Poczuj wolność wyboru. Poczuj smak życia!
ikona RSS ikona email Ikona domowa
  • W zdrowym ciele

    Data publikacji: 31/08/2010 Rem Skomentuj
    Wracam ze swoich wakacji, w czasie których wreszcie miałem okazję trochę się rozruszać. Jeżeli wierzyć lekarzom, miało to nie tylko zbawienny wpływ na ciało, ale również wzmocniło ducha. Rzeczywiście, duch wydaje się w niezłej kondycji i to nawet w obliczu nieodwołalnego końca wakacji, o czym uporczywie przypomina aura ostatnich dni. Co mi tam jakaś aura!

    Kilka dni temu miałem okazję zjeść obiad z pewnym psychologiem zdrowia. Jest to stosunkowo nowa gałąź psychologii, która zajmuje się relacją psychiki i ciała – zwłaszcza w kontekście zdrowia i choroby człowieka. Na co dzień nie zawsze uświadamiamy sobie, jak wiele czynników może wpływać na nasze zachowanie czy nasze wybory. Przywykliśmy traktować naszą osobowość jako byt autonomiczny, niezależny od ciała, a tymczasem coraz bardziej oczywiste wydaje się, że ciało i duch to ściśle współpracujące ze sobą naczynia połączone.

    „W zdrowym ciele zdrowy duch” – mówi stare przysłowie. Czy jednak zdrowy duch jest w stanie stymulować zdrowie ciała? Pytanie wydaje się ważne: czy odpowiednia postawa psychiczna, tak zwane „nastawienie”, rzeczywiście wpływa na procesy fizjologiczne czy stan zdrowia organizmu?

    Rozliczne badania na ten temat nie pozostawiają wątpliwości: stan ducha ma związek ze stanem ciała i jest to sprzężenie zwrotne. Owszem, możemy spierać się o zakres tego sprzężenia – innymi słowy o to, jak daleko nasze myśli mogą wpływać na nasze rzeczywiste choroby i na ile niedomagania ciała kształtują naszą psychikę. Czy naprawdę klątwa, którą ktoś rzuci na wroga może spowodować szybką chorobę i śmierć nieszczęśnika? Czy mocne pragnienie wyzdrowienia jest w stanie uleczyć człowieka z chorób uznawanych za nieuleczalne?

    Skrajne opinie zazwyczaj mało mają wspólnego z badaniami, nauką, czy medycyną i najczęściej opierają się na wierze. Niesłychanie trudno w warunkach laboratoryjnych zaobserwować powtarzalny wpływ wizualizacji na zmniejszanie się guza nowotworowego.

    Co ma to wszystko z paleniem papierosów? Jeżeli związek ciała i umysłu ma charakter sprzężenia zwrotnego, to oczywistym wydaje się, że nie tylko papierosy wpływają na stan zdrowia fizycznego, ale i problemy z ciałem mogą wpływać na potrzebę palenia. Taką potrzebę zaobserwowano na przykład u osób chorujących na schizofrenię. Podobnie „zwykła” niedoczynność tarczycy, poprzez zaburzenia wydzielania adrenaliny,  może wpłynąć na pragnienie „dopaminowego zastrzyku” – w przypadku palących będzie więc to sięgnięcie po nikotynę.

    Dzisiejsza notka może wydawać się szalenie „teoretyczna”. Nic bardziej mylnego. Nie bez przyczyny radzi się rzucającym palenie podjąć jakąś aktywność ruchową. Im zdrowsze będzie nasze ciało, tym łatwiej będzie nam  utrzymać emocjonalną równowagę w okresie rozstawania się z nałogiem.

    Obok ruchu fizycznego mamy odpowiednią dietę – trochę o tym pisałem w poprzedniej notce. W każdym razie palacze mają większą tendencję do niewłaściwego odżywiania niż ludzie bez nałogów. Jak zauważa dr Litos Mallare, lekarz centrum leczenia nałogów Passages w Kalifornii: „ci, którzy są zależni, zwykle negują zdrowe nawyki żywnościowe”. Gdzieś to już widziałem… acha – w moim własnym życiu, kiedy jeszcze paliłem.

    Zatem tak: mamy pewne sprzężenie. Możemy spróbować je wykorzystać i odwrócić kolejność. Pozytywne odczucia nie tylko wzmacniają nasz układ odpornościowy, ale aktywnie wspierają proces leczenia. Z kolei zdrowie fizyczne – wynikające z codziennego ruchu oraz odpowiedniego żywienia – może przyczynić się nie tylko do znacznej poprawy samopoczucia, ale bardzo wspomóc proces rzucania. Jak to przełożyć na konkretną praktykę?

    Jedz kiełki, zapisz się na basen, a palenie rzuci się samo.

  • Dieta lekkostrawna, czyli herbatka z kardamonem

    Data publikacji: 27/07/2010 Rem Skomentuj
    Witajcie z głębi moich wakacji. Mimo gwałtownego załamania pogody jest tu naprawdę miło i sympatycznie, ale przede wszystkim mam wreszcie czas na sprawy, które zazwyczaj, w całym tym codziennym zgiełku, odkłada się gdzieś na bok.

    Z pewnością czymś, co w dzisiejszym zabieganym świecie często odkłada się na bok, jest jedzenie. Trochę taki truizm: jadamy szybko, bez zbędnej filozofii i byle jak. Kiedy jednak rzucasz palenie, możesz skorzystać z okazji i zająć się również dietą. Jeżeli potraktujesz to jako jeszcze jedno ekscytujące wyzwanie, być może uda Ci się nie tylko uwolnić od nałogu, ale i zmienić zwyczaje żywieniowe.

    Wprawdzie sezon letni to dobry czas na tekst lekkostrawny – ja jednak nieco go zepsuję i dodam kilka ostrych przypraw, zwłaszcza, że dziś mowa o odżywianiu. Co ma odżywianie do rzucania palenia? Wbrew pozorom ma i to nie tylko w znaczeniu, w jakim widzą go zazwyczaj palący – zwłaszcza kobiety – obawiając się, że po odstawieniu papierosów zbyt szybko i zbyt mocno przybiorą na wadze.

    Odpowiednia dieta, zapobiegająca owemu mitycznemu przybieraniu na wadze po rzuceniu palenia to nie tylko coś, co może Cię uchronić przed niechcianymi kilogramami – to również (a może przede wszystkim) wsparcie dla Twojego organizmu w dość trudnym dla niego czasie: odstawienie nikotyny rozpoczyna proces detoksykacji, organizm oczyszcza się i kiedy ty, na poziomie psychicznym dosłownie wariujesz z tęsknoty za papierosami albo z radości, że już nie palisz, gdzieś tam, na poziomie komórkowym trwa likwidacja skutków działania trucizny. Odpowiednia dieta może ten proces wspierać, co z dużym prawdopodobieństwem odbije się pozytywnie również na Twojej psychice.

    Od razu się jednak przyznam: nie czuję się w tym temacie zbyt mocny. Prawda jest banalna -  zawsze należałem do tych, którzy uwierzyli, że powiedzenie jesteś tym, co jesz to jeszcze jeden truizm, nie warty uwagi. Zazwyczaj jadłem co popadło, tym bardziej, że posiłek stanowił nieco irytującą przerwę w paleniu. Coś jak przerwa na reklamy pośrodku zajmującego filmu.

