Poczuj wolność wyboru. Poczuj smak życia!
ikona RSS ikona email Ikona domowa
  • Koło ratunkowe

    Data publikacji: 23/06/2010 Rem Ilość komentarzy: 4
    Wypływasz na szerokie wody niepalenia. Już wkrótce będziesz się tutaj czuć jak ryba w wodzie, teraz jednak gryzą Cię obawy: jak będzie? czy uda mi się? a jeśli głód będzie nie do zniesienia? Boisz się, że może zabraknąć Ci sił i utoniesz? To normalne. Pamiętaj jednak, że w tę podróż zawsze możesz zabrać koło ratunkowe.

    Głód nikotynowy – straszna rzecz. Spędza sen z powiek palącym i skutecznie odstrasza od podjęcia tego i tak trudnego kroku: rzucenia palenia.

    Czy głód nikotynowy rzeczywiście jest taki straszny? Allen Carr twierdził, że jest podobny do zwykłego głodu i łatwo można go przezwyciężyć. Może i tak – ale powiedzcie to spanikowanemu palaczowi. Dla mnie zawsze to był wielki, przerażający problem. Oczywiście nie poddawałem się i nadal próbowałem rzucić, jednak myśl o czekających mnie potwornych katuszach nigdy nie dawała mi spokoju.

    Strasznie bałem się tego głodu.

    Spróbowałem cukierków nikotynowych. Były okropne. Podobnie gumy. W plasterki nie wierzyłem, chociaż ostatecznie spróbowałem ich. Przez pierwszy tydzień trochę oszukiwałem: kiedy bardzo chciało mi się palić, odklejałem plasterek – żeby nie przesadzić z nikotyną – i brałem papierosa. Powiem jedno: było to strasznie męczące. Cały dzień walczyłem z myślami i starałem się przetrwać kilka następnych godzin – aż do chwili, kiedy w nagrodę za niepalenie… mógłbym sobie zapalić. Obłęd – coś takiego potrafi wymyślić chyba tylko uzależniony umysł palacza.

    Uparłem się jednak (nieuchronność, no i moje wielkie pragnienie bycia niepalącym). Następny tydzień nie zapaliłem ani jednego. Plasterki przyklejałem każdego ranka i wydawało mi się, że pomagają. W piątek czułem, że jestem bliski czegoś, co już za chwilę, lada moment – nie zapeszyć, nie zapeszyć – uczyni mnie niepalącym. Czułem, że to będzie przełom, przebłysk, olśnienie, eksplozja wolności.

    Zapeszyłem. W sobotę kupiłem sobie paczkę papierosów i od razu wypaliłem połowę.

    W niedzielę czułem się okropnie. Ze zdumieniem stwierdziłem, że poprzedniego tygodnia jakby nie było. Zupełnie jakby się nie wydarzył. Tak, jakbym cały czas palił, bez żadnej przerwy. Cały mój tygodniowy wysiłek poszedł na marne, a ja byłem w punkcie wyjścia.

    Uparłem się jednak (nieuchronność – teraz już nie poddam się, nigdy w życiu, choćbym miał do końca życia codziennie przyklejać te plasterki, żuć gumę czy cokolwiek innego – nie poddam się. NIE PODDAM SIĘ). Cały następny tydzień nie wziąłem papierosa do ust.

    Jak się okazało, był to mój ostatni tydzień niepewności (czy mi się uda?) i jednocześnie ostatni tydzień „walki z głodem”. Zmieniłem taktykę – teraz byłem nakręcony, naładowany i pełen wzrastającej wiary (z każdym dniem wierzyłem coraz bardziej, że mi się uda). Po siedmiu dniach odstawiłem plasterki i ze zdumieniem zauważyłem, że… nie zauważyłem żadnego głodu. Nie było go tam!

    Większość tych, którzy chcą rzucić zadaje sobie to samo pytanie: jak przetrwać GŁÓD?

