Poczuj wolność wyboru. Poczuj smak życia!
ikona RSS ikona email Ikona domowa
  • Dieta lekkostrawna, czyli herbatka z kardamonem

    Data publikacji: 27/07/2010 Rem Skomentuj
    Witajcie z głębi moich wakacji. Mimo gwałtownego załamania pogody jest tu naprawdę miło i sympatycznie, ale przede wszystkim mam wreszcie czas na sprawy, które zazwyczaj, w całym tym codziennym zgiełku, odkłada się gdzieś na bok.

    Z pewnością czymś, co w dzisiejszym zabieganym świecie często odkłada się na bok, jest jedzenie. Trochę taki truizm: jadamy szybko, bez zbędnej filozofii i byle jak. Kiedy jednak rzucasz palenie, możesz skorzystać z okazji i zająć się również dietą. Jeżeli potraktujesz to jako jeszcze jedno ekscytujące wyzwanie, być może uda Ci się nie tylko uwolnić od nałogu, ale i zmienić zwyczaje żywieniowe.

    Wprawdzie sezon letni to dobry czas na tekst lekkostrawny – ja jednak nieco go zepsuję i dodam kilka ostrych przypraw, zwłaszcza, że dziś mowa o odżywianiu. Co ma odżywianie do rzucania palenia? Wbrew pozorom ma i to nie tylko w znaczeniu, w jakim widzą go zazwyczaj palący – zwłaszcza kobiety – obawiając się, że po odstawieniu papierosów zbyt szybko i zbyt mocno przybiorą na wadze.

    Odpowiednia dieta, zapobiegająca owemu mitycznemu przybieraniu na wadze po rzuceniu palenia to nie tylko coś, co może Cię uchronić przed niechcianymi kilogramami – to również (a może przede wszystkim) wsparcie dla Twojego organizmu w dość trudnym dla niego czasie: odstawienie nikotyny rozpoczyna proces detoksykacji, organizm oczyszcza się i kiedy ty, na poziomie psychicznym dosłownie wariujesz z tęsknoty za papierosami albo z radości, że już nie palisz, gdzieś tam, na poziomie komórkowym trwa likwidacja skutków działania trucizny. Odpowiednia dieta może ten proces wspierać, co z dużym prawdopodobieństwem odbije się pozytywnie również na Twojej psychice.

    Od razu się jednak przyznam: nie czuję się w tym temacie zbyt mocny. Prawda jest banalna -  zawsze należałem do tych, którzy uwierzyli, że powiedzenie jesteś tym, co jesz to jeszcze jeden truizm, nie warty uwagi. Zazwyczaj jadłem co popadło, tym bardziej, że posiłek stanowił nieco irytującą przerwę w paleniu. Coś jak przerwa na reklamy pośrodku zajmującego filmu.

    Kiedy odstawiłem nikotynę, zajadałem się pestkami słonecznika – głównie po to, aby wypełnić czymś pustkę po papierosach. Gryzienie – podobnie jak uderzanie czy kopanie – to odwieczny naturalny sposób człowieka na stres, pobudzenie lub nudę. Doskonale znałem zalecenia, aby w czasie rzucania palenia jak najwięcej pić (najlepiej wody), powiem Wam jednak: bez względu na to ile litrów byście nie wypili, nie zastąpi to w żaden sposób ugryzienia czegoś twardego.

    Jeżeli martwisz się o kilogramy, ta książka może okazać się nieoceniona.

    Kiedy rzucałem palenie, tak naprawdę nie przejmowałem się dietą, odpowiednim żywieniem i tak dalej. Poszukiwałem nowych rytuałów. Chciałem mieć coś, czym mógłby zająć się mój umysł w czasie, kiedy nie paliłem. Palenie składa się przecież z niekończącej się liczby małych misteriów: przypalenie papierosa zapałką, zapach siarki, określone gesty – znacie to. Kiedy odstawiasz papierosy, nadal potrzebujesz jakichś małych misteriów. Oprócz słonecznika takim rytuałem stała się moja wieczorna herbata z kardamonem. Mocna i okropnie gorzka, aż cierpka. Uwielbiałem ją. Komuś, kto znał mnie wcześniej pewnie wydawało się to dość dziwne, jako że słynąłem w okolicy z wielkiego zamiłowania do słodyczy.