    Kiedy odstawiłem nikotynę, zajadałem się pestkami słonecznika – głównie po to, aby wypełnić czymś pustkę po papierosach. Gryzienie – podobnie jak uderzanie czy kopanie – to odwieczny naturalny sposób człowieka na stres, pobudzenie lub nudę. Doskonale znałem zalecenia, aby w czasie rzucania palenia jak najwięcej pić (najlepiej wody), powiem Wam jednak: bez względu na to ile litrów byście nie wypili, nie zastąpi to w żaden sposób ugryzienia czegoś twardego.

    Jeżeli martwisz się o kilogramy, ta książka może okazać się nieoceniona.

    Kiedy rzucałem palenie, tak naprawdę nie przejmowałem się dietą, odpowiednim żywieniem i tak dalej. Poszukiwałem nowych rytuałów. Chciałem mieć coś, czym mógłby zająć się mój umysł w czasie, kiedy nie paliłem. Palenie składa się przecież z niekończącej się liczby małych misteriów: przypalenie papierosa zapałką, zapach siarki, określone gesty – znacie to. Kiedy odstawiasz papierosy, nadal potrzebujesz jakichś małych misteriów. Oprócz słonecznika takim rytuałem stała się moja wieczorna herbata z kardamonem. Mocna i okropnie gorzka, aż cierpka. Uwielbiałem ją. Komuś, kto znał mnie wcześniej pewnie wydawało się to dość dziwne, jako że słynąłem w okolicy z wielkiego zamiłowania do słodyczy.

    Mamy zatem kwestię odpowiedniej diety. Jeżeli Was to jakoś bardziej interesuje, polecam Jak nie przytyć po rzuceniu palenia – książkę znanej w Niemczech specjalistki do spraw żywienia Dagmary von Cramm oraz dziennikarki Jenny Levie. Autorki nie pozostawiają złudzeń: jeśli ktoś rzuca palenie, ale nie zmieni nawyków żywieniowych, nieuchronnie przybierze na wadze. Po rzuceniu palenia zapotrzebowanie na energię spada, nasilają się natomiast łaknienie i chęć łasowania - czytamy w książce.

    Autorki dość szczegółowo opisują kolejne tygodnie od “Godziny ZERO” – proponując na każde następne siedem dni odpowiednio dobrane składniki. Przy okazji z książki tej dowiedziałem się, że ciała gorzkie mają działanie czyszczące – czyżby więc moja nagła miłość do kardamonu wynikała z jakiegoś instynktownego poszukiwania substancji odtruwających? Nie wiem. Z całą pewnością wiem jednak, że jeśli obawiasz się, że całe to rzucanie zrujnuje Ci sylwetkę i w rezultacie zamiast radości przyniesie poczucie klęski, być może warto już na początku całego procesu przemyśleć kwestię zmiany nawyków żywieniowych.

    Tu nie ma żadnej magii, tylko proste konsekwencje.

  • Czy to wszystko zadziała?

    Data publikacji: 6/07/2010 Rem Skomentuj
    Jeżeli śledzisz nowosmakowe sposoby na palenie, być może od jakiegoś czasu zastanawiasz się, czy w Twoim przypadku wszystkie te strategie okażą się skuteczne. Mówiąc inaczej – czy to wszystko w ogóle zadziała?

    Opisywane przez mnie strategie w rzucaniu palenia unikają otwartego konfliktu z ludzką naturą. Przeciwnie: na każdym kroku namawiam, aby bezlitośnie wykorzystywać wszelkie słabości umysłu, przekuwając je na sukces w walce z nałogiem (co sprawdza się zresztą również w innych sprawach wymagających wysiłku oraz czasu). Powiem krótko: uważam, że takie podejście to najlepszy klucz do sukcesu.

    Na pierwszy rzut oka taktyka ta może wydawać się mało efektywna: zamiast odstawić papierosy natychmiast, bez wdawania się w czcze gadki, tak  „po męsku”, my snujemy rozważania o „niciach AKA”, źródłach problemu i takich tam dookoła. Zamiast być dla siebie twardym, zajmujemy się uspokajaniem własnego uzależnionego umysłu, przekupywaniem go, poszukiwaniem przyjemności i w gruncie rzeczy zamiast po prostu rzucić, zaczynamy grać na zwłokę, nadmiernie pobłażać sobie, co staje się niczym innym jak samooszukiwaniem się. Niby coś tam robimy z naszym nałogiem – i już samo to „robienie” jesteśmy gotowi uznać za wystarczające.

    Czy ty również żyjesz złudzeniami? Zastanów się. Oczywiście masz do tego prawo. To Twoje życie i Twoje złudzenia. Być może masz piękne, kolorowe sny i jest Ci po prostu z tym dobrze. Nie chciałbym jednak w tym uczestniczyć – naprawdę nie chciałbym, aby moje słowa stanowiły pożywkę dla Twoich złudzeń. Zwłaszcza, że mają ku temu spory potencjał: na każdym kroku namawiam przecież do pozytywnego spojrzenia i nikogo nie straszę. Takie miłe, budujące słowa, prawda?

    Musisz jednak pamiętać – cały czas musisz pamiętać – dlaczego je w ogóle czytasz. Zaglądasz tu, aby sprawdzić co mi pomogło w rzuceniu palenia. Czytasz te słowa, ponieważ Ty też chcesz rzucić palenie. Chcesz zmienić swoje życie. Nigdy, nigdy o tym nie zapominaj.

    Taktyka „miękkiego” rzucania, przy wykorzystywaniu pewnych słabości naszej natury tylko pozornie wydaje się nieefektywna. W rzeczywistości przynosi ona trwałe efekty. Czy istotne jest, że rzucisz palenie dzisiaj, o 18.30? Nie. Powiem więcej: Twoim celem nie powinno być rzucanie czegokolwiek. Ty chcesz być osobą niepalącą. To jest Twój cel – być niepalącym. To wielka różnica. Twój cel to nie jakiś heroiczny, jednorazowy akt, ale nowy sposób na życie.

    Powtórzę tu za starym, dobrym Dalem Carnegie: „Jest tylko jeden sposób pod słońcem, aby sprawić, by ktoś coś zrobił… Trzeba sprawić, aby ten ktoś chciał to zrobić”.

    Dziś stajesz naprzeciwko własnego, uzależnionego mózgu (nikotyna) oraz uzależnionego umysłu (nawyki). Parafrazując słowa Carnegiego – jest tylko jeden sposób, aby sprawić, aby Twój mózg oraz umysł chciały być niepalące – musisz sprawić, aby dla Twojego mózgu i umysłu było to doświadczenie przyjemne, interesujące, inspirujące i aby niosło nagrodę. Nie jakąś tam odległą, nobliwą, poprawną politycznie, ale nagrodę natychmiastową, mięsistą, szaloną i jeśli trzeba – nawet dziką.

    Radzę jednak nie przesadzać z tą nagrodą – żeby nie okazało się, że zamieniliśmy jeden problem na drugi. Na wszelki wypadek trzymaj się zasady: wszystko, co legalne i etyczne, jest dozwolone ;) Zresztą o nagrodach będziemy jeszcze mówić.

    A pytanie z początku notki? Jest tylko jeden sposób, aby się przekonać, czy w Twoim przypadku to w ogóle zadziała – sprawdź to! Wypróbuj to, przekonaj się osobiście – na własnej skórze.

