Poczuj wolność wyboru. Poczuj smak życia!
ikona RSS ikona email Ikona domowa
  • Krótko

    Data publikacji: 2/03/2010 Rem Skomentuj

    Ten blog nadal jest przedsięwzięciem non-profit. Niech was nie zraża bloczek na reklamę – Nowy Smak Życia nie zamienia się w maszynkę do robienia pieniędzy – ha ha ha, dobre by to było :) Blok reklamy wrzuciłem tu, bo może jakoś uda się sfinansować serwer. A może się nie uda – w sumie też nic się nie stanie (te cztery dychy jakoś wysupłam).

    W każdym razie nie musicie klikać, bo AdTaily płaci za oglądanie – czyli czas wyświetlania ;) No dobrze, jak zechcecie, to klikniecie – nie będę nikomu mówił, co ma robić. A potencjalnych darczyńców, dobrodziejów, czy po prostu – reklamodawców – zachęcam do zareklamowania się. Wystarczy kliknąć „Zostań sponsorem”, wybrac obrazek (reklamę), wpisać na ile dni, a dalej… hm, nie wiem, co dalej. Chyba trzeba jakoś zapłacić ;)

    Nowy Smak Życia będzie Wam wdzięczny do końca swoich dni, Wy zaś pokażecie klasę reklamując się w tak ekscytującym miejscu, jakim jest ten nasz mały kawałeczek Internetu.

    A skoro już o zmianach blogowych – wyrzuciłem kalendarz, bo trochę mnie denerwowało, że nie mam wpisów codziennie :) Zamiast tego pod reklamą jest lista ostatnich 15 tekstów. Zrezygnowałem też z blogfrogowego oceniania wpisów – ostatnio BlogFrog wydawał się opóźniać wczytywanie Nowego Smaku Życia – coś się tam w tle mieliło. Z podobnych powodów zrezygnowałem kiedyś z bajeranckiego widżetu z muzyką z Jamendo. Opóźniała wczytywanie strony, nie mówiąc już, że wciąż miałem poczucie, że powieniem zmienić płytę ;)

    Blip też miał na Nowym Smaku swoje pięć minut. Taka mała maszynka do krótkich wpisów, pamiętacie? Maszynka fajna, tylko, że czasochłonna: może kiedy zostanę zawodowym blogerem – ha ha – Blip powróci?

    Blok reklamowy, który dodałem, nie powinien jakoś opóźniać wczytywania i mam nadzieję nie będzie zbyt inwazyjny. Żaden tam Flash z wodotryskami tylko stateczny obrazek nie rzucający się w oczy. Taka powinna być reklama, no nie? ;)

    Do zobaczenia w najbliższej notce – którą mam już zresztą napisaną. Specjalnie tak zrobiłem, aby obecny wpis nie wisiał sobie jako najnowszy – jest na to za bardzo baj-de-łej.

  • Komiks w czasie przerwy

    Data publikacji: 12/08/2009 Rem Ilość komentarzy: 2

    Od ponad trzech tygodni wiodę sielski żywot urlopowy. Jest świetnie, zwłaszcza, że przez okno widzę najfajniejsze drzewo świata. Drzewo jest najfajniejsze dlatego, że jest pierwszym drzewem, jakie widuję codziennie po przebudzeniu.

    Internetu prawie tu nie ma i dlatego – korzystając z krótkiej przerwy w urlopie – od razu rzuciłem się na 50 witryn, które warto znać. Rzuciłem się i… odkryłem stripgeneratora - czyli serwis, który umożliwił mi realizację jednego z marzeń z dzieciństwa, a mianowicie zostania autorem komiksu.

    Poniżej próbka na szybko:

    Psiejski i sens życia

    Oczywiście spodziewajcie się kolejnych odcinków Psiejskiego. Ale to już po urlopie, na który teraz szybciutko wracam. Do zobaczenia po 20 sierpnia!