    Mamy zatem kwestię odpowiedniej diety. Jeżeli Was to jakoś bardziej interesuje, polecam Jak nie przytyć po rzuceniu palenia – książkę znanej w Niemczech specjalistki do spraw żywienia Dagmary von Cramm oraz dziennikarki Jenny Levie. Autorki nie pozostawiają złudzeń: jeśli ktoś rzuca palenie, ale nie zmieni nawyków żywieniowych, nieuchronnie przybierze na wadze. Po rzuceniu palenia zapotrzebowanie na energię spada, nasilają się natomiast łaknienie i chęć łasowania - czytamy w książce.

    Autorki dość szczegółowo opisują kolejne tygodnie od “Godziny ZERO” – proponując na każde następne siedem dni odpowiednio dobrane składniki. Przy okazji z książki tej dowiedziałem się, że ciała gorzkie mają działanie czyszczące – czyżby więc moja nagła miłość do kardamonu wynikała z jakiegoś instynktownego poszukiwania substancji odtruwających? Nie wiem. Z całą pewnością wiem jednak, że jeśli obawiasz się, że całe to rzucanie zrujnuje Ci sylwetkę i w rezultacie zamiast radości przyniesie poczucie klęski, być może warto już na początku całego procesu przemyśleć kwestię zmiany nawyków żywieniowych.

    Tu nie ma żadnej magii, tylko proste konsekwencje.

  • Boli? To dobrze!

    Data publikacji: 15/07/2010 Rem Ilość komentarzy: 5
    Pozostańmy na chwilę przy Pierwszym Tygodniu. Jeżeli wydaje Ci się czymś przerażającym – to pewnie masz rację. Jeżeli jednak stwierdzisz, że cały ten okres może być intensywnym, inspirującym i porywającym doświadczeniem… to również będziesz mieć rację.

    Zacznijmy jednak od tego, że to, czego się boisz, nie jest jakimś Twoim indywidualnym koszmarem, ale czymś, co przechodzą w zasadzie wszyscy nałogowcy. Jest to naturalna drogą wychodzenia z uzależnienia od substancji chemicznej – kiedy odstawiasz taki środek, jak na zawołanie zjawia się zespół abstynencyjny. Jego zadaniem jest przywołać Cię do porządku, który zburzyłeś, odstawiając mózgowi jego ulubioną używkę. To nie jest zemsta mózgu, ale jego rozpaczliwa obrona – ponieważ jest przekonany, że bez owej substancji zwyczajnie nie da rady funkcjonować.

    Damy radę. Nie jest tak źle. Pamiętaj, że to co Cię spotyka, to NORMALNA i NATURALNA reakcja organizmu, bardziej świadcząca o poprawnym wychodzeniu z uzależnienia, aniżeli sygnalizująca problem. Podczas gdy wciąż odczuwasz pewien dyskomfort (ciesz się, że to nie heroina, że nie czujesz jak kości rozsadzają ci ciało, masz drgawki, wymioty i każda minuta trwa tysiąc lat), TWÓJ MĄDRY ORGANIZM ROZPOCZĄŁ JUŻ PROCES SAMOLECZENIA. Trwa oczyszczanie z toksyn. Podczas, gdy tam na górze, w mózgu, trwa wojna, tutaj na poziomie zwykłych komórek jest codzienna harówka: trzeba po prostu posprzątać.

    Kiedy zatem czujesz objawy „głodu nikotynowego”, staraj się nie panikować. Pomyśl o tym, że to dobry znak, bo oznacza proces powrotu do równowagi chemicznej w Twoim organizmie. Możesz odczuwać zniechęcenie, jakiś niepokój czy huśtawkę nastrojów – to wszystko jest reakcją jak najbardziej naturalną.

    Dobra wiadomość jest taka, że możesz zmniejszyć negatywne objawy odstawienia nikotyny.

    Wspomniałem o heroinie. Wyjdźmy wreszcie z ciemnych wieków: mamy buprenorfinę czy metadon, które pozwalają zredukować objawy odstawienia tego narkotyku (buprenorfina jest w Polsce zatwierdzona jako lek przeciwbólowy, a nie jako lek od uzależnień, zatem dostępna w dziesięciokrotnie mniejszych dawkach, czym oczywiście wyróżniamy się na tle innych cywilizowanych krajów). Odstawienie nikotyny można łagodzić Zybanem czy Tabexem – nie brałem tych środków i nie radzę się tutaj kierować opiniami z forów internetowych. Porozmawiaj raczej ze swoim lekarzem.