    Tymczasem powoli przechodzimy do etapu, który nazywam strategiami przetrwania. Coraz mniej będziemy mówić o papierosach, a coraz więcej o życiu.

  • Chyba wdepnąłeś w jakiś układ…

    Data publikacji: 2/07/2010 Rem Skomentuj
    Jeżeli nie jesteś pustelnikiem i nie mieszkasz w wysokiej wieży, z dala od innych, nie możesz ignorować wpływu otoczenia na swoje zachowanie, a nawet na swoje – zdawałoby się bardzo własne – przekonania. W rzeczywistości każdy z nas jest niezwykłą mieszanką czyichś dążeń i oczekiwań, przyswojonych i przefiltrowanych przez system naszych własnych emocji.

    Takie stwierdzenie może wydawać się dla kogoś nieco frustrujące, a przede wszystkim fałszywe. Żyjemy przecież w epoce kultu indywidualizmu – powtarzając za Houellebecqiem – a jeżeli połączymy wiarę w autonomiczność jednostki z przekonaniem o jej racjonalności – ciągle jeszcze obecnym w społeczeństwie – uzyskamy typowy obraz, jak zwykle chcielibyśmy widzieć: jesteśmy niezależni, dobrzy i mądrzy.

    Tymczasem obserwując wyniki kolejnych badań zyskujemy coraz większą pewność, że indywidualizm i racjonalność to mity. Na co dzień kierujemy się emocjami (co powtarzam już chyba zbyt często) i w dodatku na nasze decyzje znacznie większy wpływ niż byśmy tego chcieli ma nasze otoczenie.

    „Nikt nie jest samotną wyspą” – pisał Thomas Merton i chociaż nie wiem jak byś się zastrzegał, nie zmienisz tego: funkcjonujesz w określonym środowisku, pośród określonych ludzi. Nawet największe odludki muszą przyznać, że dookoła nich jest JAKIEŚ otoczenie. Nazwijmy je tutaj UKŁADEM.

    Wszystko jest jakimś układem. Stosunki między przyjaciółmi, kolegami czy sąsiadami tworzą jakąś strukturę – właśnie układ. Podobnie w rodzinie, w pracy czy na uczelni. Układy te przenikają się, tworzą struktury większe i coraz bardziej skomplikowane – gdzieś na końcu tej drogi możemy już mówić o świadomości (mądrości?) narodu, kontynentu (ci Europejczycy…) i ostatecznie świata całego. Amen.

    Nie będziemy jednak sięgać aż tak daleko, wystarczy nam nasze własne, niezbyt rozległe ale za to dobrze znajome poletko. Co się tu dzieje? Układ, wszędzie układ ;-)

    Weźmy taki przykład: jakiś czas temu ktoś napisał w komentarzu, że nie palił w domu, ponieważ rodzice tego nie akceptują i w domu po prostu się nie pali. Jak myślicie, czy siedząc na kanapie przed telewizorem myślał bez przerwy o tym, jak bardzo chce mu się palić? Nie sądzę. Zresztą znacie to przecież – każdy palacz ma dziesiątki własnych przykładów.

    Są miejsca, czynności oraz ludzie, przy których nawet nie pomyślisz o papierosach, ale są też miejsca, czynności oraz ludzie, przy których – niczym pies Pawłowa – po prostu zapalić musisz. Rozsądna strategia wychodzenia z nałogu nakazuje oczywiście takich miejsc, sytuacji i ludzi unikać, ale – tak, tak – łatwo powiedzieć, a jeszcze łatwiej napisać o tym na blogu lub w poradniku dla rzucających. Dużo trudniej wykonać.

    Skupmy się na ludziach – jak sobie poradzić w sytuacji, kiedy w układzie z określonymi ludźmi od zawsze były papierosy? Jak ja sobie poradziłem? Otóż nie poradziłem sobie, tylko miałem szczęście. Mój najlepszy podówczas towarzysz w paleniu pewnego dnia spakował się i wyjechał za granicę, ja zaś z nudów rzuciłem palenie.

    Ach, jak nam się dobrze paliło! Jeździliśmy sobie po nocnej Warszawie, gadaliśmy o naturze wszechrzeczy (świat ma naturę galaretki) i paliliśmy. „Ależ te szlugi są PYSZNE – mawiał mój przyjaciel, a ja się zgadzałem. Co tu dużo gadać – takie właśnie były.

    Nie wiem, jak wyglądałoby moje rzucanie palenia, gdyby mój kolega nie wyjechał. Wiem, że byłoby mi znacznie trudniej. Musiałbym się jakoś uodpornić na jego wpływ. Co ciekawe – on również rzucił palenie. Nie wierzyłem w to. Stałem z rozdziawioną gębą, ściskając słuchawkę i nie wierzyłem w to, co słyszałem. Każdy mógłby rzucić, ale on? Największy wielbiciel papierosów w tej części świata.

    Ja w ogóle miałem sporo szczęścia z ludźmi – kiedy po wielu latach odnowiły się moje kontakty z dawnym przyjacielem z dzieciństwa i szkolnej ławy (Nasza Klasa, skąd wiedzieliście? ;-) ), od jakiegoś tygodnia nie paliłem, nie nosiłem plasterków i byłem już człowiekiem wolnym. Do dziś nie wiem, jak potoczyłyby się losy mojego niepalenia, gdybyśmy spotkali się nieco wcześniej. Sami pomyślcie: spotkanie po latach, tyle tematów, aromat pysznej kawy i… i tak bez papierosa?

    Jeżeli chcesz się uwolnić od palenia, musisz uwolnić się z wpływu, jaki mają na ciebie Twoi palący znajomi. Nie każę Ci oczywiście wysyłać ich za granicę, może jednak na ten newralgiczny okres – początek abstynencji – udałoby się jakoś z nimi nie spotykać?

    Gorzej, jeśli z kimś takim mieszkasz. Oczywiście zawsze możesz udać się na osobny urlop, ale może też wydać się to zbyt dużym poświęceniem (jeśli uwielbiacie spędzać urlopy razem).

    Jeśli wykażesz się pewną kreatywnością być może dostrzeżesz jakieś rozwiązanie. Z pewnością będzie Ci dużo trudniej, jeżeli w Twoim domu wszyscy palą i w dodatku pracujesz w miejscu, gdzie pierwszą czynnością dnia jest rytualny papieros w grupie, zaś przerwy w pracy mają tylko ci, którzy palą (o takiej sytuacji słyszałem całkiem niedawno – człowiek chciał rzucić palenie, ale wtedy okazało się, że kiedy robił sobie przerwę i po prostu stał obok palących, szef gonił go: „a ty tu czego? jak nie palisz, to do roboty”. Po kilku dniach nieszczęśnik poddał się, machając ręką: „Pierniczę to” – tylko w nieco bardziej dosadnej wersji).

    I ostatnia sprawa: jeśli myślisz, że jakikolwiek palacz chce, abyś rzucił palenie – mylisz się. Oczywiście zgodzi się z Tobą, że dobrze robisz (najczęściej dodając, że on sam też musi pomyśleć o rzuceniu), ale tak naprawdę nie oczekuj od niego wsparcia. Najczęściej (choć nie zawsze) jesteś dla kogoś takiego chodzącym wyrzutem sumienia: Ty rzucasz/rzuciłeś, a on tkwi dalej w nałogu. W większości wypadków osoba taka zrobi wszystko, aby udowodnić Ci, że masz czego żałować, bo papierosy są… no, pyszne.

