-
Jak rzucić palenie (albo cokolwiek innego).
Data publikacji: 30/04/2010 SkomentujWstęp.
Podziękowania.
Przedmowa i Posłowie.
Oklaski.Zanim omówimy najlepsze, najefektywniejsze i najbardziej skuteczne metody rzucania palenia, muszę coś wyjaśnić: nie spodziewaj się, że będzie łatwo. Strategie, jakie zaprezentuję, nie wymagają jakiejś szczególnie silnej woli (zwykła powinna w zupełności wystarczyć – ja na przykład mam słabą) i są bezbolesne, a jednak nie obędzie się bez wysiłku. Ujmę to tak: jeśli spodziewasz się magicznej formułki, którą wystarczy powtarzać rano i wieczorem – i jakoś samo się zrobi – to znaczy, że żyjesz złudzeniami. Nie ma czegoś takiego. Nie uda się rzucić palenia (albo czegokolwiek innego) samymi afirmacjami, śpiewnymi mantrami i zaklęciami. No chyba, że przypadkowo studiowałeś na Hogwarcie.
Andrzej Dudziński to doświadczony, wieloletni fotoedytor w niewielkim wydawnictwie prasowym. W Photoshopie jest naprawdę dobry. Jeszcze lepszy i jeszcze bardziej doświadczony jest w paleniu papierosów. Od dwóch lat zamierza rzucić palenie, ale niestety nie studiował na Hogwarcie. Ma umysł praktyczny, a przynajmniej tak mu się wydaje. Spójrzmy na niego – Dudek właśnie przeżywa wielkie rozczarowanie. Kolejny poradnik poświęcony odnoszeniu sukcesów w każdej dziedzinie okazał się nieskuteczny. Podobnie jak dwa poprzednie.
Co za stek bzdur. Najważniejsza jest pasja… PASJA! Też coś.
Dudek jest zdenerwowany i odrobinę zniechęcony. Zaczyna podejrzewać, że wcześniej wynajdą pigułkę dla palaczy, niż uda mu się skutecznie rzucić. Na wszelki wypadek odłożył parę złotych na e-papierosa – może to jest jakieś wyjście?
Zastanówmy się. Co Dudek robi nie tak? Dlaczego mu nie wychodzi? Dlaczego, mimo regału pęczniejącego od poradników, Dudek wciąż tkwi w tym samym miejscu: gdzieś tak na początku drogi?
Dudek tak naprawdę nic nie robi.
Owszem: sporo czyta. Rozważa. Przygotowuje się. Planuje działanie, ale kiedy zbliża się termin, nagle odkrywa, że chyba jeszcze nie wie wszystkiego. A przecież właśnie ukazała się książka, która traktuje właśnie o tym ważnym, ale nie zauważonym wcześniej aspekcie! Dudziński pędzi do księgarni. Sukces – pozycja jest i to w dodatku na liście bestsellerów!
Dudek znowu jest szczęśliwy. Początek książki jest świetny – czyta się lekko i wprost czuje, że już zaraz, za chwilę, najdalej za cztery, pięć stron na Dudka spłynie objawienie. Objawienie, które sprawi, że rzucenie palenia będzie drobnostką.
Ale to tylko jeden problem – i wierz mi, to zaledwie czubek góry lodowej. Weźmy inny – znacznie poważniejszy. Dudek nie wierzy w to, co czyta. Albo inaczej: niby wierzy, niby potakuje z aprobatą głową, ale w gruncie rzeczy uważa, że autor poradnika odrobinę przesadza. Odrobinę. Na przykład wtedy, kiedy pisze o motywacji, rozwijaniu w sobie palącego pragnienia, zaangażowaniu emocjonalnym i innych takich.
Czy nie da się rzucić palenia bez całej tej emocjonalnej otoczki? Bez tego infantylnego gadania o entuzjazmie i pasji? Znam Dudzińskiego i wiem, że wolałby otrzymać po prostu jakiś określony, konkretny zestaw ćwiczeń, dających się wpisać w codzienny grafik. Może po porannym joggingu?
