oto cała tajemnica: Twoje cele powinny być dla Ciebie ekscytujące, inspirujące i naprawdę pożądane.

    Czy naprawdę rzucenie palenia to Twoje największe marzenie życiowe? A może warto nieco przemeblować hierarchię? Zastanówmy się – czemu może służyć niepalenie? Poza zdrowiem, bo nie szukamy tu łatwych odpowiedzi.

    Spróbuj pomyśleć o rzucaniu palenia w nieco szerszym kontekście – podejmujesz je, aby poprawić sobie komfort życia. Chcesz mieć w sobie więcej energii i zaangażowania. Chcesz być kimś silnym, zdecydowanym, wolnym. Cokolwiek zapragniesz, będzie dobre, pod warunkiem, że rzucenie palenia stanie się naturalną częścią Twego zamierzenia – czegoś większego.

    Twój podstawowy cel powinien sięgać dalej.

    Zastanów się, co Cię inspiruje? Do czego warto dążyć? Co takiego sprawiłoby, że świat stałby się ekscytującym miejscem codziennych wyzwań i dążeń? Pragnij więcej.

    Szukasz inspiracji? Zapragnij zostać człowiekiem skutecznym. Postaw sobie taki cel. Od dziś dążysz do jego realizacji. Nie musisz od razu rzucać palenia. Zacznij od czegoś prostszego – bądź konsekwentny (niezbędny element skuteczności) w sprawach zwykłych, codziennych i dość łatwych. Rzucenie palenia niech stanie się jednym z kolejnych etapów – w pewnej chwili po prostu to zrobisz.

    Albo zapragnij poprawić sobie komfort życia, jak wcześniej wspomniałem. Niech to stanie się celem i drogą na najbliższe miesiące… co tam – lata! Smakuj życie, rozwijaj wewnętrzną radość z każdej chwili, a rzucanie palenia wpisz po prostu w grafik – jako jeden z etapów do urzeczywistnienia ostatecznego obrazu: życia pełnią życia, bez zniewolenia, z poczuciem głębokiej satysfakcji.

    Nie błądź po omacku. Musisz mieć jakiś cel. Potrzebujesz go, aby dawał Ci niezbędną energię do działania. Niech rzucenie palenia będzie jego częścią, jednym z etapów. Niech będzie ważne, niezbędne i konieczne – ale w ostatecznym rachunku to nie o ten cel niech Ci chodzi.

    Bądź skuteczny. Bądź wolny. Bądź pełen energii. Zostań nawet Supermanem (jeśli jesteś w stanie w to uwierzyć). Ważne jest tylko to, aby Twoje cele nie paraliżowały Cię, ale dawały Ci kopa.

    A poza tym takie szersze cele mają mnóstwo zalet: przede wszystkim – kiedy już skutecznie rzucisz palenie – nadal będziesz miał pełne ręce roboty. Nie grozi Ci pustka, stagnacja i zniechęcenie.

    Co o tym sądzisz? Masz jakieś doświadczenia z wyznaczaniem celów? O czymś zapomniałem? Napisz: rem@nowysmakzycia.pl

  • Czy potrzebujesz jakiejś strategii?

    Data publikacji: 5/05/2010 Rem 1 komentarz
    Smak ostatniego papierosa był niezapomniany. Wieczór wydawał się magiczny. W powietrzu czuło się moc i zdecydowanie – to już koniec z papierosami. Postanowione! Od jutra wszystko będzie inaczej. Dla takich chwil warto żyć.

    Aż do południa wszystko jakoś się układało. Najgorzej było po śniadaniu, ale przetrwałeś to – powstrzymałeś się od porannej kawy i na wszelki wypadek wróciłeś do łóżka. Telewizja odwróciła uwagę od braku papierosów i wydawało się, że ta sobota będzie Twoja.

    Niestety, po południu byliście umówieni z palącymi znajomymi, wieczorem miałeś grilla, w niedzielę musiałeś skończyć zaległy projekt. Twoje dzieci były nieznośne, żona miała pretensje, a na dodatek wpadła teściowa. I to wszystko akurat teraz, kiedy rzucasz palenie!