    Twój niedawny towarzysz w paleniu może nieświadomie próbować „nawrócić” Cię na papierosy. I wcale nie chodzi o to, że to wredny zawistnik – tak po prostu działa układ, który Ty swoją decyzją o niepaleniu naruszasz. Wszystkie układy, zwłaszcza te długoletnie, mają tendencję do podtrzymywania status quo.  Tak samo jak my osobiście nie lubimy zbyt daleko idących zmian, tak większych zmian nie lubią całe układy, w jakich się znajdujemy.

    To wyjaśnia, dlaczego osoby, które w krótkim czasie zyskały majątek – np. po wygraniu na loterii – w przytłaczającej większości dość szybko wracają do swojego poprzedniego poziomu materialnego. Wyniki badań są jednoznaczne: niewygoda, jaką odczuwamy w wyniku naruszenia układu skłania nas do szybkiego pozbycia się nadmiarowej gotówki – może dla wielu brzmi to niewiarygodnie, ale bardziej od bogactwa cenimy sobie to, co znajome – nasze dotychczasowe środowisko. Wyłączam oczywiście sytuacje patologiczne oraz te, w których tak bardzo męczysz się w swoim otoczeniu, że jedynym marzeniem wydaje się jego opuszczenie.

    Czy jest jakieś wyjście z tej beznadziejnej sytuacji? Może to, że kiedy już ZDECYDUJESZ, kiedy Twoje otoczenie ZROZUMIE, że to nie żarty, że Ty NAPRAWDĘ nie palisz, nie pozostanie mu nic innego, jak fakt ten ZAAKCEPTOWAĆ. Jeżeli masz w sobie odpowiednią dozę determinacji, zrobisz to. Niedowierzanie Twoich bliskich minie szybciej, niż się spodziewasz. Musisz tylko przekroczyć pewien próg bezwładności układu i jego wytrzymałości brzegowej – czyli mówiąc po ludzku – pokazać im, że jest już pozamiatane.

    A mój przyjaciel z dzieciństwa? Na początku, kiedy powiedziałem mu, że już nie palę, był odrobinę zawiedziony (bo naprawdę kiedyś fajnie nam się gadało przy papierosach). Ale powiem Wam coś: moje niepalenie przyjął do wiadomości, zaakceptował i tak powstał między nami nowy układ. On pali, ja nie – i nikomu to nie przeszkadza.

  • Koło ratunkowe

    Data publikacji: 23/06/2010 Rem Ilość komentarzy: 4
    Wypływasz na szerokie wody niepalenia. Już wkrótce będziesz się tutaj czuć jak ryba w wodzie, teraz jednak gryzą Cię obawy: jak będzie? czy uda mi się? a jeśli głód będzie nie do zniesienia? Boisz się, że może zabraknąć Ci sił i utoniesz? To normalne. Pamiętaj jednak, że w tę podróż zawsze możesz zabrać koło ratunkowe.

    Głód nikotynowy – straszna rzecz. Spędza sen z powiek palącym i skutecznie odstrasza od podjęcia tego i tak trudnego kroku: rzucenia palenia.

    Czy głód nikotynowy rzeczywiście jest taki straszny? Allen Carr twierdził, że jest podobny do zwykłego głodu i łatwo można go przezwyciężyć. Może i tak – ale powiedzcie to spanikowanemu palaczowi. Dla mnie zawsze to był wielki, przerażający problem. Oczywiście nie poddawałem się i nadal próbowałem rzucić, jednak myśl o czekających mnie potwornych katuszach nigdy nie dawała mi spokoju.

    Strasznie bałem się tego głodu.

    Spróbowałem cukierków nikotynowych. Były okropne. Podobnie gumy. W plasterki nie wierzyłem, chociaż ostatecznie spróbowałem ich. Przez pierwszy tydzień trochę oszukiwałem: kiedy bardzo chciało mi się palić, odklejałem plasterek – żeby nie przesadzić z nikotyną – i brałem papierosa. Powiem jedno: było to strasznie męczące. Cały dzień walczyłem z myślami i starałem się przetrwać kilka następnych godzin – aż do chwili, kiedy w nagrodę za niepalenie… mógłbym sobie zapalić. Obłęd – coś takiego potrafi wymyślić chyba tylko uzależniony umysł palacza.

    Uparłem się jednak (nieuchronność, no i moje wielkie pragnienie bycia niepalącym). Następny tydzień nie zapaliłem ani jednego. Plasterki przyklejałem każdego ranka i wydawało mi się, że pomagają. W piątek czułem, że jestem bliski czegoś, co już za chwilę, lada moment – nie zapeszyć, nie zapeszyć – uczyni mnie niepalącym. Czułem, że to będzie przełom, przebłysk, olśnienie, eksplozja wolności.

    Zapeszyłem. W sobotę kupiłem sobie paczkę papierosów i od razu wypaliłem połowę.

    W niedzielę czułem się okropnie. Ze zdumieniem stwierdziłem, że poprzedniego tygodnia jakby nie było. Zupełnie jakby się nie wydarzył. Tak, jakbym cały czas palił, bez żadnej przerwy. Cały mój tygodniowy wysiłek poszedł na marne, a ja byłem w punkcie wyjścia.

    Uparłem się jednak (nieuchronność – teraz już nie poddam się, nigdy w życiu, choćbym miał do końca życia codziennie przyklejać te plasterki, żuć gumę czy cokolwiek innego – nie poddam się. NIE PODDAM SIĘ). Cały następny tydzień nie wziąłem papierosa do ust.

    Jak się okazało, był to mój ostatni tydzień niepewności (czy mi się uda?) i jednocześnie ostatni tydzień „walki z głodem”. Zmieniłem taktykę – teraz byłem nakręcony, naładowany i pełen wzrastającej wiary (z każdym dniem wierzyłem coraz bardziej, że mi się uda). Po siedmiu dniach odstawiłem plasterki i ze zdumieniem zauważyłem, że… nie zauważyłem żadnego głodu. Nie było go tam!

    Większość tych, którzy chcą rzucić zadaje sobie to samo pytanie: jak przetrwać GŁÓD?

    Po pierwsze – warto oddzielić realny głód nikotynowy od tego wyobrażonego. Strach ma wielkie oczy – mówimy. I to jest prawda – im bardziej będziemy skupiali się na negatywnych wyobrażeniach, nastawiali na najgorsze, wręcz oczekiwali najgorszego, które już za chwilę, dosłownie za moment nam się przytrafi, tym trudniej nam będzie.

    Tak jest dosłownie ze wszystkim. Prawdopodobnie znane jest Ci następujące doświadczenie: przed Tobą jakaś nieprzyjemna robota, wykręcasz się jak możesz, czas dłuży Ci się, no po prostu spotkało Cię wielkie nieszczęście, załamanie i kompletna tragedia. A kiedy indziej: robisz coś, co wydaje Ci się interesujące. Nie zauważasz w ogóle upływającego czasu, Twoje myśli pochłonięte są tym, co robisz. Jest dobrze, jest świetnie i masz poczucie, że wszystko jest tak, jak potrzeba.

    Skąd te różnice? Z nastawienia. Z Twoich przekonań na temat tego, co jest ciekawe, a co nudne. Z Twojej wyobraźni.