    Ten plasterek może komuś uratować życie.

    Wychodzenie z palenia wspiera też oczywiście Nikotynowa Terapia Zastępcza, czyli leczenie od uzależnienia od nikotyny… nikotyną. Na pozór wydaje się to głupie, jednak warto tu pamiętać, że fizjologiczne objawy odstawienia tej substancji nie są aż tak dramatyczne, jak w przypadku innych narkotyków. Nikotyna przyjmowana w papierosach w daleko mniejszym stopniu wpływa na świadomość (odurzenie) niż heroina czy kokaina i również w daleko mniejszym stopniu skutki uboczne wywołuje jej odstawienie. Allen Carr porównywał głód nikotynowy do zwykłego głodu, warto jednak pamiętać, że świat nie jest czarno-biały i reakcje związane z odstawieniem mogą się znacznie różnić, w zależności od indywidualnego przypadku: mamy po prostu różne uwarunkowanie genetyczne.

    Niezależnie od tych różnic, odstawienie nikotyny nie wywołuje zazwyczaj aż tak silnych reakcji. I można to zrobić trochę później. Przecież w walce z uzależnieniem w dużej mierze chodzi nie tyle o substancję uzależniającą ale o cały nowy styl życia. Palący musi się uporać nie tylko z chemią ale może przede wszystkim z psychiką. Najczęściej wystarczy odzyskać wiarę w życie bez papierosów i uporać  się z dawnymi przyczynami, dla których w ogóle rozpoczęło się palić („sznury AKA”). Kiedy to nastąpi, odstawienie nikotyny może okazać się czymś łatwym, niemal niezauważalnym.

    Jestem tego żywym dowodem.

    Mózg żywi się – oprócz nikotyny oczywiście – również czymś bardziej subtelnym: przekonaniami. Nie chodzi mi o myśli – o to co sobie mówisz bądź wmawiasz. Chodzi o te wszystkie rzeczy, co do których masz pewność – niezachwiane przekonanie. Jeżeli żywisz przekonanie, że coś ci się należy, Twój mózg zrobi wszystko, aby Ci w tym pomóc. Jeżeli masz w sobie przekonanie, że jesteś osobą dowcipną i błyskotliwą – prawie na pewno taką właśnie osobą jesteś. Jeżeli jednak wmawiasz to sobie, dopiero próbujesz się do tego przekonać, coś w głębi duszy Ci mówi, że trochę oszukujesz. Nieładnie – mówi Ci Twój mózg. On wie, że naciągasz sprawy. Jedyna droga, aby go przekonać, że coś jest prawdą, to w to uwierzyć.

    To bardzo prosta zasada. Twoja niezachwiana wiara i dogłębne przekonanie o czymś potrafią czynić cuda. Znacie to? Tak, od jakichś dwóch tysięcy lat.

    Kiedy w pewnej chwili dotarło do mnie, że MOGĘ obyć się bez papierosów, było po sprawie.  Tak, oczywiście, miałem plaster nikotynowy, który nadal mi podawał moją używkę. Ale wiecie co? Nie bałem się o samą nikotynę – bałem się braku papierosów. Kiedy ten lęk minął, nikotyna przestała być problemem. Kilka dni po odstawieniu papierosów odkleiłem swój ostatni plasterek i w ogóle nie zauważyłem, żeby coś się zmieniło.

    Pierwsze dni abstynencji nie muszą być męczarnią. To, w jakim stopniu trudny będzie to czas, w dużej mierze zależy od Ciebie.

    *) Początek dzisiejszej notki to sparafrazowana myśl Henry’ego Forda., myśl, którą warto zapamiętać.
  • Pierwszy tydzień

    Data publikacji: 8/07/2010 Rem Skomentuj
    Być może od pewnego czasu nie możesz się już doczekać na ten dzień. Jesteś nakręcony, naładowany, zdecydowany i zdeterminowany. Tryskasz optymizmem, chęcią działania i czujesz, że możesz wszystko. To dobrze, bo czeka Cię twarde lądowanie. Będzie płacz i zgrzytanie zębami.