    Nie wiem dlaczego, ale jakoś zawsze, kiedy rzucałem palenie, zakładałem, że wszystko pójdzie świetnie. Nie przyjmowałem do wiadomości, że coś może pójść nie tak. Nie zastanawiałem się też nad konsekwencjami swojej decyzji – zarówno tymi krótkoterminowymi jak i długofalowymi. Nie miałem planu na najbliższy miesiąc czy choćby tydzień. Nie miałem Planu B, do zastosowania w chwilach kryzysowych. Prawdę mówiąc nie miałem żadnego planu.

    Brak planu to też jakaś strategia. Całość sprowadza się tu do trzech prostych, romantycznych kroków: nabierz głęboko powietrza, zamknij oczy, skocz.

    Co ciekawe, większość ludzi właśnie tak zazwyczaj postępuje w niemal każdej namacalnej dziedzinie życia. Planowanie rzucania palenia? Też coś.

    Mogłeś jednak pewne rzeczy przewidzieć. Mogłeś wybrać jakiś inny dzień, przełożyć spotkanie albo zaplanować coś, co pomogłoby wytrwać w niepaleniu – zwłaszcza w tych pierwszych godzinach i dniach – zamiast narażać się na sytuacje, które znacznie osłabiają Twoją decyzję.

    Przyznaję się: ja też nie planowałem. Nawet moja ostatnia – tym razem udana – próba rzucenia palenia w dużej mierze opierała się na zasadzie JTB – Jakoś To Będzie (swoją drogą fajna nazwa na markę papierosów: „co palisz? jot-te-besy”). Wprawdzie byłem już wtedy dość doświadczonym „rzucającym”, z wieloletnią praktyką i w ogóle, a jednak nawet wtedy podążałem trochę po omacku. Ty możesz oszczędzić sobie takiego błądzenia.

    Przedstawię kilka naprawdę przydatnych, porządnych i przemyślanych strategii. Większość z nich nieświadomie, intuicyjnie zastosowałem. Dziś znam już ich wytłumaczenie – podłoże psychologiczne czy fizjologiczne – ale wtedy, w tamtych niezwykłych dniach rzucania palenia, liczyło się tylko to, że pewne rzeczy działały. Mniejsza o teorię, ważne, że pomaga.

    Strategie, o których mowa, można podzielić na dwie grupy: strategie wyjścia oraz strategie przetrwania. Te pierwsze dotyczą okresu PRZED, drugie zaś PO „dniu zero”, czyli odstawieniu papierosów. Pierwsze pomogą wyjść, drugie – przetrwać. Proste.

    Zaczynamy rzecz jasna od strategii wyjścia. W pierwszej kolejności chcę pomówić o celach. Generalna uwaga jest taka: zakładam, że wiesz, czego chcesz. Nie mam zamiaru nikogo tutaj motywować, namawiać, przekonywać – nic z tych rzeczy. Ograniczę się do przedstawienia pewnych idei i pomysłów, które możesz zastosować lub nie. Jak z papierosami: wybór należy do Ciebie.

    Chciałbym jednak czegoś w zamian. Potrzebuję Twojego głosu. Odpowiedzi. Na końcu każdego z tekstów układających się w swoisty internetowy poradnik rzucania palenia będę podawał swój adres e-mail: czekam na Twoje opinie, uwagi, spostrzeżenia. Może masz jakieś inne „patenty”? Jakieś swoje własne sposoby? Czekam na Twój e-mail – również z pytaniami, jeżeli coś wymaga doprecyzowania. Jeśli wolisz komentarze pod tekstami – nie ma problemu. Wiedz jedno: razem możemy zrobić coś naprawdę pożytecznego. Im więcej opinii, tym szerszy obraz.

    Już za dwa, trzy dni zaczynamy! Możesz nie wierzyć, że Ci się uda. Nie martw się, niczego nie stracisz. W najgorszym wypadku po prostu przekonasz się na własne oczy, jak łatwo przyjemnie rzucało mi się palenie.

  • Jak rzucić palenie (albo cokolwiek innego).

