-
Popełniłeś błąd? No i co z tego?
Data publikacji: 20/01/2010 Ilość komentarzy: 4
Kilka dni temu jedno z moich latorośli zabrało się dziarsko za powtarzanie słówek z angielskiego. Komputer pokazał dziecku kilka wyrazów, a następnie grzecznie zapytał, czy dziecko może powtórzyć. Kiedy okazało się, że nie wszystko udało się napisać bezbłędnie, dziecko ze złością i prawie ze łzami w oczach stwierdziło, że jak tak, to ono nie chce.W pierwszej chwili nie mogłem zrozumieć tej dość gwałtownej reakcji. Przecież to tylko zwykły program komputerowy, niemal zabawa, gdzie błędy można popełniać właściwie bez żadnych konsekwencji.
Wszystko jednak wskazuje na to, że mojego syna dopadł syndrom doskonałości. Prawdę mówiąc nie wiem, czy ktoś już zdefiniował tę dość powszechną w naszych czasach dolegliwość. Jakby powiedział pewien mój stary przyjaciel: prawdopodobnie ma to już jakąś łacińską nazwę.
Syndrom doskonałości to przeświadczenie, że wszystko, za co się zabieramy, powinniśmy robić perfekcyjnie. Już od najmłodszych lat świat przekonuje nas, że naszym celem jest nieustanne dążenie do doskonałości. Popełnianie błędów – coś przecież bardzo naturalnego – spotyka się z dezaprobatą rodziców, nauczycieli, a w końcu pracodawcy, czy partnera życiowego. Nic dziwnego, że w takim klimacie społecznym każda porażka – często nawet niewielka – jest głęboko frustrująca. Najczęściej ani rodzina, ani szkoła (ani nawet rówieśnicy) nie traktują popełniania błędów jako niezbędnego elementu prowadzącego do rozwoju. Niezależnie od teorii i dobrych chęci, realia są takie, że prawie każdy nasz błąd spotyka się z odbiorem negatywnym. Jak często słyszeliście słowa: „Tutaj zrobiłeś źle, ale wiesz – właściwie to wspaniale, bo jesteś teraz znacznie mądrzejszy.”?
Dorastamy zatem w przeświadczeniu, że wszystko, co robimy, musi być jeśli nie doskonałe, to przynajmniej bezbłędne. Przekonanie to odbija się, niestety, na wielu naszych poczynaniach – zwłaszcza tych, których… nie podejmujemy. Po co zabierać się za coś, czego – w naszym mniemaniu – nie zrobimy wystarczająco dobrze?Jeżeli próbowaliście rzucać palenie, bardzo możliwe, że przeżyliście na własnej skórze sytuację, kiedy to po dwóch dniach niepalenia zdarzyło wam się zaciągnąć papierosem od kolegi. „Wszystko zmarnowane” – myśleliście wtedy. Całe dwa dni abstynencji, ba, cały wasz wielki plan rzucania – przepadły z kretesem. „Nie uda mi się, to zbyt trudne” – myśleliście wtedy z poczuciem winy, po czym kierowaliście się w stronę najbliższego sklepu z papierosami.
Poczucie, że wszystko należy robić perfekcyjnie, to nie tylko trauma wynoszona z czasów szkoły i dorastania. Tak naprawdę cały czas jesteśmy bombardowani natarczywym: „bądź doskonały”, „bądź najlepszy”. Mamy z tym do czynienia w rodzinie, w pracy, nawet we wszechobecnych mediach, z telewizją i reklamą na czele. Być może wydaje nam się, że jesteśmy na reklamę odporni – a jednak cały czas sączy się z niej natarczywy przekaz, który mniej lub bardziej świadomie wpływa na nasze własne przekonania: „muszę być lepszy”, „muszę schudnąć”, „powinienem być szybszy, mądrzejszy, piękniejszy i najlepiej trochę młodszy”.
Syndrom doskonałości paraliżuje nas. Nie ma w nim miejsca na podejmowanie kolejnych prób, gdyż każdą porażkę każe traktować jak niemal ostateczną klęskę. Charakteryzuje się kategorycznym: „wszystko albo nic”. W konsekwencji zniechęca do podejmowania jakichkolwiek ryzykownych bądź trudnych działań. Często to właśnie syndrom doskonałości staje się największą przeszkodą w naszym rozwoju, w podejmowaniu nowych wyzwań czy prób zmiany naszego życia – choćby zerwania z nałogiem.