    No właśnie – mam dość wrażliwe zęby. Kiedy w promieniu dwóch metrów ode mnie pojawia się dowolne narzędzie dentystyczne już mnie boli. Ostatnia reklama szybkiego Internetu z Tomaszem Kotem (a jeszcze wczoraj lubiłem gościa…) to jakiś horror. Kto to wymyślił i jaki chory umysł to zaakceptował?

    Wczoraj udałem się na zabieg skalingu – niezorientowanym wyjaśniam, że chodzi o zwykłe, swojskie usuwanie kamienia nazębnego. No, nie takie zwykłe.

    Przygotowywałem się na tę wizytę od tygodnia. Uprawiałem jogę, przeczytałem czterdzieści książek o pozytywnym myśleniu oraz dwie o hipnozie (autohipnoza – może to jest rozwiązanie?). Tuż przed wizytą całkiem poważnie rozważałem zakup jakichś pampersów.

    Kiedy już zjawiłem się w gabinecie, byłem z siebie dumny, że w ogóle do niego dotarłem. Mogłem przecież uciec. Na wszelki wypadek poprosiłem panią doktor o przykucie mnie do fotela łańcuchami.

    No cóż, nie pozostało mi nic innego, jak przetrwać.

    Chodź do nas, nie będzie bolało! Bzdury.

    Generalnie zabieg skalingu nie jest bolesny, może trochę nieprzyjemny, ale da się przeżyć. Chyba, że ma się wrażliwe zęby. Coś, co dla kogoś jest chwilową niedogodnością, dla zębowego wrażliwca jest torturą gorszą od borowania. Tam robisz sobie zastrzyk i odprężasz się, a tutaj Pani Doktor działa przy Twojej pełnej świadomości.

    Czy myślicie, że mnie nie bolało? Otóż bolało mnie. W dodatku zabieg trwał jakieś sześć godzin – jakimś cudem upchniętych do kilkudziesięciu minut, co ze zdumieniem stwierdziłem zerkając na zegarek już po całej sprawie.

    Zastanawiacie się, co to wszystko ma wspólnego z paleniem oraz Pierwszym Tygodniem? Bo Pierwszy Tydzień taki właśnie może być, jak moja wizyta u stomatologa. Możesz czuć się paskudnie, zastanawiać się po jaką cholerę w ogóle się tak męczysz, możesz nawet odrobinę wariować i całkiem poważnie podejrzewać, że oto właśnie na Twoich oczach cały świat Ci się wali. Właśnie ten walący się świat jest najgorszy. Twoje jeszcze tak niedawne dobre samopoczucie, nakręcenie na niepalenie i tak dalej gwałtownie bledną i czujesz już tylko czarną rozpacz – życie staje się nijakie, a Twoja egzystencja pozbawiona sensu.

    Walcz o siebie, walcz o swoje dobre samopoczucie.

    Pamiętasz strategię celów, która nakazuje Ci mieć cele szersze i dalej idące niż rzucenie palenia? Teraz o tym zapomnij. Teraz najważniejsze jest niepalenie. Tylko to się liczy. Jesteś na swoim Pierwszym Tygodniu i to jest ta najważniejsza bitwa.

    Strategia walki jest prosta: unikaj otwartej bitwy z silniejszym wrogiem – staraj się wykorzystać wszelkie możliwe sposoby na prowadzenie wojny partyzanckiej. Kilka luźnych propozycji:

