-
Wiesz wszystko, co trzeba
Data publikacji: 2/03/2010 Skomentuj
Muszę się do czegoś przyznać: mój przedostatni tekst – ten o supermetodzie – wyrwał mi się spod kontroli. Tak naprawdę chciałem tylko napisać, że to, czego potrzebujemy do zmian w naszym życiu, już w nas istnieje.Większość ludzi tak naprawdę wie, co należy zrobić, aby zrealizować swoje cele czy dokonać mniej lub bardziej doniosłych zmian w swoim życiu. Niejednokrotnie jest to wiedza intuicyjna – nie tyle może wiemy, co pewne rzeczy wyczuwamy. Najczęściej to, co zamierzamy, wymaga po prostu pewnej konsekwencji i czasu – co oczywiście zniechęca – jednak nie kwestionujemy samego procesu. Mało tego, jesteśmy skłonni uznać go nawet za niezbędny. Umiejętność gry na gitarze wymaga pewnej ilości konkretnych ćwiczeń i chyba mało kto wierzy, że można tego dokonać np. za pomocą odpowiednio dobranej diety. To samo dotyczy narzędzi – są nam w większości doskonale znane i akceptowane. Umiejętność pływania zdobywamy w wodzie – chociażby na basenie – natomiast nauka jazdy na nartach zazwyczaj wymaga wyprawy nad jakąś górę. Są to rzeczy proste i dość oczywiste.
Pewna moja znajoma chce schudnąć. Właściwie odkąd pamiętam jest albo tuż przed, albo w trakcie, albo tuż po jakiejś świetnej diecie. Przez większą część czasu moja koleżanka martwi się swoją wagą albo żyje nadzieją, że tym razem musi się udać – w myśl zasady teraz albo nigdy. Kiedy rozmawiam z nią na ten temat przyznaje, że wie, co powinna zrobić, wie jak to zrobić i tylko… jakoś jej nie wychodzi.
Sprawdziłem jej metody. Moim zdaniem są całkiem rozsądne. Wiedza mojej znajomej na temat prawidłowego odżywiania, właściwej diety i tych wszystkich co-ile-ma-kalorii jest naprawdę imponująca. Mówiąc krótko – moja koleżanka naprawdę wie to, co potrzeba, aby zrealizować swój cel.
Większość ludzi tak naprawdę wie, co należy zrobić, aby zrealizować swój cel. Jeżeli jest to zamierzenie choć trochę poważne, w taki czy inny sposób zdobywamy wiedzę na ten temat. Poznajemy metody, narzędzia – wszystko, co jest konieczne. Z czasem możemy wręcz stać się w naszej dziedzinie prawdziwymi ekspertami. Tak jak moja koleżanka.
Dlaczego jednak to nie działa? Dlaczego wiedza nie wystarcza? Przyczyn takiego stanu rzeczy jest wiele – można je wszystkie podzielić na kilka grup. Przytaczam tutaj dwie:
1. Twój emocjonalny mózg zawsze wie lepiej. Możesz mieć całkiem sporą wiedzę na temat osiągnięcia swojego celu. Znać metody i strategie. Wszystko to jednak zawsze przegrywa z emocjami. Było to już wielokrotnie dowodzone: analityczna część naszego mózgu zawsze służy pomocą, zawsze chętnie dzieli się swoją wiedzą, przedstawia szereg racjonalnych argumentów, ale to część emocjonalna rządzi. Przypomina to trochę naradę w firmie – doradcy przekazują swoje dogłębne analizy rynku, dane statystyczne, rachunek strat i zysków i przekonują do swoich racji, ale to szef furiat ma prawo głosu i ostatecznie zrobi to, co będzie mu się chciało. To właśnie dlatego cały czas, do znudzenia, niemal bez przerwy powtarzam tę mantrę: musisz pokochać to, co chcesz zrobić. W starciu z emocjami nie masz bowiem żadnych szans. Jest to pierwotna, podstawowa przyczyna niepowodzeń. Wszystkie inne tak naprawdę są jej pochodną.