    Data publikacji: 30/04/2010 Rem Skomentuj

    Wstęp.
    Podziękowania.
    Przedmowa i Posłowie.
    Oklaski.

    Zanim omówimy najlepsze, najefektywniejsze i najbardziej skuteczne metody rzucania palenia, muszę coś wyjaśnić: nie spodziewaj się, że będzie łatwo. Strategie, jakie zaprezentuję, nie wymagają jakiejś szczególnie silnej woli (zwykła powinna w zupełności wystarczyć – ja na przykład mam słabą) i są bezbolesne, a jednak nie obędzie się bez wysiłku. Ujmę to tak: jeśli spodziewasz się magicznej formułki, którą wystarczy powtarzać rano i wieczorem – i jakoś samo się zrobi – to znaczy, że żyjesz złudzeniami. Nie ma czegoś takiego. Nie uda się rzucić palenia (albo czegokolwiek innego) samymi afirmacjami, śpiewnymi mantrami i zaklęciami. No chyba, że przypadkowo studiowałeś na Hogwarcie.

    Andrzej Dudziński to doświadczony, wieloletni fotoedytor w niewielkim wydawnictwie prasowym. W Photoshopie jest naprawdę dobry. Jeszcze lepszy i jeszcze bardziej doświadczony jest w paleniu papierosów. Od dwóch lat zamierza rzucić palenie, ale niestety nie studiował na Hogwarcie. Ma umysł praktyczny, a przynajmniej tak mu się wydaje. Spójrzmy na niego – Dudek właśnie przeżywa wielkie rozczarowanie. Kolejny poradnik poświęcony odnoszeniu sukcesów w każdej dziedzinie okazał się nieskuteczny. Podobnie jak dwa poprzednie.

    Co za stek bzdur. Najważniejsza jest pasja… PASJA! Też coś.

    Dudek jest zdenerwowany i odrobinę zniechęcony. Zaczyna podejrzewać, że wcześniej wynajdą pigułkę dla palaczy, niż uda mu się skutecznie rzucić. Na wszelki wypadek odłożył parę złotych na e-papierosa – może to jest jakieś wyjście?

    Zastanówmy się. Co Dudek robi nie tak? Dlaczego mu nie wychodzi? Dlaczego, mimo regału pęczniejącego od poradników, Dudek wciąż tkwi w tym samym miejscu: gdzieś tak na początku drogi?

    Dudek tak naprawdę nic nie robi.

    Owszem: sporo czyta. Rozważa. Przygotowuje się. Planuje działanie, ale kiedy zbliża się termin, nagle odkrywa, że chyba jeszcze nie wie wszystkiego. A przecież właśnie ukazała się książka, która traktuje właśnie o tym ważnym, ale nie zauważonym wcześniej aspekcie! Dudziński pędzi do księgarni. Sukces – pozycja jest i to w dodatku na liście bestsellerów!

    Dudek znowu jest szczęśliwy. Początek książki jest świetny – czyta się lekko i wprost czuje, że już zaraz, za chwilę, najdalej za cztery, pięć stron na Dudka spłynie objawienie. Objawienie, które  sprawi, że rzucenie palenia będzie drobnostką.

    Ale to tylko jeden problem – i wierz mi, to zaledwie czubek góry lodowej. Weźmy inny – znacznie poważniejszy. Dudek nie wierzy w to, co czyta. Albo inaczej: niby wierzy, niby potakuje z aprobatą głową, ale w gruncie rzeczy uważa, że autor poradnika odrobinę przesadza. Odrobinę. Na przykład wtedy, kiedy pisze o motywacji, rozwijaniu w sobie palącego pragnienia, zaangażowaniu emocjonalnym i innych takich.

    Czy nie da się rzucić palenia bez całej tej emocjonalnej otoczki? Bez tego infantylnego gadania o entuzjazmie i pasji? Znam Dudzińskiego i wiem, że wolałby otrzymać po prostu jakiś określony, konkretny zestaw ćwiczeń, dających się wpisać w codzienny grafik. Może po porannym joggingu?