    • W jednej chwili możesz odczuwać tylko jeden rodzaj emocji: pozytywną lub negatywną – zrób wszystko, aby odczuwać te pozytywną
    • Umysł słabo sobie radzi z dwiema konkurującymi ze sobą myślami – wybiera tę, którą odczuwa jako ważniejszą – a w tej chwili najważniejszą dla niego sprawą jest pragnienie nikotyny. Odwróć jego uwagę.
    • Rób coś. Bez przerwy rób coś. A jeżeli nie masz nic do roboty? Nie szkodzi – po prostu rób coś.
    • Nakręć się na coś, co Cię fascynuje, inspiruje, co uwielbiasz, żyj tym czymś.
    • Zadbaj o odpowiednią dietę. Jaką? Najlepsza jest taka, która wydaje Ci się najbardziej atrakcyjna. Z drugiej strony warto wykorzystać fakt, że na nasze samopoczucie wpływa to, co zjedliśmy i sięgnąć po kilka polecanych produktów. Jeszcze do tego wrócę na Nowym Smaku Życia :) (Czy wiecie na przykład co ma wspólnego kardamon z papierosami?)
    • W ogóle rób jak najwięcej atrakcyjnych rzeczy. Dobrze jest robić coś twórczego, co daje Ci satysfakcję – pisz, maluj, komponuj, układaj puzzle albo statek kosmiczny z klocków Lego.
    • Zadbaj po prostu o to, by Twój umysł – poza jedynym tylko aspektem, czyli paleniem – czuł się twórczo, inspirująco, po prostu wspaniale.
    • Wymyśl sobie mantrę albo dwie. Kiedy trzeba, powtarzaj ją. Mów ją, myśl ją, stań się nią. Klep ją do znudzenia, przekonuj swój załamany mózg, że kontrolujesz sytuację. No dobrze, nie chciałem tego napisać, ale napiszę: wmów to sobie. Przykład dobrej mantry: „Jestem cholernym zwycięzcą. Zrobię to. Pokonam go” (chodzi o własny mózg – to z nim walczysz, nie z papierosami). Inna mantra – dosadna, rubaszna, nieco ordynarna i tylko dla dorosłych: „Dupa, dupa, dupa”. Czasem coś, co może wydawać się krańcowo głupie działa zaskakująco skutecznie.  Ale ludzie są różni. Jeżeli jesteś osobą wierzącą, być może doda Ci sił powtarzanie zdania, które kiedyś przeczytałem w niewielkiej, acz budującej książce i które brzmiało tak: „Bądź spokojny i wiedz, że Bóg jest nad tobą”.

    Wszystko pięknie, powiecie, ale jak tu nakręcać się na coś pozytywnego, kiedy wokół szarzyzna, ból i zwątpienie wywołane brakiem nikotyny? Celowo zacząłem dziś od mojej wizyty u dentysty. Pewne rzeczy po prostu trzeba zrobić. Robisz je wiedząc, że może zaboleć. Robisz je nie dlatego, że oczekujesz, iż będą przyjemne, ale dlatego, że masz je do zrobienia.

    Na szczęście można się postarać, aby Pierwszy Tydzień był przeżyciem tyleż intensywnym, co interesującym. Kiedy znajdujesz się na fotelu u dentysty, nie masz zbyt wielu możliwości. Jeżeli odpowiednio o to zadbasz, Twój Pierwszy Tydzień Niepalenia może z początkowej beznadziei zamienić się w coś, co odmieni Twoje życie.

  • Czy to wszystko zadziała?

    Data publikacji: 6/07/2010 Rem Skomentuj
    Jeżeli śledzisz nowosmakowe sposoby na palenie, być może od jakiegoś czasu zastanawiasz się, czy w Twoim przypadku wszystkie te strategie okażą się skuteczne. Mówiąc inaczej – czy to wszystko w ogóle zadziała?

    Opisywane przez mnie strategie w rzucaniu palenia unikają otwartego konfliktu z ludzką naturą. Przeciwnie: na każdym kroku namawiam, aby bezlitośnie wykorzystywać wszelkie słabości umysłu, przekuwając je na sukces w walce z nałogiem (co sprawdza się zresztą również w innych sprawach wymagających wysiłku oraz czasu). Powiem krótko: uważam, że takie podejście to najlepszy klucz do sukcesu.

    Na pierwszy rzut oka taktyka ta może wydawać się mało efektywna: zamiast odstawić papierosy natychmiast, bez wdawania się w czcze gadki, tak  „po męsku”, my snujemy rozważania o „niciach AKA”, źródłach problemu i takich tam dookoła. Zamiast być dla siebie twardym, zajmujemy się uspokajaniem własnego uzależnionego umysłu, przekupywaniem go, poszukiwaniem przyjemności i w gruncie rzeczy zamiast po prostu rzucić, zaczynamy grać na zwłokę, nadmiernie pobłażać sobie, co staje się niczym innym jak samooszukiwaniem się. Niby coś tam robimy z naszym nałogiem – i już samo to „robienie” jesteśmy gotowi uznać za wystarczające.