2. Paraliż analityczny. Wciąż poszukujesz nowych informacji. Do zmiany przygotowujesz się jak na wojnę. Chcesz wiedzieć dosłownie wszystko na dany temat. Nic nie może cię zaskoczyć. Cierpisz na syndrom doskonałości. Mija pewien czas i nagle odkrywasz, że już samo poznawanie tego, z czym chcesz się zmierzyć daje ci poczucie, że… coś przecież robisz. Nie jesteś bezczynny. Gromadzisz przecież wiedzę, opracowujesz taktykę, planujesz – słowem: przygotowujesz się. Po jakimś czasie możesz mieć w zanadrzu kilka świetnych strategii. Działasz? Nie, w żadnym wypadku! Teraz musisz zdobyć jeszcze więcej informacji, aby – zanim cokolwiek zrobisz – mieć pewność, że wybrałeś strategię najlepszą, gwarantującą sukces. Paraliż analityczny to świetna sztuczka mózgu, mająca uspokoić twoje sumienie, a jednocześnie działać w zgodzie z wytycznymi wyznaczonymi przez twoje emocje, pragnienia i namiętności.

Jedyne, co musisz zrobić, to przekonać swój mózg, że będzie ekscytująco.
Powtórzyć swoją mantrę? U podstaw wszelkich efektywnych metod i sposobów na zmiany w naszym życiu leżą nasze emocje. Nie musicie daleko szukać, gdyż prawdopodobnie już wiecie, co macie robić. No dobrze – a jak sprawdzić, czy to co wiecie, może być skuteczne? Podpowiedzą wam… wasze emocje. Jeżeli na myśl o potrzebnym (według was samych) działaniu poczujecie nieprzyjemny skurcz w żołądku, będzie to znak, że jesteście na dobrym tropie. To znak, że wasz emocjonalny mózg trochę się zaniepokoił – on już poczuł, że to o czym myślicie może być groźne dla jego wygodnego świata. Emocjonalny mózg nie cierpi zmian i momentalnie wyczuwa, kiedy ma do czynienia z realnym zagrożeniem.
Kiedy już poczujecie ten skurcz w żołądku (a co niektórym zrobi się wręcz słabo) – oznacza to, że stoicie przed właściwą drogą. Pozostaje wam tylko jakoś przekonać swój mózg, że będzie ciekawie, ekscytująco, że cała ta droga to będzie coś niesamowitego.
-
Krótko
Data publikacji: 2/03/2010 SkomentujTen blog nadal jest przedsięwzięciem non-profit. Niech was nie zraża bloczek na reklamę – Nowy Smak Życia nie zamienia się w maszynkę do robienia pieniędzy – ha ha ha, dobre by to było
Blok reklamy wrzuciłem tu, bo może jakoś uda się sfinansować serwer. A może się nie uda – w sumie też nic się nie stanie (te cztery dychy jakoś wysupłam).W każdym razie nie musicie klikać, bo AdTaily płaci za oglądanie – czyli czas wyświetlania
No dobrze, jak zechcecie, to klikniecie – nie będę nikomu mówił, co ma robić. A potencjalnych darczyńców, dobrodziejów, czy po prostu – reklamodawców – zachęcam do zareklamowania się. Wystarczy kliknąć „Zostań sponsorem”, wybrac obrazek (reklamę), wpisać na ile dni, a dalej… hm, nie wiem, co dalej. Chyba trzeba jakoś zapłacić
Nowy Smak Życia będzie Wam wdzięczny do końca swoich dni, Wy zaś pokażecie klasę reklamując się w tak ekscytującym miejscu, jakim jest ten nasz mały kawałeczek Internetu.
A skoro już o zmianach blogowych – wyrzuciłem kalendarz, bo trochę mnie denerwowało, że nie mam wpisów codziennie
Zamiast tego pod reklamą jest lista ostatnich 15 tekstów. Zrezygnowałem też z blogfrogowego oceniania wpisów – ostatnio BlogFrog wydawał się opóźniać wczytywanie Nowego Smaku Życia – coś się tam w tle mieliło. Z podobnych powodów zrezygnowałem kiedyś z bajeranckiego widżetu z muzyką z Jamendo. Opóźniała wczytywanie strony, nie mówiąc już, że wciąż miałem poczucie, że powieniem zmienić płytę
Blip też miał na Nowym Smaku swoje pięć minut. Taka mała maszynka do krótkich wpisów, pamiętacie? Maszynka fajna, tylko, że czasochłonna: może kiedy zostanę zawodowym blogerem – ha ha – Blip powróci?
Blok reklamowy, który dodałem, nie powinien jakoś opóźniać wczytywania i mam nadzieję nie będzie zbyt inwazyjny. Żaden tam Flash z wodotryskami tylko stateczny obrazek nie rzucający się w oczy. Taka powinna być reklama, no nie?
Do zobaczenia w najbliższej notce – którą mam już zresztą napisaną. Specjalnie tak zrobiłem, aby obecny wpis nie wisiał sobie jako najnowszy – jest na to za bardzo baj-de-łej.




Najnowsze komentarze