Zacytuję tu Briana Tracy: Wciąż to powtarzam: lęk przed porażką jest największą przeszkodą na drodze do sukcesu w dorosłym życiu. Z kolei M. J. Ryan zauważa, że zawyżone standardy są jedną z największych przeszkód w osiągnięciu tego, czego pragniemy.

Nigdy nie popełniam żadnych błędów.
Nie dajmy się syndromowi perfekcji. Pozwólmy sobie na popełnianie błędów. Nie oznacza to oczywiście popadania w skrajność i – na przykład – niechlujne bałaganiarstwo. Nie pozwólmy po prostu, aby nasze działania i zamierzenia paraliżował lęk przed możliwą porażką. Thomas Edison, zanim jego żarówka wreszcie zadziałała, podjął ponad sześć tysięcy nieudanych prób (niektórzy mówią nawet o 11 tysiącach porażek!). Pułkownik Sanders w wieku 65 lat przebył całe Stany Zjednoczone, zanim po dwóch latach i tysiącu (dokładnie: 1009) odmów usłyszał – „to jest świetny przepis na kurczaka, wchodzimy w ten interes”, co jak wiemy zaowocowało powstaniem sieci KFC. Walt Disney, zanim znalazł źródło sfinansowania Disneylandu, ponad trzysta razy usłyszał od bankowców, że to głupi pomysł. Znieślibyście trzysta porażek, w dodatku dotyczących tej samej sprawy?
Nie poddawajmy się. Na przekór otoczeniu traktujmy możliwe błędy czy porażki jako niezbędny element na drodze do sukcesu. Statystycznie palacze podejmują cztery do sześciu prób rzucania palenia, zanim udaje się to im na dobre. Wygrywają ci, którzy umieli poradzić sobie z chwilową porażką, którzy umieli przekuć swoje błędy na późniejszy sukces.
No dobrze, ale co ja mam powiedzieć swojej latorośli? Nie uchronię go całkowicie od perfekcjonizmu, jakiego wymaga od niego świat (szkoła, koledzy, a nawet ja sam wywierając na niego często nieświadomą presję). Mogę co najwyżej przytulić go i zdradzić mu pewien sekret: choćby komputer znał wszystkie słówka świata – w tym trudne słówka angielskie – nigdy, przenigdy nie potrafi zagrać na nosie. Jeżeli więc pokaże ci, że popełniłeś błąd, ty po prostu zagraj mu i zapytaj: „A umiesz tak?”
Nikt nie jest bowiem doskonały.
-
Mapa Myśli, czyli notowanie dla twardzieli
Data publikacji: 12/01/2010 Ilość komentarzy: 4
Pamiętacie moją przedostatnią notkę? Jestem ciekaw, jak wiele osób po lekturze tamtego tekstu rzeczywiście zastanowiło się, co by sprawiło, aby ten rok przeszedł do historii jako nadzwyczaj udany. Ciekawe, ilu z was wzięło do ręki jakiś notes, aby to zapisać.Wstydliwie przyznam, że również ja, po publikacji swojego tekstu, w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku udałem się do swoich zajęć i dopiero po trzech dniach zorientowałem się, że tak naprawdę sam nie stosuję się do własnych porad. Nieco zawstydzony sięgnąłem więc po notes, aby napisać listę rzeczy, które uczyniłyby ten rok ekscytującym.
Nie jest to jednak tak łatwe zadanie, jak by się wydawało. Dopóki wszystko tkwiło sobie bezpiecznie w głowie… wydawało się niemal oczywiste. Z chwilą, kiedy nad czystą kartką zawisł złowieszczy cień ostrej jak brzytwa stalówki, moje wielkie myśli, moje wspaniałe plany i zamierzenia… pierzchły w popłochu. Zupełnie, jakby nagle przestraszyły się, że… mogłyby zostać zrealizowane! Mój wielki, wspaniały rok 2010 przy bliższym poznaniu okazał się nieco chaotyczną plątaniną pragnień, z których co najmniej połowę bałem się utrwalać na papierze. A nuż okażą się nierealne? Może za dużo chcę? Nie uda mi się i wyjdę na durnia. No cóż, na samą myśl o możliwej porażce odechciało mi się czegokolwiek zapisywać.
Poza tym… hm… prawdziwi twardziele nigdy niczego nie zapisują, no nie? – próbowałem jeszcze nieśmiało bronić się przed pisaniem.