Powiem Ci coś: rzucanie palenia (albo czegokolwiek innego) to nie bułka z masłem. Ja też myślałem, że to kolejne ćwiczenie dla zuchwałych. Wykonujesz je, otrzepujesz się i wracasz do codzienności.
Do niczego nie wracasz. Musisz zrozumieć, że kiedy rzucasz palenie, zmieniasz cały swój świat. Nie wierzysz mi? W porządku, tylko nie mów mi potem, że nie ostrzegałem. Nic nie będzie już takie same. Czasem będzie prościej, ale pamiętaj, że wiele spraw się skomplikuje. Nie będzie już prostych rozwiązań. Przecież nie wyjmiesz papierosa, nie zaciągniesz się i powoli wypuszczając dym (Boże, jakie to pyszne…) nie stwierdzisz, że oto udało ci się rzucić – co oczywiście warto uczcić małym dymkiem (obowiązkowo podpierasz się wówczas błyskotliwymi cytatami z Jarmuscha).
Bądźmy poważni – rzucając palenie pozbywasz się ważnego w Twoim życiu wspomagacza. Pocieszyciela. Kumpla, który zawsze chętnie pomoże.
Kiedy rzucisz palenie, będą chwile, kiedy będzie trzeba jakoś inaczej rozwiązać swoje problemy. I nie będą to problemy związane z papierosami. Myślisz, że kiedy rzucisz, wszystkie inne kłopoty automatycznie znikną i w dodatku nigdy już nie pojawią się nowe? Może się zdziwisz, ale ja właśnie tak myślałem. Niewiarygodne, prawda?
O konsekwencjach rzucania palenia (albo czegokolwiek innego) jeszcze będzie. Teraz chwila o metodologii.
Zamiast o metodach i receptach, wolę mówić o strategiach. Metoda kojarzy mi się z czymś raz na zawsze ustalonym, podanym jako konkretna recepta. Działa albo nie, ale nie podlega dyskusji. W przypadku jednych okazuje się skuteczna, ale do innych kompletnie nie przemawia. Coś jak rzucanie grochem o ścianę.
Prawda Cię wyzwoli: w tym biznesie nie ma jednoznacznych odpowiedzi. Nie oczekuj dokładnych przepisów. Zresztą składniki już znasz. Masz niezbędną wiedzę. Być może bardziej potrzebujesz po prostu pewnego wsparcia. A może potwierdzenia, że Twoja strategia jest słuszna?
Strategie, o których będę pisał, to rzeczy sprawdzone, przetestowane i opatrzone etykietką: „Zadziałało”. Zazwyczaj zresztą są to sprawy powszechnie znane – a przy okazji wiele razy wałkowane na Nowym Smaku Życia – a jednak stanę na głowie po to, aby to co znane, stało się dla Ciebie odkryciem. Być może mi się nie uda. Być może się uda. Wybieraj.
Czas na podziękowania: dziękuję. Te osoby, które wiedzą komu to mówię, wiedzą też dlaczego. I póki co, pozostańmy przy tym.
Zauważ, że w całym tym przydługim wstępie ani razu nie wspomniałem, czy to wszystko ma w ogóle sens. Autorzy poradników często zaczynają od spostrzeżenia, że na rynku jest już mnóstwo poradników na ten sam temat, zatem rodzi się pytanie, po co u licha tworzyć kolejny. Pytanie to zazwyczaj zadawane jest dość dramatycznie i kiedy już zaczynasz obawiać się, że może rzeczywiście coś w tym jest, autor robi efektowny zwrot i mówi Ci, że tym razem będzie inaczej. Sugeruje, że właśnie dzięki temu, że on wie, że zna, że przeanalizował te wszystkie inne poradniki, z pewnością odkrył w nich jakąś lukę. Otrzymasz zatem pozycję pozbawioną wad poprzedników. Ten poradnik będzie inny. Oczywiście.
