Poczuj wolność wyboru. Poczuj smak życia!
ikona RSS ikona email Ikona domowa
  • Jak długo trwa rzucanie palenia?

    Data publikacji: 7/10/2009 Rem Ilość komentarzy: 7
    old_clockDzisiejsza notka mogłaby być krótka: człowiek rzuca palenie w dwadzieścia jeden dni, czternaście godzin i siedem minut. Fajnie? Dobrze by było. Niestety, nie jest to takie proste…

    Zanim jednak zajmiemy się liczeniem dni czy tygodni, ustalmy, o jaki okres nam chodzi. W najszerszym znaczeniu proces rzucania palenia zaczyna się od pierwszych myśli o rzucaniu, aż do podjęcia decyzji i dalej – od decyzji po wypalenie „ostatniego papierosa” – koniec zaś całego procesu to moment, w którym uświadamiamy sobie, że jesteśmy wolni. Taki moment po prostu nadchodzi. No chyba, że mimo odstawienia papierosów, nie rozstaniemy się z nimi mentalnie.

    Trudno cokolwiek powiedzieć o czasie, jaki upływa od pierwszych rozważań, do podjęcia realnych działań. Jest to sprawa tak dalece indywidualna, że chyba nie da się ująć jej w jakiekolwiek ramy. Są ludzie, którzy w poniedziałek zaczynają zastanawiać się nad rzuceniem, w czwartek podejmują konkretną decyzję, a w niedzielę wypalają swojego „ostatniego”. Są też tacy, którzy zbierają się w sobie, przygotowują psychicznie (zazwyczaj przygotowując się na najgorsze), podejmują kilka mniej lub bardziej poważnych prób rzucenia, całość zaś trwa miesiącami czy wręcz latami. Rekordziści – tacy jak ja (absolutna czołówka światowa) rzucają palenie nawet przez dwadzieścia lat. Straszne, prawda?

    No dobrze – podjęliśmy już decyzję (minęło dwadzieścia lat – gratulacje). Wszystkie popielniczki wylądowały już w koszu. Znamy na pamięć siedem podręczników rzucania palenia oraz na wyrywki wszystkie teksty z Nowego Smaku Życia. Właśnie wypaliliśmy ostatniego papierosa i – wreszcie, wreszcie, wreszcie – nie palimy.

    Jak długo musimy czekać, aby nasze niepalenie stało się dla nas czymś naturalnym – podobnie jak u ludzi niepalących? Innymi słowy – ile dni niepewności i wyrzeczeń nas czeka zanim nie poczujemy prawdziwej, realnej wolności?

    Jakiś czas temu pisałem o pewnej nauczycielce, której udało się to w jedną noc, chociaż nie do końca wynikło to z jakichś jej konkretnych działań – ot samo przyszło. Z tego też powodu lepszy byłby przykład tych wszystkich ludzi, którzy pod wpływem silnego bodźca dosłownie „w jednej chwili” stawali się osobami niepalącym. Ich przemiana dokonywała się natychmiast, jednego dnia.

    Chyba najsłynniejszym takim przypadkiem był Allen Carr. Rzucał wiele, wiele razy (skąd my to znamy?), aż pewnego dnia – zrozpaczony i zdesperowany – nagle zrozumiał, czym w istocie jest palenie. Zrozumienie to spłynęło na niego tak nagle i dobitnie, że w jednej chwili pojął, że tym razem mu się uda. I udało się.

    Wiele osób rozstaje się z nałogiem w czasie, jaki przewidziany został na pełną terapię środkami NTZ, czyli nikotynowej terapii zastępczej – plastrami, gumami czy cukierkami zawierającymi nikotynę. W tym wypadku okres „rzucania” trwa do 10 tygodni – w zależności od stopnia uzależnienia i poziomu, od jakiego zaczynamy.

    A jak było w moim przypadku? Od ostatniego papierosa, jakiego wypaliłem do momentu, kiedy poczułem się w pełni wolny od nałogu, upłynął mniej więcej tydzień. Napiszę o tym w innym czasie.

    Jak długo zatem trwa czas „przemiany”? Ujmując rzecz biologicznie – jak dużo czasu potrzebuje nasz mózg na „posprzątanie” po papierosach (wykształcenie nowych połączeń, zacieranie starych, „papierosowych”). Ile trwa takie przeprogramowanie mózgu? Spotkać się można z dość rozbieżnymi opiniami. Na przykład znany autorytet w dziedzinie motywacji i rozwoju Brian Tracy twierdzi, że dzieje się to przez około 21 dni. Z kolei M.J. Ryan, autorka inspirującej książki o postanowieniach noworocznych (polecam), pisała o 6 miesiącach. Spora liczba psychologów i badaczy behawioralnych mówi o okresie od 20 do 70 dni (ci sami badacze zgadzają się jednak, że zmiany mogą zachodzić zarówno dużo szybciej, jak i dużo wolniej). Co odpowiada za tak dużą rozpiętość?