Ostatecznie coś tam naskrobałem… a przy okazji na własnej skórze poznałem dwie podstawowe przyczyny, dla których tak rzadko planujemy cokolwiek na papierze (mało kto wychodzi poza listę zakupów w supermarkecie – pisałem o tym we wrześniu). Pierwsza przyczyna wynika z obawy, że odniesiemy porażkę, druga: że takie zapisywanie to dowód słabości charakteru (nie zapominajmy, że twardzielom wszystko w życiu przychodzi samo).
Długo myślałem, jak rozwiązać problem notowania. Tak, żeby robić to bez poczucia klęski (nie jestem twardzielem…) i bez niebezpieczeństwa, że klęskę poniosę (a nuż się nie sprawdzi?).
I wiecie co wymyśliłem? Skoro tradycyjne zapisywanie własnych pragnień i marzeń kojarzy się z czynnością wykonywaną przez zagubioną nastolatkę w zamykanym na małą kłódeczkę notesiku, a poza tym skoro tradycyjny zapis wyzwala w nas poczucie nieuchronności, zobowiązania, czegoś, czego nie da się już odwołać… to może po prostu zmienić sposób notowania?
Rozwiązanie, jakie wypróbowałem i jakie proponuję to „mapa myśli” (ang. mind map). Taki sposób zapisywania własnych planów ma prawie same zalety. Nie kojarzy się z pamiętnikiem naszej siostrzenicy, nie wydaje się też tak totalny – może dlatego, że przyzwyczajeni do pisma linearnego, nie postrzegamy takiej mapy myśli jako zobowiązania, które zbyt natarczywie przymusza nas do realizacji planów.
Mapa myśli kojarzy się raczej z burzą mózgów, z procesem kreatywnym, jest nieortodoksyjna, bliższa geniuszom, niż wyrobnikom. Jeśli wierzyć naukowcom, uaktywnia obie półkule mózgu (co ułatwia przyswajanie informacji), chociaż dla mnie ważniejsze jest to, że taka mapa potrafi być szalenie czytelna – wystarczy jeden rzut oka, by zorientować się w temacie.
Co tu dużo gadać, po prostu wypróbowałem to. Poszukałem na dysku nieco już zapomnianego (kiedyś się tym trochę bawiłem) FreeMinda, jednak zabawa nabrała rumieńców, kiedy pobrałem nowszą wersję. Prawdę mówiąc nie chciało mi się rysować mapy na zwykłej kartce (tak naprawdę chciałem tylko zrobić jakąś stosunkowo szybką graficzną reprezentację swoich planów). FreeMind w nowym wydaniu okazał się tak przyjazny i szybki, że od razu pomyślałem, iż muszę o tym napisać na blogu. Z rozpędu stworzyłem też taką oto notatkę przykładową:
Kliknijcie na obrazek, aby zobaczyć jak fajnie FreeMind działa (w podanym linku macie mapę weksportowaną do flasha). Mapę można przesuwać, rozwijać i zwijać gałęzie, klikać na linki. Ważniejsze rzeczy można pogrubić, zmienić im kolor i wielkość czcionki, dodawać notatki itd. Czyż taki zapis waszych planów (czy czegokolwiek innego) nie wydaje się urzekająco czytelny (a przy okazji łatwo edytowalny)?
Oczywiście jest wiele programów do robienia map myśli. FreeMind jest jednak projektem darmowym, non-profit, tworzonym przez zapaleńców. Naprawdę polecam: na stronie projektu możecie pobrać ostatnią wersję stabilną (0.8.1), chociaż ja wybrałem wersję 0.9.0: ma m.in. eksport do Flasha (wasze notatki na stronie www) oraz jest kompatybilna z podobną aplikacją, jaką mam w telefonie (niestety, tylko dla platformy Android). Jednym z nielicznych mankamentów programu jest brak możliwości zabezpieczania map hasłem – zatem uważajcie, kto ma dostęp do waszych plików albo zabezpieczcie je w inny sposób.
Jeżeli więc z różnych względów nie zapisaliście jeszcze listy rzeczy, które uczynią ten rok udanym, gorąco polecam wam stworzenie swojej własnej Mapy Myśli na ten temat. Możecie to zrobić ręcznie, ale być może łatwiej będzie wam zrobić to na komputerze. Projekt można wydrukować, a następnie – by nie zapomnieć o własnych planach – …wkleić do waszego notesika zamykanego na kłódkę.