    Tak samo jest z głodem nikotynowym. To tylko nasze wyobrażenia.

    Problem w tym, że nasze wyobrażenia najczęściej wydają nam się bardzo, ale to bardzo realne. I takie są – do licha, nie oszukujmy się. Jeżeli masz w sobie lęk, to on tam jest – istnieje bardziej niż cokolwiek innego.

    Z drugiej strony – skoro to tylko wyobraźnia, może da się coś z tym zrobić? Na przykład zmniejszyć swoje obawy, składając sobie obietnicę, że w razie czego – w czarnej godzinie – sięgniesz po jakieś środki zawierające nikotynę. To może być Twoje koło ratunkowe.

    Allen Carr – do którego już drugi raz się dziś odwołam – był przeciwnikiem nikotynowej terapii zastępczej. Postulował natychmiastowe zerwanie wszelkich związków z nikotyną. Ja mówię inaczej – musisz zrobić ABSOLUTNIE WSZYSTKO CO MOŻLIWE, aby nie sięgnąć po papierosa. Wszystkie chwyty są dozwolone – oczywiście w ramach pewnych norm społecznych i w granicach prawa.

    Nie każdy może ot tak odstawić środek uzależniający. Nie jesteśmy tacy sami. U jednych mózg nieźle sobie radzi z przestawieniem produkcji dopaminy – u innych nieco gorzej. Podobnie jak u dentysty: jedni są bardziej, a inni mniej wrażliwi na ból. To nie tyle kwestia bohaterstwa, co po prostu budowy układu nerwowego. Znam ludzi, którzy od lat mogą sobie pozwolić na jeden, dwa papierosy na dzień czy tydzień i nie wpadają w błędne koło przymusowego palenia (choć zdaniem Carra oni również są nałogowcami). Mój mózg niestety zawsze był żarłoczny – rzucałem się na papierosy z pasją. Ten nałóg dosłownie pochłonął mnie.

    Kiedy rzucasz palenie, musisz uporać się zarówno z uzależnieniem od nikotyny jak i wypracowanymi przez lata nawykami palacza. Walczysz wtedy na dwa fronty. Kiedy jednak w chwili szczególnie trudnej dostarczysz organizmowi nikotynę za pomocą plastra, cukierka, gumy itp, może to okazać się czynnikiem decydującym o powodzeniu całej operacji. Dzisiaj masz do dyspozycji dość szeroki wybór takich środków – nie jesteś skazany na lęk przed domniemanymi „niewyobrażalnymi męczarniami”, załamanie postanowienia i rajd do kiosku po papierosy.

    Co chcesz w końcu osiągnąć? Status bohatera, który samotnie głód pokonał, czy po prostu osoby, która nie pali, nie musi palić i w ogóle nie odczuwa takiej potrzeby? Pomyśl o tym.

    Rzecz jasna nie musisz brać tych środków. Być może wystarczy Ci świadomość, że środki te są tuż obok, za rogiem, w całodobowej aptece, czy nawet w domowej apteczce – już to może człowieka uspokoić.

    Ja swojego ostatniego plasterka nie przykleiłem. Nosiłem go przez kilka dni w portfelu – nigdy nie wiadomo kiedy złapie człowieka czarna godzina ;) – aż w końcu wyrzuciłem: w międzyczasie zyskałem pewność, że nie mam i nie będę już miał żadnego głodu.

    A jeżeli czarna godzina nadejdzie? Nie obawiaj się – cukierek czy plaster jest LEPSZY od papierosa.

    Od początku jednak pamiętaj, że to nie są środki, które mają Ci wypełnić życie po papierosach. To tylko coś przejściowego – na czas, abyś przetrwał najtrudniejsze chwile, uporał się z odruchami palacza, nabył nowych przyzwyczajeń i nowych przyjemności, ekscytacji, życia pełnią życia. Od początku traktuj te środki (jeżeli w ogóle zdecydujesz się je zastosować) jako LEKARSTWO. To nie jest rozwiązanie. Nie wpadnij w nowy nałóg (znam osoby, które uzależniły się od gum nikotynowych).

    Pamiętaj – to Twoje koło ratunkowe, a nie nowa łajba do pływania.

  • Właściwy czas

    Data publikacji: 21/06/2010 Rem Ilość komentarzy: 2
    Pamiętacie, jak w poprzednim tekście ludzie uwijali się, aby zdążyć z projektem na czas? Projekt ten z chwilą ogłoszenia stał czymś nieuchronnym, czymś, co ci ludzie po prostu musieli zrobić. Sytuacja wyglądałaby jednak zupełnie inaczej, gdyby projekt ów nie miał określonej daty końcowej. Bez terminu jego nieuchronność ległaby w gruzach. Mimo, iż ciągle byłby w rubryce „do zrobienia”, tak naprawdę nikt nie zaprzątałby sobie nim głowy. Projekt? A tak, zrobi się.

    Czy tak właśnie stało się z Twoimi zamierzeniami? Czy „rzucanie palenia” nie stało się w Twoim przypadku takim nigdy nie kończącym się projektem, o którym przypominasz sobie od czasu do czasu, ale w gruncie rzeczy nic z tego nie wynika? Jeżeli tak, to pora to zmienić: weź głęboki wdech i ustal wreszcie ten termin – zaznacz w kalendarzu, kiedy odstawisz papierosy.

    W naszym omawianiu różnych strategii wyjścia z nałogu nieuchronnie zbliżamy się do „Dnia Zero”. Mamy już za sobą etap zrozumienia (dlaczego palę?), mamy wyraźny obraz tego, czego pożądamy (chcę być osobą niepalącą). Jesteśmy zdecydowani, naładowani wszelką możliwą pozytywną energią, zdeterminowani nieuchronnością naszej decyzji, a nawet powoli zaczynamy się już wiercić ze zniecierpliwienia: kiedy padnie strzał i sygnał do startu?

    Sprawa nie wydaje się szczególnie skomplikowana – możesz zaczynać w każdej chwili.

    No dobrze, może warto przemyśleć to na spokojnie. Kiedyś już o tym pisałem, więc dziś będzie krótko. Musisz po prostu zdecydować się na jakiś czas. Może być to koniec lub początek jakiegoś okresu w pracy lub w życiu osobistym, może jakiś przełom, rozpoczęcie kolejnego etapu życiowego, jak zmiana pracy, czy przeprowadzka. Ważne, aby ów przełom nie wywoływał sam w sobie dodatkowego stresu – najlepiej więc, aby był to okres pozytywny, dający nadzieję i poczucie rozwoju, kroczenia naprzód, a nie cofania się.

    Ten wskazany przez Ciebie termin – czas odstawienia papierosów – nie powinien wywoływać w Tobie przerażenia („rzucam jutro o szesnastej”). Musisz mieć trochę czasu, aby się się przygotować lub choćby przyzwyczaić. Zaplanuj to z głową. Niech to będzie zgodne z Twoją własną intuicją – która jest przecież Twoim najlepszym przewodnikiem po rzucaniu palenia.