    Chyba wszyscy znawcy tematu zgadzają się, że czynnikiem decydującym jest zaangażowanie emocjonalne. Nasz mózg (który musi nadążać nie tylko za naszym umysłem, ale i emocjami) po raz kolejny okazuje się niezwykle elastyczny. Potężny ładunek emocjonalny, towarzyszący olśnieniu, nawróceniu religijnemu czy przeżyciu katharsis wyzwala niemal natychmiast potężną autostradę w mózgu. Im jest coś dla nas ważniejsze, tym szybciej i pewniej w tę stronę podążają nie tylko nasze myśli i uczucia, ale i nasz fizyczny organizm.

    To nasze zaangażowanie, determinacja, nasze silne pragnienie decyduje o czasie, jaki ostatecznie potrzebny jest na rozstanie się z „umysłem palacza”. Nie muszę chyba mówić o roli wiary i przekonania, że się uda.

    W ostatniej notce przytaczałem statystyki, które potwierdzają, że samo odstawienie papierosów i uporczywe, dramatyczne, często wręcz heroiczne trzymanie się abstynencji zazwyczaj nie skutkuje – wcześniej czy później pojawi się sytuacja-pretekst, która przekreśli naszą z takim trudem utrzymywaną abstynencję. Powrót do palenia staje się wtedy dla palacza wyzwoleniem od męczarni i ciężkiego okresu wyrzeczeń.

    Dlaczego jednym się udaje dość szybko, inni zaś mimo wielu tygodni i miesięcy niepalenia wciąż nie czują się wolni? Odpowiedź jest prosta – oni wcale nie rzucili palenia. Mentalnie pozostali palaczami. Nadal pragną to robić – a świadomość, że nie mogą (bo tak przecież postanowili, albo – co gorsza – tak postanowili za nich lekarze, rodzina czy współpracownicy) wywołuje dodatkowe napięcia i jeszcze bardziej wzmaga chęć zapalenia.

    Rzucenie palenia powinno być pragnieniem. Powinno łączyć się z zaangażowaniem emocjonalnym. Sama abstynencja zazwyczaj jest nieskuteczna i często przynosi mnóstwo niepotrzebnych napięć. Ważniejsze jest pozbycie się „umysłu palacza”. Najlepszy – o ile nie jedyny – sposób, to pragnienie niepalenia. A im większe pragnienie, tym krótszy czas potrzebny na „przeprogramowanie umysłu”.

    A wiecie, co jest w tym wszystkim najlepsze? Że jeśli starujemy z wielkim zaangażowaniem, nadzieją i pragnieniem to nie musimy czekać na „moment olśnienia”, o którym mówił Carr, a który nadchodzi w chwili poczucia wyzwolenia od nałogu. Jeżeli nasze pragnienie niepalenia będzie wystarczająco silne, już od początku okres „uwalniania od nałogu” będzie znacznie łatwiejszy – codzienne, cogodzinne małe zwycięstwa, codzienna świadomość, że oto stajemy się niepalący, z każdym dniem mocniejsze przekonanie i nadzieja – przy takim nastawieniu moment wyzwolenia stanie się już nie tylko czymś, na co czekamy, ale zwyczajną, prostą konsekwencją. Czymś, co nastąpi szybciej, niż się tego spodziewaliśmy.

    Dodaj do:
    • Gwar
    • Wykop
    • Facebook
    • MySpace
    • Digg
    • del.icio.us
    • Google Bookmarks
    • Yahoo! Bookmarks
    • Netvibes
    • Twitter
    • Technorati
     

    Komentarze do wpisu “Jak długo trwa rzucanie palenia?” ikona RSS

    • czas nie ma znaczenia, liczy się efekt

    • 20-70-180 dni to spora rozpiętość. A co z książkami w stylu „Zmień swoje życie w 7 dni”? Albo „w weekend”? Może więc ci wszyscy naukowcy sami tak do końca nie wiedzą ile czasu potrzeba na trwałe zmiany?

    • Zgadzam się z autorem tekstu. Pragnę dodać, że u mnie zaistniało ponadto tzw. dojrzewanie do rzucenia palenia. Trwało około roku niestety, ale gdy nadszedł ten dzień, byłam bardzo zaskoczona, że znoszę cały proces tak zwyczajnie. Po 32 latach palenia wydawało mi się, że mogę gryżć ściany itp. Rzucałam bez wspomagaczy, gum, tabletek itp. Jedyne, co uznałam za potrzebne, to paczka papierosów zawsze w kieszonce torebki plus zapalniczka! Mineło 3 miesiące, papierosów już nie noszę, nie otworzyłam nawet tej paczki. Od kilku tygodni czuję się wolna !!!!!
      Dopiero od miesiąca po rzuceniu zaczełam czytać o rzucaniu !!!!! Myślę, że mi się uda, że sama obrałam sobie metody i chyba dobrze znam siebie i swoje możliwości i to też mnie buduje.