Chcesz mojego uzasadnienia?
Powiem krótko: nie dbam o to. Nie obchodzi mnie to. Piszę, bo lubię. Nie palę, bo lubię. Wystarczy?
-
Czy jesteś skuteczny?
Data publikacji: 27/04/2010 Ilość komentarzy: 3
Pomówmy o skuteczności – o tym, co działa. Jest wiele teorii i opracowań dotyczących nałogów i uzależnień. Wiedza na ten temat jest rozległa – od psychologii po neurobiologię – poparta licznymi badaniami i dobrze udokumentowana. A teraz najważniejsze: dla ciebie nie ma to kompletnie żadnego znaczenia.Było słoneczne, grudniowe popołudnie. Ostatnia niedziela roku, świat w zwolnionym tempie, choć już na horyzoncie przedsmak noworocznych szaleństw. Młody (stosunkowo) człowiek przemierzył kilka podwórek, przechodząc przez kilka osiedlowych uliczek tylko po to, aby po trzynastu minutach wędrówki stanąć przed drzwiami jedynej w okolicy otwartej apteki.
Kolejka posuwała się miarowo. Za młodym (stosunkowo) człowiekiem stanęła pięćdziesięcioletnia kobieta – nieistotna dla tej opowieści – a za nią miejscowy figo-fago ze śliczną blond dziewczyną. Nie wiadomo, czy miała na nogach białe kozaczki.
Młody (stosunkowo) człowiek dotarł wreszcie do okienka i poprosił o paczkę plasterków antynikotynowych, czym wywołał w kolejce lekki szmer niedowierzania. W końcu kupował coś, co z finansowego punktu widzenia było odpowiednikiem kartonu niezłych papierosów! Ale marnotrawstwo.
Miejscowy figo-fago nie potrafił ukryć swego obrzydzenia i teatralnym szeptem oznajmił swojej pani: „Ja to gdybym chciał, to bym rzucił bez niczego.”
A teraz pytanie za sto punktów: czy miejscowy figo-fago nadal pali papierosy?
O-dwa-lata-mniej młody (stosunkowo) człowiek delektuje się smakiem wolności i czasem wspomina tamtego mocnego faceta z apteki (usiłując sobie przy okazji przypomnieć kozaczki
).Jedną z pierwszych rzeczy, jakie zrozumiałem po pokonaniu nałogu było odkrycie, że w tym sporcie nie liczy się siła, ale skuteczność. Możesz okazać się największym słabeuszem pośród rzucających – ostatecznie ważne jest tylko to, że okazałeś się skuteczny. To właśnie z tego powodu na łamach swojego ówczesnego bloga sformułowałem hasło Absolutnie Wszystko ™. TM miało rzecz jasna podrasować i uwiarygodnić całe twierdzenie.
Kiedy rzucasz palenie nigdy nie wiesz, co zadziała akurat w twoim przypadku. Możesz dysponować świetną teorią, mieć przygotowane super-skuteczne sposoby ze sprawdzonych podręczników, a mimo to możesz ponieść klęskę. Jak temu zaradzić? To proste: musisz wypróbować wszystkie metody świata. Kup gumę, plasterek, zapisz się na hipnozę albo elektro-coś tam. Nie ustawaj w poszukiwaniach. (Chociaż zalecam elementarny rozsądek.) I nie przejmuj się, że sięgasz po wspomagacze. Twoim największym wrogiem – zaraz po nałogu – jest fałszywe przekonanie, że jeden sposób jest lepszy od drugiego. Poczucie, że jeśli nie potrafisz zerwać z nałogiem od razu, natychmiast, wprost wypalając go ze swojego życia skondensowanym strumieniem silnej woli – jesteś nieudacznikiem… Hm. Czy widzicie, że właśnie to przekonanie najczęściej powoduje pewien paraliż i… poczucie wstydu?

"Palenie rzucam zazwyczaj po siedemnastej" - Hero.