    Jeżeli chcesz, możesz skorzystać z mojej propozycji – odstaw papierosy dwa tygodnie przed rozpoczęciem urlopu. Jeżeli możesz, urlop zaplanuj nie na początku, ale już w pełni sezonu ogórkowego. Dlaczego? To proste – te dwa tygodnie przed „Dniem Zero” raczej nie powinny być w pracy zbyt intensywne. Może to być początek lipca – właśnie zaczął się sezon urlopowy, firma i tak działa na pół gwizdka, nie ma tego zwykłego pośpiechu czy stresu. Do urlopu masz jeszcze dwa tygodnie, ale już cieszysz się na samą myśl o nim. Jeśli jesteś odpowiednio zmotywowany, nastawiony, nakręcony na niepalenie – rozpoczynasz swoją wielką przygodę. Nagroda jest blisko: na urlopie będziesz już niepalący!

    Dwa tygodnie to wystarczający okres, aby zrozumieć, że DA SIĘ żyć bez palenia i że MOŻE to być doświadczenie ekscytujące.

    Jeżeli wcześniejsze strategie są Ci już znane, jeżeli nie było to tylko beztroskie czytanie, ale masz za sobą realną pracę wewnętrzną nad poprzednimi tekstami, jeśli masz w sobie silną motywację, potężne pragnienie i czujesz wolność od dawnych przekonań dotyczących papierosów – być może właśnie teraz, już niedługo, tego lata, przed tegorocznym urlopem podejmiesz rękawicę.

    Jeszcze raz: niech to będzie termin, jaki uznasz za NAJLEPSZY. Jeśli nie czujesz się na siłach, może warto przełożyć to nieco w czasie. Może masz możliwość przełożenia urlopu na późniejszy termin – na przykład we wrześniu?

    Pomyśl nad tym wszystkim. Jeszcze dziś usiądź w spokoju i pomyśl. Ale obiecaj sobie jedno: nie wstaniesz, dopóki nie zaznaczysz w kalendarzu swojego Dnia Zero.

    Włącz to, co nieuchronne.

  • Strategia walca drogowego

    Data publikacji: 19/06/2010 Rem Skomentuj
    Data ukończenia projektu zbliżała się w zastraszającym tempie. Ludzie uwijali się, aby zdążyć. Naprawdę ciężko harowali. Kilka dni przed terminem cały zespół intensywnie pracował do późnego wieczora – i udało się. Wygrali. Dopięli swego – projekt został ukończony o czasie, za co spotkała ich nagroda: szef popatrzył na nich i pokiwał głową. „Tak trzymać” – powiedział i odszedł do swojego gabinetu.

    Co by się stało, gdyby przekroczyli deadline? Nic. To nie był projekt, który musiał być zakończony 15 czerwca o godzinie 13.30. Równie dobrze mogliby pracować nad nim aż do lipca. Szef z całym spokojem mógłby wyznaczyć deadline dwa dni później albo w następnym tygodniu. Skoro jednak ustalił datę 15 czerwca – nagle stała się ważna. Ze zwykłego numerka w kalendarzu ten dzień stał się superważnym wydarzeniem zakreślonym grubą czerwoną krechą. Cała firma została postawiona na nogi. Sami pomyślcie – jedna decyzja, która zmienia bieg zdarzeń.

    Po sformułowaniu projektu i wyznaczeniu daty dla całego zespołu projekt ten stał się czymś nieuchronnym. Czymś oczywistym. To, co wymyślił szef, w jednej chwili stało się firmową rzeczywistością. Trudno dyskutować z szefem, zwłaszcza takim, który wie czego chce i jasno sformułował konkretne cele do realizacji.

    Jeżeli wiesz, że coś jest nieuchronne, nie pozostaje Ci nic innego, jak tylko to zaakceptować. Jest to stara prawda, którą wyznaje nasz mózg. Dlatego nawet jeśli coś Ci się nie podoba, ale wiesz, że tego w żaden sposób nie ominiesz, ostatecznie godzisz się z tym. Początkowo się bronisz, ale kiedy widzisz, że to na nic – machasz ręką. Tak po prostu już musi być – mówisz do siebie.

    Dziś proponuję przemyślenie właśnie tej kwestii – nieuchronności. Chodzi o to, aby sprawić, przekonać się i zaakceptować fakt, że rozpoczniesz życie bez papierosów. Uczyń swoją decyzję niezmienną i niezłomną. Jeśli będzie trzeba, popracuj nad tym. Pracuj tyle, ile okaże się konieczne, aby ostatecznie wypracować w sobie to niezłomne przekonanie, że rzucenie palenia w Twoim przypadku to coś, co się po prostu wydarzy. Mniejsza o to, kiedy. W tej chwili ważniejsze od terminu jest wyrobienie w sobie jasnego, klarownego i niezmiennego przekonania, że rzecz jest już praktycznie przesądzona.

    Właśnie przekroczyłeś Rubikon. Nie ma powrotu. Nie pozostaje Ci nic innego, jak iść naprzód. Sprawy zaszły już za daleko.

    Z chwilą podjęcia takiej decyzji stawiasz się w sytuacji, w której to, co obecnie robisz – palisz papierosy – jest stanem przejściowym. Zapamiętaj: od dziś palenie to stan przejściowy. Coś co minie.

    Dlaczego nazwałem to działanie strategią walca drogowego?

    Kiedy już go uruchomisz – kiedy już odpalisz swój walec – nie ma przebacz. On ruszył. Być może powoli – bo nie musisz się spieszyć. Ważne jest, że jedzie naprzód. Pamiętaj, że on nie ma wstecznego, a hamulce wysiadły. Jedzie powoli, ale konsekwentnie. I jest gotów zmiażdżyć wszystko, co stanie mu na drodze. Nie dlatego, że czegoś nie lubi, że coś jest złe, szkodliwe i tak dalej, ale tylko i wyłącznie dlatego, że walec drogowy jest nie do zatrzymania. Być może nie grzeszy finezją, ale ma to coś: jest nieuchronny.

    Dokładnie taka musi być Twoja decyzja o niepaleniu. Nie ważne w tej chwili, czy zrobisz to jutro, czy za miesiąc, szybko i bez bólu, czy też będziesz się z tym męczyć jakiś czas (dwadzieścia lat… ;) ). Nie jest ważne, jakie metody i strategie zastosujesz, ani ile razy upadniesz. To wszystko blednie wobec faktu, że uruchomiłeś coś, co jest nieuchronne. Walec ruszył. Nie zna się na żartach. I dopnie swego.

    Niech Twój uzależniony mózg wreszcie to zrozumie.

  • Wykształć w sobie pragnienie

    Data publikacji: 15/06/2010 Rem Skomentuj
    Było. Nic jednak nie poradzę, bo to po prostu jest najważniejsze – nie tylko w rzucaniu palenia, ale w każdym działaniu rozłożonym w czasie i wymagającym pewnego wysiłku. Jeśli czegoś naprawdę pragniesz, prawdopodobnie Ci się to uda.

    Żyjemy w świecie emocji. Co i rusz kolejne badania potwierdzają, że w naszych decyzjach – również tych wydawałoby się racjonalnych i opartych na rzeczowej analizie – kierujemy się przede wszystkim odczuciami. Wygląda to tak, jakby podczas podejmowania decyzji część analityczna naszego umysłu próbowała jakoś uzasadnić naszą emocjonalną odpowiedź. Najpierw więc zajmujemy stanowisko – w oparciu o system emocjonalny – a dopiero potem staramy się je zracjonalizować. Jeżeli zaś racjonalny osąd nie zgadza się z naszymi odczuciami… zmieniamy osąd. Proste.

