-
Jak rzucałem palenie…
Data publikacji: 4/09/2009 1 komentarzW ostatniej notce próbowałem przypomnieć sobie smak mojego ostatniego papierosa. I chociaż starałem się, nic z tego nie wyszło – nie zapamiętałem jego smaku, gdyż byłem za bardzo przejęty moją nową rolą: oto nareszcie byłem niepalący, w dodatku czułem, że tym razem naprawdę mi się uda. Praktycznie żyłem tylko i wyłącznie tym, że już nie palę.

Naprawdę tym żyłem. W tamtym czasie była to jedna z najważniejszych rzeczy w moim życiu. Niepaleniu podporządkowałem praktycznie wszystkie inne sprawy. Nic nie liczyło się bardziej. Byłem skupiony tylko i wyłącznie na swoim celu – być osobą niepalącą.
Wbrew zaleceniom wielu psychologów i terapeutów nie uciekałem myślami od papierosów. Gdzieś wewnątrz czułem, że byłoby to tylko oszukiwanie samego siebie. Próbowanie nie myślenia o papierosach i zajęcia się w tym czasie czymś innym świetnie brzmiało w teorii, jednak w praktyce o papierosach myślałem bez przerwy. Instynktownie czułem, że kiedy będę próbował zwalczyć te myśli – one powrócą ze zdwojoną siłą.
Spróbowałem innej taktyki – postanowiłem swoje myśli o paleniu oswoić. Każdą taką myśl cierpliwie filtrowałem przez swoje własne postanowienie, starając się myśleć, jakbym był już osobą niepalącą – „ocho, oto myśl o paleniu – gdybym był palący, pewnie teraz bym nerwowo sięgał po papierosy”.
Starałem się każdą myśl o papierosach tak sformułować, jakby pochodziła ona od kogoś, kto już pokonał nałóg i jest wolny. „Zaraz, zaraz, a co bym pomyślał, gdybym już był po całej batalii o niepalenie?”
Każdą niesforną myśl czy impuls do zapalenia starałem się „przytrzymać” na tyle długo, aby przestały być odruchem. Kiedy mijał pierwszy impuls, szybko odzyskiwałem kontrolę i spokój ducha – co dawało jeszcze większe poczucie siły. Kurczę, ja naprawdę potrafię oprzeć się odruchowi – powtarzałem sobie i cieszyłem się z tego jak dziecko. Od tak długiego czasu pragnąłem być niepalący, że kiedy wreszcie odstawiłem papierosy, dosłownie smakowałem każdą chwilę bez palenia. Czułem, że jeszcze nie do końca jestem niepalący – ale postanowiłem zachowywać się tak, jakbym nie palił już od co najmniej kilku lat.
Nie uciekałem też od widoku papierosów, czy osób palących. Przeciwnie – bezwstydnie i z premedytacją wykorzystywałem widok palaczy do własnych celów – do podniesienia się na duchu. Oni wszyscy wciąż palili, ciągle uwikłani byli w nałóg, z którego nie potrafili wyjść. Czułem się lepszy, czułem się silniejszy, czułem się po prostu wspaniale.
Nie wiem ile w tym wszystkim było gry aktorskiej i zwyczajnego wmawiania sobie pewnych rzeczy. Ważne, że poskutkowało. I chociaż moje poczucie wyższości nad palaczami z pewnością nie należało do uczuć pięknych – było mi wtedy potrzebne.
Wtedy wiedziałem jedno – muszę zrobić absolutnie wszystko, aby nie zapalić papierosa. Absolutnie wszystko i tylko tyle – nie trzeba robić nic więcej.
Komentarze do wpisu “Jak rzucałem palenie…”

-
Wspaniały i prawdziwy tekst. To jest dobra droga
Sam zachowywałem się podobnie. Zwłaszcza widok palaczy wywoływał bardzo nieskromne poczucie wyższości. No bo przecież jacyż oni słabi i biedni….
Dodaj swoją opinię
-



czasx 28/09/2009 o 12:58