Jestem przekonany, że miejscowy figo-fago – gdyby tylko chciał – rzuciłby palenie natychmiast, miażdżąc wszystkie te dziecinne sposoby i metody dla słabeuszy. Z drugiej strony – kto jest większym bohaterem: superman, który rzuca palenie od niechcenia (zazwyczaj przed obiadem, tuż po tym, jak pokona alkoholizm i odstawi narkotyki), czy może ktoś, kto skutecznie rzuci, mimo, iż wcześniej mdlał na samą myśl o możliwości dopuszczenia do świadomości nieśmiałych planów o rozważeniu, że być może kiedyś warto byłoby zastanowić się – ale nic na siłę – nad koncepcją czasowego zmniejszenia ilości wypalanych papierosów o pół papierosa tygodniowo?
Brawo: zgadłeś. Większy powód do chwały masz wtedy, kiedy rzucenie palenia to dla ciebie i twojej słabiutkiej woli dokonanie czegoś w zasadzie niemożliwego. Nie sztuka jest rzucić palenie w przypadku bycia tytanem. Albo miejscowym figo-fago. Sztuka jest dokonać tego, kiedy mentalnie ma się metr piętnaście w kapeluszu. Nie zapominaj o wdowim groszu – w przypadku palenia są to plasterki, guma nikotynowa, cukierki albo zwykłe landrynki.
Wróćmy do skuteczności. Jeśli naprawdę chcesz rzucić palenie, jedyne, co musisz zrobić, aby tego dokonać to zrobić absolutnie wszystko (™)… aby to zrobić. Szukaj swoich metod. Bądź zdeterminowany, skoncentrowany, nieustępliwy. Rzucanie palenia to nie miejsce dla tych, którzy żyją złudzeniami. Możesz być słaby, ale nie bądź mimozą. Pamiętaj, nawet jeśli twoja silna wola jest bardzo słaba – nie upoważnia cię to do poddawania się.
Na koniec powiew nadziei – z okazji zbliżającego się światowego dnia bez papierosa, który będzie pierwszą oficjalną rocznicą Nowego Smaku Życia – rozpoczynamy wielki cykl – co zrobić, aby wygrać z nałogiem. Co tu dużo gadać: zebrałem tam w zasadzie wszystko, co warto wiedzieć o rzucaniu. Nie palisz? Nie szkodzi – przyda ci się w odchudzaniu albo dotrzymaniu postanowienia, że będziesz zdrowo się odżywiać, uprawiać sport albo robić cokolwiek innego.
Już za kilka dni rozpoczynamy prezentację technik sprawdzonych, totalnych, ale bezbolesnych
Najważniejsze jednak, że skutecznych. -
Układ ma się dobrze
Data publikacji: 21/04/2010 Ilość komentarzy: 2
Minął czas narodowej żałoby, podczas której jeszcze raz pokazaliśmy, że potrafimy wznieść się ponad usłaną konfliktami codzienność i ponownie poczuć się razem. Potrafimy. My, Naród: jedność, wspólnota, duma i troska. Teraz wszystko się zmieni. Przez tydzień.To był niezwykły czas. Dla wielu trudny i bolesny, ale też z pewnością był to czas poczucia czegoś istotnego: chwile myślenia o pewnych ponadczasowych wartościach, chwile przypomnienia o tym, czym jesteśmy albo raczej co tworzymy jako społeczność – jako naród. W sposób naturalny był to czas wielkich i podniosłych słów. Ktoś powiedział, że media zdały egzamin. Egzamin zdały też partie polityczne. Przede wszystkim zaś egzamin zdał nasz naród.
No cóż, nie było to trudne.
Tragiczna w wymiarze ludzkim i wręcz niewyobrażalna w rozmiarach dla funkcjonowania państwa katastrofa spowodowała w nas naturalny, dobrze znany socjologom i psychologom odruch – wszyscy chcieliśmy poczuć się razem, poczuć się wspólnotą. Dramat łączy równie mocno – o ile nie mocniej – co euforia sportowych zwycięstw. I jeżeli pojawiły się głosy, że może warto na gruncie tej tragedii zbudować nowe standardy, wręcz fundamenty życia publicznego, one również były szczere, naturalne i niestety… niemożliwe do spełnienia.