    Najbliższy nam przykład: palenie papierosów. Potrafimy je uzasadnić na milion sposobów, choć żaden z nich nie ma racjonalnego oparcia.

    W jednej z wcześniej opisywanych strategii namawiałem do stworzenia na swoje potrzeby takiego mentalnego obrazu „nowego, niepalącego siebie”. Tamto ćwiczenie miało w gruncie rzeczy jeden cel – wykształcenie w sobie pragnienia niepalenia. Dziś mówimy o tym już wprost.

    Niezależnie od tego na jakim jesteś etapie zrywania starych więzów z papierosami (Twoje „nici AKA”), pracuj nad swoim pragnieniem, aby nie palić. Mózg nie znosi próżni. Kiedy starasz się zracjonalizować swoje emocjonalne przywiązanie do papierosów, ale nie zaproponujesz nic w zamian, stanie się to, o czym pisałem wcześniej: z własnymi emocjami nie masz szans. Na przekór racjonalnemu rozumowi i wbrew logicznym argumentom na rzecz rzucenia palenia pozostaniesz przy swoich emocjonalnych „złych AKA”. Jak pisze amerykański psycholog Gary Marcus, autor „Prowizorki w mózgu”, dokonując wyborów, zupełnie tracimy głowę w sytuacji konfliktu między logiką a emocjami.

    W tym starciu walka z pragnieniem nie ma szans.

    Nie pozwól na to. Nie walcz z naturą swojego mózgu, ale wykorzystaj jego własną broń – wykształć w sobie nową emocjonalną motywację. Zajmij się stworzeniem w sobie i pielęgnowaniem pragnienia bycia osobą niepalącą. Zapragnij tego. Zapragnij być kimś, kto nie pali.

    Sprawę ułatwia fakt, że jeżeli nasze pragnienia stoją w jawnej sprzeczności z logiką i rozumem – nasz system emocjonalny nie kwestionuje owej logiki wprost. Trudno polemizować z żelaznymi faktami. Zamiast tego uzależniony umysł szuka trzeciej drogi, wybiegu, najczęściej grając po prostu na zwłokę. „Oczywiście, chcę rzucić palenie… ale jeszcze nie teraz: to półrocze jest naprawdę fatalne”, „Rzucić palenie? Pewnie, że tak. Może poczekam, aż na Nowym Smaku Życia pojawią się już wszystkie strategie wyjścia? Przecież lepiej się dobrze przygotować”. Brzmi znajomo?

    Nasze niekoniecznie racjonalne pragnienia nie podejmują otwartej wojny z rozumem. Nasz przebiegły, uzależniony umysł zgadza się na pewne ustępstwa wobec „twardych faktów” w nadziei, że… w końcu nam z tym rzucaniem przejdzie. Wykorzystajmy tę furtkę – wprowadzając do umysłu konkurencyjne do palenia pragnienie.

    Jeszcze raz: zapragnij być osobą niepalącą. Podziwiaj tych, którzy nie palą. Zazdrość im. Przed snem wyobrażaj sobie jak to byłoby wspaniale, gdybyś nie palił (wymyślaj siebie). Tak, owszem, teraz jeszcze palisz (to stwierdzenie uspokaja i nieco usypia nasz uzależniony głodny umysł), ale kiedy już rzucisz – będzie wspaniale. Już teraz ciesz się na samą myśl, że rzucisz. Dosłownie wariuj na tym punkcie. Pomyśl tylko – rzucisz palenie! Wow, ale będzie!

    Nakręć się na niepalenie. Jeśli trzeba, uznaj je za ósmy cud świata. Niech kojarzy Ci się z energią, siłą i radością. Niech łączy się z Twoim obrazem „docelowego siebie” – będzie po prostu niesamowicie.

    Analizuj własne „nici AKA”… i śmiej się z nich  (ależ miałem kiedyś dziecinną motywację, by zacząć palić). Patrz na siebie i swój uzależniony umysł z sympatią i życzliwością – jak patrzy się na nieco bezradne dziecko.

    Zauważ, że to wszystko jest dosyć łatwe. Twój nałóg prawie na pewno nie będzie przeszkadzał Ci pragnąć niepalenia – przynajmniej dopóki palisz. Przecież rzucisz w przyszłości, czyli w czasie, który dla Twojego zanurzonego w teraźniejszości mózgu zwyczajnie nie istnieje. To dlatego uzależniony mózg się nie buntuje. Wykorzystaj to bezlitośnie – wprowadź do swego umysłu pozytywnego wirusa. Doprowadź się do stanu, w którym rzucenie palenia stanie się czymś oczekiwanym i pożądanym. Im więcej włożysz wysiłku w wykształcenie i rozwój pragnienia niepalenia, tym bardziej będziesz gotowy, aby to rzeczywiście zrobić.

    Aż pewnego dnia zdziwisz się – bo możesz doprowadzić swoje pragnienia do takiego stanu, że rzucenie palenia stanie się dla Ciebie czymś przyjemnym. Nie powiedziałem łatwym, czy jakoś niezauważalnie błyskawicznym (na przykład w ciągu jednej nocy). Przypomnij sobie jednak te wszystkie działania, wymagające jakiegoś wysiłku, które podejmowałeś ochoczo, ponieważ z utęsknieniem wyczekiwałeś nagrody. Zatęsknij za wolnością od nikotyny – Twoją wielką nagrodą.

    Nie musi być łatwo. Ale jeśli będzie to bardzo, bardzo oczekiwane, to już sam proces rzucania dostarczy Ci przyjemnego poczucia, że realizujesz swoje marzenie.

    Do roboty.

  • Znajdź swoją skałę

    Data publikacji: 8/06/2010 Rem Ilość komentarzy: 6
    Coś co spędza sen z powiek palacza: no dobrze, a co z kawą? Kiedy zamierzasz rzucić palenie, prawie na pewno przypomni Ci się coś, co ZAWSZE robiłeś w towarzystwie papierosa. Coś, co bez papierosów wydaje się pozbawione smaku, żeby nie powiedzieć sensu.

    Pech chce, że zawsze chodzi o coś ekscytującego. Poranna kawa i mocny smak papierosa. Wieczorne spotkanie ze znajomymi przy szklaneczce piwa. Te wspaniałe chwile, bez których Twoje życie wydaje się bezbarwne.

    Kiedy w swoich myślach zbliżasz się do owych chwil, wiesz już – to jest Twoja skała. Coś, co staje Ci na drodze i o co prawdopodobnie się rozbijesz. Strzeż się.

    Skała może być jedna, za to solidna, może też być ich kilka. U mnie potężną skałą, o którą już wcześniej rozbijały się wszystkie poprzednie próby dryfowania ku wolności, była właśnie kawa. Pyszna, porażająco słodka, wręcz gęsta od cukru :) Zawsze, kiedy rzucałem palenie, to przede wszystkim kawa powodowała załamanie – gwałtowną potrzebę zapalenia. Już zaraz. Natychmiast. Papierosa! Dłużej tego nie zniosę… Na samą myśl, że coś takiego mógłbym przeżywać – drżałem. Długi czas nie umiałem rozwiązać tego problemu.