  • Ostatni dzień

    Data publikacji: 17/07/2009 Rem Skomentuj
    Ostatni dzień przed urlopem zazwyczaj wygląda tak, że otrzymujesz milion pięćset „drobnych” zadań, których realizacja w normalnych warunkach zajęłaby ci dwa miesiące wytężonej pracy. Ostatni dzień przed urlopem to przecież ostatni dzień, w którym twój szef może jeszcze trochę porządzić. Oczywiście złośliwie przypomina sobie wtedy o wszystkich zaległych sprawach, nawet tych sprzed siedmiu lat, zdałoby się całkiem zapomnianych.

    No ale uff, udało się, czmychnąłem z biura i na wszelki wypadek się nie oglądałem. Przede mną kilka dni absolutnej wolności od spraw przyziemnych. Ze spraw ponadczasowych – zakończę jeszcze pierwszy szlif metody 5 Pozytywnych Kroków – bo tak właśnie nazwałem sposób wyjścia z nałogu, jaki sam przeszedłem – i zaraz potem znikam z miasta. Na komórkę nagrałem monotonne „Nie ma takiego numeru, po sygnale odłóż słuchawkę” więc nawet nie próbujcie dzwonić.

    Krótko mówiąc – mam już urlop w robocie, ale jeszcze mnóstwo pracy dla was. Opisywanie Pięciu Pozytywnych Kroków przedłużyło się niemiłosiernie. Czas najwyższy pokazać go światu. Być może nie każdemu przypadnie do gustu moja metoda, ale przyznacie, że przynajmniej nazwa jest fajna.

    Tymczasem oprócz zwykłej letniej radości mamy też chwile zwolnienia tempa i zadumy. Ostatnie dni przyniosły nam smutne informacje o odejściu dwóch wybitnych Polaków: zaledwie trzy dni temu żegnaliśmy Zbigniewa Zapasiewicza, dziś odszedł Leszek Kołakowski. Obaj kierowali się w życiu pasją – to co robili, wynikało z zamiłowania, zaangażowania oraz wiary, że warto wznosić się ponad przeciętność. Każdy z nich w swojej pracy osiągnął pewien szczyt, mistrzostwo. Obaj byli wartościowymi ludźmi, takimi, których odejście wywołuje uczucie żalu i głębokiej straty.

    W ostatnich dniach świat stał się trochę uboższy.

  • Nieoczywiste prawdy oczywiste

    Data publikacji: 19/06/2009 Rem Skomentuj
    Pewna bliska mi osoba stwierdziła, że to, co napisałem o palaczach, wydało jej się nazbyt… oczywiste. No cóż, zgadzam się z tym – moja wczorajsza notka przysłowiowej Ameryki nie odkrywa, chociaż jest potrzebna – jest ważnym elementem, który uświadamia (no dobrze, przypomina) osobie palącej istotę palenia.

    Jak wiemy, istotą palenia nie jest reakcja na sytuacje stresowe. Tak samo, jak nie jest to sposób reagowania na czynniki pozytywne. Palenie to przede wszystkim zażywanie silnej substancji uzależniającej, narkotyku. Wiemy o tym, prawda? Ale jak często „zapominamy”? Coś, co wydaje się oczywiste, często „jakoś” nam umyka.

    Kiedy paliłem, starałem się o tym w ogóle nie myśleć. Wolałem czuć się członkiem jakiegoś nieformalnego klubu ludzi wyjątkowych, kimś, kto się wyróżnia i kto chce od życia więcej. I mimo, że miałem pełną świadomość, czym jest uzależnienie, ani razu nie odniosłem tego bezpośrednio do siebie. Nigdy nie pomyślałem o sobie jak o narkomanie. Coś, co było oczywiste „ogólnie”, w moim, szczególnym wypadku już takie oczywiste się nie wydawało. O, i tak.

    A tymczasem… powoli kończy się piątek. Kończy się też rok szkolny. To wszystko jednak nic, wobec faktu, że dziś razem z moją żoną mamy – tamtaradej – dziesiątą rocznicę ślubu. Tak, tak, to już dziesięć lat!

    Doprawdy, trudno uwierzyć, że ze mną wytrzymałaś tyle czasu. Mi było łatwiutko. Za chwilę kupię Ci jakieś sympatyczne badylki, ale przede wszystkim wypijemy sobie szampana. A co.