    Po pierwsze – warto oddzielić realny głód nikotynowy od tego wyobrażonego. Strach ma wielkie oczy – mówimy. I to jest prawda – im bardziej będziemy skupiali się na negatywnych wyobrażeniach, nastawiali na najgorsze, wręcz oczekiwali najgorszego, które już za chwilę, dosłownie za moment nam się przytrafi, tym trudniej nam będzie.

    Tak jest dosłownie ze wszystkim. Prawdopodobnie znane jest Ci następujące doświadczenie: przed Tobą jakaś nieprzyjemna robota, wykręcasz się jak możesz, czas dłuży Ci się, no po prostu spotkało Cię wielkie nieszczęście, załamanie i kompletna tragedia. A kiedy indziej: robisz coś, co wydaje Ci się interesujące. Nie zauważasz w ogóle upływającego czasu, Twoje myśli pochłonięte są tym, co robisz. Jest dobrze, jest świetnie i masz poczucie, że wszystko jest tak, jak potrzeba.

    Skąd te różnice? Z nastawienia. Z Twoich przekonań na temat tego, co jest ciekawe, a co nudne. Z Twojej wyobraźni.

    Tak samo jest z głodem nikotynowym. To tylko nasze wyobrażenia.

    Problem w tym, że nasze wyobrażenia najczęściej wydają nam się bardzo, ale to bardzo realne. I takie są – do licha, nie oszukujmy się. Jeżeli masz w sobie lęk, to on tam jest – istnieje bardziej niż cokolwiek innego.

    Z drugiej strony – skoro to tylko wyobraźnia, może da się coś z tym zrobić? Na przykład zmniejszyć swoje obawy, składając sobie obietnicę, że w razie czego – w czarnej godzinie – sięgniesz po jakieś środki zawierające nikotynę. To może być Twoje koło ratunkowe.

    Allen Carr – do którego już drugi raz się dziś odwołam – był przeciwnikiem nikotynowej terapii zastępczej. Postulował natychmiastowe zerwanie wszelkich związków z nikotyną. Ja mówię inaczej – musisz zrobić ABSOLUTNIE WSZYSTKO CO MOŻLIWE, aby nie sięgnąć po papierosa. Wszystkie chwyty są dozwolone – oczywiście w ramach pewnych norm społecznych i w granicach prawa.

    Nie każdy może ot tak odstawić środek uzależniający. Nie jesteśmy tacy sami. U jednych mózg nieźle sobie radzi z przestawieniem produkcji dopaminy – u innych nieco gorzej. Podobnie jak u dentysty: jedni są bardziej, a inni mniej wrażliwi na ból. To nie tyle kwestia bohaterstwa, co po prostu budowy układu nerwowego. Znam ludzi, którzy od lat mogą sobie pozwolić na jeden, dwa papierosy na dzień czy tydzień i nie wpadają w błędne koło przymusowego palenia (choć zdaniem Carra oni również są nałogowcami). Mój mózg niestety zawsze był żarłoczny – rzucałem się na papierosy z pasją. Ten nałóg dosłownie pochłonął mnie.

    Kiedy rzucasz palenie, musisz uporać się zarówno z uzależnieniem od nikotyny jak i wypracowanymi przez lata nawykami palacza. Walczysz wtedy na dwa fronty. Kiedy jednak w chwili szczególnie trudnej dostarczysz organizmowi nikotynę za pomocą plastra, cukierka, gumy itp, może to okazać się czynnikiem decydującym o powodzeniu całej operacji. Dzisiaj masz do dyspozycji dość szeroki wybór takich środków – nie jesteś skazany na lęk przed domniemanymi „niewyobrażalnymi męczarniami”, załamanie postanowienia i rajd do kiosku po papierosy.

    Co chcesz w końcu osiągnąć? Status bohatera, który samotnie głód pokonał, czy po prostu osoby, która nie pali, nie musi palić i w ogóle nie odczuwa takiej potrzeby? Pomyśl o tym.