Nie chodzi o to, że Polacy są źli. Nie problem w tym, że nie umiemy żyć w zgodzie, wspierać się, szanować mimo odmiennego spojrzenia na wiele spraw. Umiemy. I w sytuacjach mobilizacji – czy to w obliczu katastrofy, czy wobec działania żywiołów naturalnych, ale też w chwilach narodowej chwały – momentalnie zbieramy się i rodzi się w nas solidarność.
Dlaczego nie udaje nam się zachować tych szczególnych, godnych naśladowania i najwyższej pochwały postaw na dłużej?

Również w chwilach narodowej chwały rodzi się w nas solidarność. Do końca meczu. Fot.: www.siatkowka.net
Mamy tutaj do czynienia z czymś, czego doświadczyła niejedna osoba, próbująca rzucić palenie. Taka decyzja zmienia przecież wiele w życiu jednostki – ale także jej otoczenia. Wprowadza zachwianie pewnej równowagi, naruszenie pewnego status quo. Nie lubimy zbyt daleko idących zmian – wprowadzają one zamieszanie, niepokój, niepewność. Rzucanie palenia to poza wszystkim wychodzenie poza swoją strefę komfortu, naruszenie układu.
Kiedy nagle oświadczasz rodzinie, że zostajesz wegetarianinem – prawie na pewno będzie to oznaczało problemy. Kiedy dojrzewa w tobie czas na zmiany – często po wielu miesiącach czy latach wewnętrznych przemian – dla otoczenia może się to wydawać czymś kłopotliwym: „on tak nagle się zmienił! zaczął biegać, zmienił pracę, może ma kochankę?”
Nawet kiedy robisz coś absolutnie pozytywnego, coś co wydaje się nie mieć żadnych aspektów negatywnych – jak rzucanie palenia albo zerwanie z alkoholem – wywołuje w otoczeniu niepewność i pewien niepokój. Rodzina, znajomi – zwłaszcza ci palący – oficjalnie zachęcają cię, poklepują po plecach, ale tak naprawdę twoja decyzja wywołuje w nich niepokój. To jak to będzie? Nie zapalimy razem? A może będziesz chciał czuć się lepszy ode mnie? Zostałeś abstynentem? Czyli jak – teraz bedziesz miał innych pijących za zdegenerowanych alkoholików? Niedobrze.
Każdy z nas żyje w pewnym określonym układzie. Społecznym, towarzyskim, zawodowym i tak dalej. Próby wyjścia poza układ, naruszanie go czy chęć wyjścia poza często spotykają się z ostracyzmem, nieufnością czy wręcz wrogością. Walka z nałogiem to nie tylko zmaganie się ze swoimi słabościami ale także z otoczeniem.
Grupy społeczne, a nawet całe narody również mają swoją strefę komfortu. Opuszczają ją z prawdziwą niechęcią. Iluż wizjonerów, reformatorów i proroków zginęło, ponieważ pragnęli zbyt daleko idących zmian? Nie ważne, że ich wizje po wielu latach od ich śmierci odmieniały świat i czyniły go lepszym – pewien zastały układ społeczny musiał je po prostu przyswoić.
Od kilku dobrych dni wróciliśmy do swoich dawnych zachowań i przyzwyczajeń. Układ przywraca równowagę. I mimo, że wciąż mamy do czynienia z dramatem, wciąż jeszcze trwają pogrzeby i nie wszyscy jeszcze powrócili – my już z pewnością powróciliśmy do siebie samych.
Mówimy: życie trwa dalej.