    • Właśnie o to chyba chodzi: najbardziej skuteczne metody to te, które sami sobie dobierzemy do naszego temperamentu czy preferencji. A tak nawiasem mówiąc, ja też pierwsze w życiu teksty o rzucaniu palenia przeczytałem jakiś miesiąc po rzuceniu :)

    • Artykuł dobrze odzwierciedla prawdziwa walkę z nałogiem. Nastawienie jest najważniejsze, a ponieważ cała moja rodzina pali (ciotki, wujowie, rodzice, kuzynostwo itd.) prócz mojego brata i siostry ( być może u nas jest to analogiczne) można by pomyśleć nie da się zrobić, a jednak. Moje nastawienie było na tyle silne że nawet nie przeszkadzało mi przebywanie w pobliżu osób palących, mało tego, raz na jakiś czas lubię zapalić Jointa i… tytoń z niego też nie zaciągnął mnie do powrotu do nałogu (ponieważ nie miałem tytoniu musiałem kupić całą paczkę i leży w domu i czeka na następną „okazję” i nie ciągnie mnie). Nie pale jakieś 40 dni i z dnia na dzień jest lepiej. Polecam.

    • Nie palę od prawie pięciu miesięcy- odstawiłem pety z tabexem. (24.01)
      Jednak nie mogę poczuć się całkowicie wolny od nałogu. Dlaczego? Bo często nachodzą mnie bardzo silne ataki chęci zapalenia. Pojawia się słonawy, charakterystyczny posmak w ustach, aż „mordę wykręca, żeby zajarać” i gwałtowna potrzeba zapalenia. Czuję się wtedy ,jakbym nie palił zaledwie od kilku godzin – zna to uczucie każdy palacz. Czasem pojawia się to raz dziennie, a czasem co kilka dni i niestety nie przemija po chwili, ale „trzyma” i „trzyma”, czasem bardzo długo. Aż czasem myślę, że się złamie, bo ile do k..wy można się męczyć!!!!! I na nic wmawianie sobie, że jestem wolnym od choroby nikotynowej człowiekiem, kiedy mnie to dopada.

    • pawel > trudno wyrokować na podstawie kilku słów komentarza, ale wygląda na to, że nie przeciąłeś wszystkich więzów z paleniem: wciąż jeszcze nie udało Ci się zostać człowiekiem niepalącym. Wmawianie sobie czegokolwiek rzadko kiedy działa. Twój organizm nie potrzebuje już nikotyny – ale jak widać wciąż jeszcze pamięć o „dopaminowym zastrzyku” tkwi w Twoim mózgu. Musisz zamienić ją czymś nowym. Czymś, co daje Ci satysfakcję i energię.

      Czy polubiłeś niepalenie? Czy tak naprawdę, w głębi duszy cieszysz się, że nie palisz? Czy sprawia Ci to satysfakcję i daje kopa?

      A może Twoja wcześniejsza decyzja o odstawieniu papierosów już nie wydaje Ci się tak dobra? Czy byłeś w całe to rzucanie w ogóle mocno zaangażowany?

      To co mogę poradzić w tej chwili, to „powrót do początku”: pomyśl, że ciągle jesteś w punkcie wyjścia. Tak, jakbyś dopiero co odstawił papierosy. Czas w ogóle nie ma tu znaczenia. Przecież nie odstawiasz papierosów na rok, dwa czy pięć. Twoim zamierzeniem nie powinno być rzucanie palenia (czy kontrolowanie jak długo to trwa), ale stanie się człowiekiem niepalącym.

      Przyjrzyj się sobie na spokojnie. Co jeszcze łączy Cię z paleniem? Czy masz w sobie jakieś poczucie utraty po odstawieniu papierosów, poczucie pogorszenia własnego życia?

      Zaangażuj się w swoje niepalenie. Już sam proces niech dostarcza ci radości i satysfakcji. Przekonałeś się już, że POTRAFISZ funkcjonować bez codziennej dawki nikotyny.

      Nie bój się tych chwil kryzysowych. Nie walcz z nimi, postaraj się „wziąć je na miękko”, na spokojnie – tu też się przekonałeś, że POTRAFISZ to przetrwać. Szklanka wody, jabłko, miętówka, garść pestek słonecznika, co tam jeszcze oraz… satysfakcja, poczucie siły, które wynika z prostego faktu: to Ty tutaj rządzisz.

      O czym bez przerwy myślisz? Wciąż wracasz do papierosów, czy przeciwnie – odczuwasz radość i satysfakcję z tego, że nie palisz? Bądź wobec siebie rozbrajająco szczery i chcij.

      Wiele więcej tutaj nie powiem – ponieważ nie znam szczegółów oraz odpowiedzi na pytania, jakie tutaj retorycznie zadawałem.


    Dodaj swoją opinię

    Subscribe without commenting