    Czy ty również żyjesz złudzeniami? Zastanów się. Oczywiście masz do tego prawo. To Twoje życie i Twoje złudzenia. Być może masz piękne, kolorowe sny i jest Ci po prostu z tym dobrze. Nie chciałbym jednak w tym uczestniczyć – naprawdę nie chciałbym, aby moje słowa stanowiły pożywkę dla Twoich złudzeń. Zwłaszcza, że mają ku temu spory potencjał: na każdym kroku namawiam przecież do pozytywnego spojrzenia i nikogo nie straszę. Takie miłe, budujące słowa, prawda?

    Musisz jednak pamiętać – cały czas musisz pamiętać – dlaczego je w ogóle czytasz. Zaglądasz tu, aby sprawdzić co mi pomogło w rzuceniu palenia. Czytasz te słowa, ponieważ Ty też chcesz rzucić palenie. Chcesz zmienić swoje życie. Nigdy, nigdy o tym nie zapominaj.

    Taktyka „miękkiego” rzucania, przy wykorzystywaniu pewnych słabości naszej natury tylko pozornie wydaje się nieefektywna. W rzeczywistości przynosi ona trwałe efekty. Czy istotne jest, że rzucisz palenie dzisiaj, o 18.30? Nie. Powiem więcej: Twoim celem nie powinno być rzucanie czegokolwiek. Ty chcesz być osobą niepalącą. To jest Twój cel – być niepalącym. To wielka różnica. Twój cel to nie jakiś heroiczny, jednorazowy akt, ale nowy sposób na życie.

    Powtórzę tu za starym, dobrym Dalem Carnegie: „Jest tylko jeden sposób pod słońcem, aby sprawić, by ktoś coś zrobił… Trzeba sprawić, aby ten ktoś chciał to zrobić”.

    Dziś stajesz naprzeciwko własnego, uzależnionego mózgu (nikotyna) oraz uzależnionego umysłu (nawyki). Parafrazując słowa Carnegiego – jest tylko jeden sposób, aby sprawić, aby Twój mózg oraz umysł chciały być niepalące – musisz sprawić, aby dla Twojego mózgu i umysłu było to doświadczenie przyjemne, interesujące, inspirujące i aby niosło nagrodę. Nie jakąś tam odległą, nobliwą, poprawną politycznie, ale nagrodę natychmiastową, mięsistą, szaloną i jeśli trzeba – nawet dziką.

    Radzę jednak nie przesadzać z tą nagrodą – żeby nie okazało się, że zamieniliśmy jeden problem na drugi. Na wszelki wypadek trzymaj się zasady: wszystko, co legalne i etyczne, jest dozwolone ;) Zresztą o nagrodach będziemy jeszcze mówić.

    A pytanie z początku notki? Jest tylko jeden sposób, aby się przekonać, czy w Twoim przypadku to w ogóle zadziała – sprawdź to! Wypróbuj to, przekonaj się osobiście – na własnej skórze.

    Tymczasem powoli przechodzimy do etapu, który nazywam strategiami przetrwania. Coraz mniej będziemy mówić o papierosach, a coraz więcej o życiu.

  • Chyba wdepnąłeś w jakiś układ…

    Data publikacji: 2/07/2010 Rem Skomentuj
    Jeżeli nie jesteś pustelnikiem i nie mieszkasz w wysokiej wieży, z dala od innych, nie możesz ignorować wpływu otoczenia na swoje zachowanie, a nawet na swoje – zdawałoby się bardzo własne – przekonania. W rzeczywistości każdy z nas jest niezwykłą mieszanką czyichś dążeń i oczekiwań, przyswojonych i przefiltrowanych przez system naszych własnych emocji.

    Takie stwierdzenie może wydawać się dla kogoś nieco frustrujące, a przede wszystkim fałszywe. Żyjemy przecież w epoce kultu indywidualizmu – powtarzając za Houellebecqiem – a jeżeli połączymy wiarę w autonomiczność jednostki z przekonaniem o jej racjonalności – ciągle jeszcze obecnym w społeczeństwie – uzyskamy typowy obraz, jak zwykle chcielibyśmy widzieć: jesteśmy niezależni, dobrzy i mądrzy.