-
Udaj się do swej izdebki
Data publikacji: 12/04/2010 Ilość komentarzy: 2
W sobotę zamierzałem przerwać moje nieco przedłużające się milczenie na blogu. Rano odwiozłem dziecko na zbiórkę harcerską, a kiedy wracałem, w myślach układałem swój wpis, który – trochę w nawiązaniu do niedawnej Wielkanocy – chciałem zatytułować „Cud przemiany”. Po powrocie do domu okazało się jednak, że tego dnia niczego nie napiszę.Chciałem napisać o pewnych aspektach przemiany, jaka może dokonać się w człowieku pod wpływem nagłych wydarzeń, wielkich przeżyć czy ważnych odkryć duchowych, ale równie dobrze pod wpływem „spokojnych” i czasem długich przemyśleń.
Gdybym napisał ten swój tekst, podkreśliłbym w nim, że przemiana zawsze dokonuje się wewnątrz nas. Zawsze ma najpierw wymiar duchowy, a dopiero potem emocjonalny czy intelektualny – zresztą ten ostatni zazwyczaj jest najmniej istotny. Przemiana jest zawsze osobista i zawsze jest to akt wolnej woli – a zatem wyraz wewnętrznej wolności człowieka.
Napisałbym, że Przemiana to wielkie słowo. Nie dokonuje się na zawołanie. Nawet wielkie i nagłe przeżycia, które stawiają przed nami na nowo pytania o sens istnienia, wydarzenia, które w jednej chwili przewartościowują nasze dążenia i ukazują nam nieco zagubioną w szarej codzienności właściwą perspektywę życia – nawet one nie mają mocy dokonania w nas przemiany. Są pełne emocji, podniosłych, czasem bardzo trudnych uczuć, są też pewnym początkiem, możliwością, zalążkiem, ale rzadko kiedy same w sobie mają siłę wyrycia w nas trwałych zmian.
Bo przemiana jest czymś trwałym. To nie jest nagły impuls – jak zwykle chcielibyśmy to widzieć – ale raczej jego konsekwencja. Przemiana wreszcie to coś, co prawie zawsze całkowicie zmienia nasz stosunek do świata, niemal całkowicie przemeblowuje pewne – nieco rzadziej wszystkie – aspekty naszego życia.
Od zarania dziejów, we wszystkich chyba wielkich kulturach ktoś, kto przygotowywał się do ważnych duchowych zmian, udawał się na jakiś czas w miejsce odosobnienia – w miejsce, które lubię nazywać pustynią przemiany. To właśnie tam, w odosobnieniu, z dala od hałaśliwej teraźniejszości dokonywał się wspominany na początku „cud”. Zazwyczaj w ciszy i milczeniu. Na pustyni.
Większość z nas pragnie pewnych zmian w swoim życiu, ale nie każdy odczuwa potrzebę jakichś zmian radykalnych, wywracających do góry nogami dotychczasową rzeczywistość. Może więc przemiana to zbyt wielka rzecz? A może nie? Może to jedyny rozsądny sposób, aby wyrwać się z kręgu ciągle tych samych niezrealizowanych planów, celów i zamierzeń?
Trudno powiedzieć. Na pewno jednak warto zwolnić na chwilę i dać sobie trochę czasu na przemyślenia. Na chwilę wyciszenia i spokojnego zastanowienia się, co dalej. Czego chcemy? Co jest ważne?
Dziś – w tych smutnych dla tak wielu z nas dniach – chciałbym skupić się właśnie na tym: na wyciszeniu.
Warto znaleźć jakieś własne, spokojne miejsce. Nie musi to być pustelnia z dala od miasta, gdzie odprawiałoby się jakieś rytuały magiczne. Twoją pustynią może stać się park miejski, z jego anonimowością, brzeg jeziora lub rzeki, może pusty kościół. Miejsce nie jest tak bardzo istotne. Ważne, aby móc poczuć się tam jak w samotni – być tam tylko ze sobą i tylko dla siebie. Nie potrzeba długich godzin ani jakichś niezwykłych przemyśleń. Może nawet jak najmniej przemyśleń?
Najważniejsze są rzeczy najprostsze. Warto po prostu trochę pobyć.




Najnowsze komentarze