    Powiem Ci coś: rzucanie palenia (albo czegokolwiek innego) to nie bułka z masłem. Ja też myślałem, że to kolejne ćwiczenie dla zuchwałych. Wykonujesz je, otrzepujesz się i wracasz do codzienności.

    Do niczego nie wracasz. Musisz zrozumieć, że kiedy rzucasz palenie, zmieniasz cały swój świat. Nie wierzysz mi? W porządku, tylko nie mów mi potem, że nie ostrzegałem. Nic nie będzie już takie same. Czasem będzie prościej, ale pamiętaj, że wiele spraw się skomplikuje.  Nie będzie już prostych rozwiązań. Przecież nie wyjmiesz papierosa, nie zaciągniesz się i powoli wypuszczając dym (Boże, jakie to pyszne…) nie stwierdzisz, że oto udało ci się rzucić – co oczywiście warto uczcić małym dymkiem (obowiązkowo podpierasz się wówczas błyskotliwymi cytatami z Jarmuscha).

    Bądźmy poważni – rzucając palenie pozbywasz się ważnego w Twoim życiu wspomagacza. Pocieszyciela. Kumpla, który zawsze chętnie pomoże.

    Kiedy rzucisz palenie, będą chwile, kiedy będzie trzeba jakoś inaczej rozwiązać swoje problemy. I nie będą to problemy związane z papierosami. Myślisz, że kiedy rzucisz, wszystkie inne kłopoty automatycznie znikną i w dodatku nigdy już nie pojawią się nowe? Może się zdziwisz, ale ja właśnie tak myślałem. Niewiarygodne, prawda?

    O konsekwencjach rzucania palenia (albo czegokolwiek innego) jeszcze będzie. Teraz chwila o metodologii.

    Zamiast o metodach i receptach, wolę mówić o strategiach. Metoda kojarzy mi się z czymś raz na zawsze ustalonym, podanym jako konkretna recepta. Działa albo nie, ale nie podlega dyskusji. W przypadku jednych okazuje się skuteczna, ale do innych kompletnie nie przemawia. Coś jak rzucanie grochem o ścianę.

    Prawda Cię wyzwoli: w tym biznesie nie ma jednoznacznych odpowiedzi. Nie oczekuj dokładnych przepisów. Zresztą składniki już znasz. Masz niezbędną wiedzę. Być może bardziej potrzebujesz po prostu pewnego wsparcia. A może potwierdzenia, że Twoja strategia jest słuszna?

    Strategie, o których będę pisał, to rzeczy sprawdzone, przetestowane i opatrzone etykietką: „Zadziałało”. Zazwyczaj zresztą są to sprawy powszechnie znane – a przy okazji wiele razy wałkowane na Nowym Smaku Życia – a jednak stanę na głowie po to, aby to co znane, stało się dla Ciebie odkryciem. Być może mi się nie uda. Być może się uda. Wybieraj.

    Czas na podziękowania: dziękuję. Te osoby, które wiedzą komu to mówię, wiedzą też dlaczego. I póki co, pozostańmy przy tym.

    Zauważ, że w całym tym przydługim wstępie ani razu nie wspomniałem, czy to wszystko ma w ogóle sens. Autorzy poradników często zaczynają od spostrzeżenia, że na rynku jest już mnóstwo poradników na ten sam temat, zatem rodzi się pytanie, po co u licha tworzyć kolejny. Pytanie to zazwyczaj zadawane jest dość dramatycznie i kiedy już zaczynasz obawiać się, że może rzeczywiście coś w tym jest, autor robi efektowny zwrot i mówi Ci, że tym razem będzie inaczej. Sugeruje, że właśnie dzięki temu, że on wie, że zna, że przeanalizował te wszystkie inne poradniki, z pewnością odkrył w nich jakąś lukę. Otrzymasz zatem pozycję pozbawioną wad poprzedników. Ten poradnik będzie inny. Oczywiście.

    Chcesz mojego uzasadnienia?

    Powiem krótko: nie dbam o to. Nie obchodzi mnie to. Piszę, bo lubię. Nie palę, bo lubię. Wystarczy?