    Tymczasem obserwując wyniki kolejnych badań zyskujemy coraz większą pewność, że indywidualizm i racjonalność to mity. Na co dzień kierujemy się emocjami (co powtarzam już chyba zbyt często) i w dodatku na nasze decyzje znacznie większy wpływ niż byśmy tego chcieli ma nasze otoczenie.

    „Nikt nie jest samotną wyspą” – pisał Thomas Merton i chociaż nie wiem jak byś się zastrzegał, nie zmienisz tego: funkcjonujesz w określonym środowisku, pośród określonych ludzi. Nawet największe odludki muszą przyznać, że dookoła nich jest JAKIEŚ otoczenie. Nazwijmy je tutaj UKŁADEM.

    Wszystko jest jakimś układem. Stosunki między przyjaciółmi, kolegami czy sąsiadami tworzą jakąś strukturę – właśnie układ. Podobnie w rodzinie, w pracy czy na uczelni. Układy te przenikają się, tworzą struktury większe i coraz bardziej skomplikowane – gdzieś na końcu tej drogi możemy już mówić o świadomości (mądrości?) narodu, kontynentu (ci Europejczycy…) i ostatecznie świata całego. Amen.

    Nie będziemy jednak sięgać aż tak daleko, wystarczy nam nasze własne, niezbyt rozległe ale za to dobrze znajome poletko. Co się tu dzieje? Układ, wszędzie układ ;-)

    Weźmy taki przykład: jakiś czas temu ktoś napisał w komentarzu, że nie palił w domu, ponieważ rodzice tego nie akceptują i w domu po prostu się nie pali. Jak myślicie, czy siedząc na kanapie przed telewizorem myślał bez przerwy o tym, jak bardzo chce mu się palić? Nie sądzę. Zresztą znacie to przecież – każdy palacz ma dziesiątki własnych przykładów.

    Są miejsca, czynności oraz ludzie, przy których nawet nie pomyślisz o papierosach, ale są też miejsca, czynności oraz ludzie, przy których – niczym pies Pawłowa – po prostu zapalić musisz. Rozsądna strategia wychodzenia z nałogu nakazuje oczywiście takich miejsc, sytuacji i ludzi unikać, ale – tak, tak – łatwo powiedzieć, a jeszcze łatwiej napisać o tym na blogu lub w poradniku dla rzucających. Dużo trudniej wykonać.

    Skupmy się na ludziach – jak sobie poradzić w sytuacji, kiedy w układzie z określonymi ludźmi od zawsze były papierosy? Jak ja sobie poradziłem? Otóż nie poradziłem sobie, tylko miałem szczęście. Mój najlepszy podówczas towarzysz w paleniu pewnego dnia spakował się i wyjechał za granicę, ja zaś z nudów rzuciłem palenie.

    Ach, jak nam się dobrze paliło! Jeździliśmy sobie po nocnej Warszawie, gadaliśmy o naturze wszechrzeczy (świat ma naturę galaretki) i paliliśmy. „Ależ te szlugi są PYSZNE – mawiał mój przyjaciel, a ja się zgadzałem. Co tu dużo gadać – takie właśnie były.

    Nie wiem, jak wyglądałoby moje rzucanie palenia, gdyby mój kolega nie wyjechał. Wiem, że byłoby mi znacznie trudniej. Musiałbym się jakoś uodpornić na jego wpływ. Co ciekawe – on również rzucił palenie. Nie wierzyłem w to. Stałem z rozdziawioną gębą, ściskając słuchawkę i nie wierzyłem w to, co słyszałem. Każdy mógłby rzucić, ale on? Największy wielbiciel papierosów w tej części świata.

    Ja w ogóle miałem sporo szczęścia z ludźmi – kiedy po wielu latach odnowiły się moje kontakty z dawnym przyjacielem z dzieciństwa i szkolnej ławy (Nasza Klasa, skąd wiedzieliście? ;-) ), od jakiegoś tygodnia nie paliłem, nie nosiłem plasterków i byłem już człowiekiem wolnym. Do dziś nie wiem, jak potoczyłyby się losy mojego niepalenia, gdybyśmy spotkali się nieco wcześniej. Sami pomyślcie: spotkanie po latach, tyle tematów, aromat pysznej kawy i… i tak bez papierosa?