    Rzecz jasna nie musisz brać tych środków. Być może wystarczy Ci świadomość, że środki te są tuż obok, za rogiem, w całodobowej aptece, czy nawet w domowej apteczce – już to może człowieka uspokoić.

    Ja swojego ostatniego plasterka nie przykleiłem. Nosiłem go przez kilka dni w portfelu – nigdy nie wiadomo kiedy złapie człowieka czarna godzina ;) – aż w końcu wyrzuciłem: w międzyczasie zyskałem pewność, że nie mam i nie będę już miał żadnego głodu.

    A jeżeli czarna godzina nadejdzie? Nie obawiaj się – cukierek czy plaster jest LEPSZY od papierosa.

    Od początku jednak pamiętaj, że to nie są środki, które mają Ci wypełnić życie po papierosach. To tylko coś przejściowego – na czas, abyś przetrwał najtrudniejsze chwile, uporał się z odruchami palacza, nabył nowych przyzwyczajeń i nowych przyjemności, ekscytacji, życia pełnią życia. Od początku traktuj te środki (jeżeli w ogóle zdecydujesz się je zastosować) jako LEKARSTWO. To nie jest rozwiązanie. Nie wpadnij w nowy nałóg (znam osoby, które uzależniły się od gum nikotynowych).

    Pamiętaj – to Twoje koło ratunkowe, a nie nowa łajba do pływania.

    Dodaj do:
    • Gwar
    • Wykop
    • Facebook
    • MySpace
    • Digg
    • del.icio.us
    • Google Bookmarks
    • Yahoo! Bookmarks
    • Netvibes
    • Twitter
    • Technorati
     

    Komentarze do wpisu “Koło ratunkowe” ikona RSS

    • W mojej walce, za niepowodzenie winię pranie mózgu, doszukuję się jeszcze jakiś luk, może jeszcze czegoś nie zrozumiałam, a to powoduje,że mam kolejne usprawiedliwienie,żeby palić. Spróbuję jakiegoś wspomagacza, masz rację nie ważne,żeby być bohaterem ważne żeby być niepalącym!!!!!!Dziękuję Rem za wspaniały artykuł. Ostatnio myślałam o plastrach,ale sugerowałam się Allenem Carrem, a przecież jego metoda pomogła mi w połowie(paliłam 30 a teraz 6-10)

    • Znajdź swoją skałę. Moją największą skałą było przekonanie, że głód nikotynowy będzie nie do pokonania i nie pozwoli normalnie żyć bez papierosów. Wszystkie inne sprawy miałem już załatwione: miałem wielkie pragnienie niepalenia, wyrzuciłem wszystkie stare przekonania (np że palenie świadczy o mojej sile psychicznej i niezależności), uniezależniłem się mentalnie od innych palaczy.

      Pozostało właściwie tylko to jedno: lęk przed głodem nikotynowym. W chwili, kiedy dotarło do mnie, że ja naprawdę obywam się bez palenia (plasterki jeszcze wtedy nosiłem) – wiedziałem już, że wygram. Kiedy zaś po kilku dniach nie przykleiłem sobie plasterka – tak na próbę – okazało się, że nie czuję żadnego głodu.

    • Kupiłam pastylki do ssania niquitin. Naprawdę działają, samopoczucie mam jak po papierosie. Znika iluzoryczny głód, ale do papierosów ciągnie mnie . Dalej próbuje. Nie poddam się. Potrafię nie palić, i nawet łapie się na tym,że chwilami zapominam o paleniu. Jeszcze trochę i uda się.

    • To, że Cię ciągnie do papierosów jest jak najbardziej normalne – ale im bardziej będzie podobało Ci się niepalenie, tym mniej będzie Twoich związków emocjonalnych z papierosami.


    Dodaj swoją opinię

    Subscribe without commenting