    Aż wreszcie – tadam! – spróbowałem kawy bez cukru. Miałem szczęście – w jakiś masochistyczny sposób posmakowała mi. Było lato, leżałem w hamaku czy w czymś tam podobnym i ugryzłem ziarenko kawy. Momentalnie przypomniało mi się dzieciństwo, a zaraz potem pomyślałem, że kawa bez cukru musi w jakiś sposób być podobna w smaku do gryzionego ziarenka. I wiecie co – taka właśnie była (choć trochę mniej, bo jednak co ziarenko to ziarenko).

    Twarde ziarnko do zgryzienia - moja wielka skała.

    Efekt uboczny – do cierpkiej kawy papieros nie pasował już tak idealnie, jak do tamtego ulepka, który zwykłem popijać. Na moich oczach kruszyła się moja wielka skała. Gorzka kawa miała swój niezwykły smak i niekoniecznie musiałem przy tym palić!

    Znając przebiegłość własnego mózgu przewidywałem, że to tylko kwestia czasu, aż przyzwyczaję się do nowego duetu: papierosa i gorzkiej kawy. Nie chciałem jednak tworzyć nowej zależności i odtąd kiedy paliłem, zamiast kawy zazwyczaj robiłem sobie słodką herbatę. Wiem – to obrzydliwe.

    Znajdź swoją skałę – prawdopodobnie masz ją już zapisaną: Twoja skała jest pośród tych rzeczy, dla których warto Twoim zdaniem palić. Oczywiście nie każdy argument przemawiający ZA paleniem to automatycznie Twoja skała. Skałą nazywam taką rzecz czy sytuację, która wydaje się nie do przeskoczenia, coś, bez czego nie wyobrażasz sobie szczęścia i radości dnia powszedniego. Skała to najwyższa trudność, największa przeszkoda, Twój słaby punkt, Twoja pięta achillesowa.

    Co można z taką skałą zrobić? Przyznaję – niewiele.

    Można próbować ją skruszyć. Trudna sprawa. Ominąć? Też ciężko.

    Na pewno trzeba mieć świadomość swojej skały – tego, co w sposób najmocniejszy łączy Cię z papierosami. Na pewno trzeba myśleć nad rozwiązaniem. Skupić się właśnie na tym elemencie – na swojej skale. Czasami wystarczy uporać się właśnie z tą jedną, jedyną sprawą, reszta zaś potoczy się już lawinowo. Miej świadomość swojego największego problemu związanego z paleniem i na nim skup swoje wysiłki. Nie tyle na walce i otwartej konfrontacji, co na znalezieniu jakichś rozsądnych rozwiązań.

    Jakieś wyjście z sytuacji znajdziesz. A gorzka kawa? Jest świetna.

  • Dlaczego warto palić?

    Data publikacji: 3/06/2010 Rem Ilość komentarzy: 7
    Kiedy idziesz na wojnę, powinieneś znać przeciwnika. Im więcej o nim wiesz, tym lepiej dla Ciebie. Myślisz, że Twoim największym wrogiem są papierosy? Nic podobnego.

    Papieros to tylko kawałek bibułki zwiniętej wokół odpowiednio spreparowanych, sprasowanych liści tytoniu. Papieros sam w sobie nie jest ani dobry ani zły (złe jest jego palenie). To Ty nadajesz mu określone znaczenie. Może być dla Ciebie narzędziem szatana albo wspaniałym wynalazkiem ludzkości, który otaczasz swoistą czułością (nie? przypomnij sobie tamtą chwilę, kiedy po nerwowym przeszukaniu całego domu, namiotu, samochodu wreszcie odnajdujesz tego jednego, jedynego, ostatniego papierosa – masz go! – i czujesz odprężenie, powrót spokoju, jakiż on wtedy jest pyszny – masz go! – jaki świetny…)

    Dla mnie, obecnie niepalącego, ale dawnego nałogowca z dwudziestoletnią praktyką, papierosy teraz to takie małe, białe wałeczki poukładane w kolorowym pudełku. Coś, czego prawie nie zauważam. Są kompletnie bez znaczenia. Celowo odwołuję się tutaj do mojej wieloletniej praktyki palacza – kiedy rzucałem palenie, wydawało mi się, że papierosy jakoś na zawsze pozostaną dla mnie czymś, co wywołuje jakieś emocje. Wyobrażałem sobie, że będzie to niechęć, może czasem jakiś okruch tęsknoty. A tu nic. Na pewno nie więcej niż proszek do prania czy stary numer „Wiadomości Wędkarskich”. Papierosy przestały mieć dla mnie jakiekolwiek znaczenie.

    No właśnie – a jak to jest u Ciebie?

    Usiądź w spokoju i odrzuć na chwilę (na chwilę!) te wszystkie negatywne skojarzenia z paleniem, całe to „poprawno-polityczne” gadanie. Na pewno przyjmiesz to z ulgą, bo pewnie jesteś już porządnie zmęczony całym tym truciem, że palenie to trucie i tak dalej. Nic z tych rzeczy. Zadaj sobie zwykłe, rzeczowe pytanie: dlaczego warto palić?

    Pomyśl o pozytywnych aspektach palenia. Tak, tak, to nie przejęzyczenie.

    Idealnie byłoby wziąć kawałek kartki i spisać wszystkie przychodzące do głowy odpowiedzi. Uwaga! Tutaj nie ma nic podchwytliwego, żadnych ukrytych zabiegów. Chodzi dokładnie o to, o czym piszę: pomyśleć, zastanowić się i najlepiej napisać w punktach, co sprawia, że warto sięgać po papierosy? Dlaczego wciąż chcesz palić? Wyobraź sobie, że to praca domowa – masz napisać wypracowanie albo przygotować się do wykładu na temat: „Dlaczego warto palić? Moje osobiste doświadczenia na tym polu.” Pamiętaj, musisz przekonać tych wszystkich niedowiarków na sali, którzy będą słuchali Twojego wystąpienia.

    Dzisiejsze działanie uzupełnia w pewien sposób strategię „zrywania nici AKA”, która skupia się na źródle. Tutaj również mamy poszukiwanie przyczyn – choć z naciskiem na to, co czujesz i co jest ważne dla Ciebie obecnie. Nadal jednak poszukujesz przyczyn.

    Jest też druga różnica: tutaj nie ma i nie powinno być jakiegoś negatywnego zabarwienia. W przypadku „nici AKA” już samo słowo „zrywanie” w pewien sposób narzuca Ci negatywny stosunek do papierosów. Dziś spróbuj pomyśleć o papierosach pozytywnie (ale tylko dziś, umawiamy się? ;-) ). Może wydać się to dziwne, ale już samo odkrycie, dlaczego Twoim zdaniem warto palić, może przynieść Ci zrozumienie. Coś w rodzaju olśnienia. A jeżeli nie, to przynajmniej uporządkuje pewne sprawy. Nie wymyślaj tylko jakichś durnych, wydumanych argumentów – odpowiedz szczerze, zgodnie z tym, co naprawdę myślisz. Poświęć na to trochę czasu, nie spiesz się, końcu chodzi o Twoje życie.

    Czas na odpowiedź z początku: co jest Twoim największym wrogiem? Oczywiście Ty sam. A ściślej mówiąc Twoje przekonania. Odkryj je. Poznaj. Zapisz.

    Jeśli je poznasz, będziesz wiedzieć, z czym masz do czynienia. Dzięki temu będziesz w stanie dobrać odpowiednie strategie i taktykę walki.

    Powiem Ci coś. Wygrasz tę wojnę.