    Jeżeli chcesz się uwolnić od palenia, musisz uwolnić się z wpływu, jaki mają na ciebie Twoi palący znajomi. Nie każę Ci oczywiście wysyłać ich za granicę, może jednak na ten newralgiczny okres – początek abstynencji – udałoby się jakoś z nimi nie spotykać?

    Gorzej, jeśli z kimś takim mieszkasz. Oczywiście zawsze możesz udać się na osobny urlop, ale może też wydać się to zbyt dużym poświęceniem (jeśli uwielbiacie spędzać urlopy razem).

    Jeśli wykażesz się pewną kreatywnością być może dostrzeżesz jakieś rozwiązanie. Z pewnością będzie Ci dużo trudniej, jeżeli w Twoim domu wszyscy palą i w dodatku pracujesz w miejscu, gdzie pierwszą czynnością dnia jest rytualny papieros w grupie, zaś przerwy w pracy mają tylko ci, którzy palą (o takiej sytuacji słyszałem całkiem niedawno – człowiek chciał rzucić palenie, ale wtedy okazało się, że kiedy robił sobie przerwę i po prostu stał obok palących, szef gonił go: „a ty tu czego? jak nie palisz, to do roboty”. Po kilku dniach nieszczęśnik poddał się, machając ręką: „Pierniczę to” – tylko w nieco bardziej dosadnej wersji).

    I ostatnia sprawa: jeśli myślisz, że jakikolwiek palacz chce, abyś rzucił palenie – mylisz się. Oczywiście zgodzi się z Tobą, że dobrze robisz (najczęściej dodając, że on sam też musi pomyśleć o rzuceniu), ale tak naprawdę nie oczekuj od niego wsparcia. Najczęściej (choć nie zawsze) jesteś dla kogoś takiego chodzącym wyrzutem sumienia: Ty rzucasz/rzuciłeś, a on tkwi dalej w nałogu. W większości wypadków osoba taka zrobi wszystko, aby udowodnić Ci, że masz czego żałować, bo papierosy są… no, pyszne.

    Twój niedawny towarzysz w paleniu może nieświadomie próbować „nawrócić” Cię na papierosy. I wcale nie chodzi o to, że to wredny zawistnik – tak po prostu działa układ, który Ty swoją decyzją o niepaleniu naruszasz. Wszystkie układy, zwłaszcza te długoletnie, mają tendencję do podtrzymywania status quo.  Tak samo jak my osobiście nie lubimy zbyt daleko idących zmian, tak większych zmian nie lubią całe układy, w jakich się znajdujemy.

    To wyjaśnia, dlaczego osoby, które w krótkim czasie zyskały majątek – np. po wygraniu na loterii – w przytłaczającej większości dość szybko wracają do swojego poprzedniego poziomu materialnego. Wyniki badań są jednoznaczne: niewygoda, jaką odczuwamy w wyniku naruszenia układu skłania nas do szybkiego pozbycia się nadmiarowej gotówki – może dla wielu brzmi to niewiarygodnie, ale bardziej od bogactwa cenimy sobie to, co znajome – nasze dotychczasowe środowisko. Wyłączam oczywiście sytuacje patologiczne oraz te, w których tak bardzo męczysz się w swoim otoczeniu, że jedynym marzeniem wydaje się jego opuszczenie.

    Czy jest jakieś wyjście z tej beznadziejnej sytuacji? Może to, że kiedy już ZDECYDUJESZ, kiedy Twoje otoczenie ZROZUMIE, że to nie żarty, że Ty NAPRAWDĘ nie palisz, nie pozostanie mu nic innego, jak fakt ten ZAAKCEPTOWAĆ. Jeżeli masz w sobie odpowiednią dozę determinacji, zrobisz to. Niedowierzanie Twoich bliskich minie szybciej, niż się spodziewasz. Musisz tylko przekroczyć pewien próg bezwładności układu i jego wytrzymałości brzegowej – czyli mówiąc po ludzku – pokazać im, że jest już pozamiatane.

    A mój przyjaciel z dzieciństwa? Na początku, kiedy powiedziałem mu, że już nie palę, był odrobinę zawiedziony (bo naprawdę kiedyś fajnie nam się gadało przy papierosach). Ale powiem Wam coś: moje niepalenie przyjął do wiadomości, zaakceptował i tak powstał między nami nowy układ. On pali, ja nie – i nikomu to nie przeszkadza.