No cóż, w moim notesiku mapa „2010″ wygląda ekscytująco.
-
10.01.10
Data publikacji: 10/01/2010 Skomentuj
Magia połączonych serc
Pisząc dzisiejszą notkę zerkam ukradkiem w sąsiednie okienko, gdzie znany portal co pewien czas podaje aktualny stan dzisiejszej ogólnonarodowej zbiórki. W tej chwili Wielka Orkiestra ma na liczniku 30 milionów i z pewnością nie jest to jeszcze ostatnie słowo. Powoli kończy się ta zaczarowana niedziela: za oknem od rana mieliśmy iście bajkowy krajobraz, w całym kraju setki serc łączyła idea pomocy innym – tym najmłodszym – zaś w kalendarzu magiczne jedynki tworzyły niezwykłą datę.
Wierzycie w magię dat? Nie chodzi mi jednak o jakieś czary-mary, czy numerologiczne hocki-klocki. Chodzi mi o tego rodzaju magię, którą my sami tworzymy. W poprzedniej notce pisałem o noworocznych postanowieniach, czy też oczekiwaniach. I chociaż Nowy Rok jest datą wyłącznie symboliczną, nie przeszkadza nam to czuć, że coś się zmienia, że odchodzi jakieś Stare i nadchodzi Nowe. Podobnie jest z Bożym Narodzeniem, ale też z naszymi zwykłymi, corocznymi urodzinami.
Chyba każdy z nas pragnie co pewien czas jakiejś zmiany, odnowy, pewnego – choćby symbolicznego – odrodzenia. Bardzo wyraźnie dotyczy to osób uzależnionych, w tym palaczy. Wiem coś o tym, ponieważ w tym właśnie byłem ekspertem. Niemal każdy Nowy Rok, Boże Narodzenie, pierwszy dzień wiosny, koniec roku szkolnego, imieniny kolegi – stanowiły dla mnie okazję i wyzwalały pragnienie zmian – najczęściej chodziło po prostu o rzucenie palenia.
Symbolika dat, wydarzeń i rocznic może wydawać się komuś sztuczna, naciągana, a jednak możemy uczynić z niej coś ważnego. Mówiąc o magii dat myślę więc przede wszystkim o tym, co my sami możemy z taką datą zrobić.
Kończy się ten niezwykły dzień. Dziś Wielkie Dzieło Owsiaka i setek jego podopiecznych osiągnęło symboliczną pełnoletniość. Dzisiaj był wielki dzień. W dodatku niezależnie od zapisu w kalendarzu – dzięki tym wszystkim młodym ludziom – był to dzień, kiedy znowu działała magia. Magia serc.
Dziękujemy.
-
To będzie naprawdę udany rok
Data publikacji: 6/01/2010 Skomentuj
Witam wszystkich w nowym roku. Jeśli wierzyć wróżce Moonlight, czeka mnie naprawdę świetny rok, a was? Chyba też, bo jak tak zerknąłem, to na oko wszystkie znaki zodiaku spotka coś miłego. To będzie Naprawdę Udany Rok.No dobrze, trochę się zgrywam. Możecie przecież nie wierzyć jakiejś tam wróżce z serwisu Czary Mary. Jeżeli jednak – mimo wszystko – pragniecie poznać przyszłość, mam na to całkiem niezły i sprawdzony sposób. W dodatku bez uciekania się do szklanej kuli czy kart.
Chcecie, aby rok 2010 był naprawdę udany? Nic prostszego: już dziś zadbajcie o to, aby taki się stał. Mówię serio. Proponuję znaleźć jakieś ciche miejsce, gdzie można w spokoju poświęcić kilka minut na skupienie i spokojne zastanowienie się. Czego chcę? Co wydaje się osiągalne w tym roku? Czy jest coś, czego chciałbym dokonać? A może zmienić?
Zadawajcie sobie pytania i pamiętajcie, że one w niczym nie mogą wam zaszkodzić. To jeszcze nie są postanowienia, cele czy zadania, które można złamać lub nie dotrzymać. To tylko zwykłe pytania – taki wewnętrzny dialog z samym sobą. Bez zobowiązań. Chodzi o to, aby rozpoznać na nowo swoje własne pragnienia i marzenia, które niestety mają tendencję do zakurzania się w pyle codzienności. Czy czujecie, że wasze pragnienia są nieco zakurzone? Czy wasze marzenia systematycznie odkładacie na bliżej nieokreśloną przyszłość? Jeśli tak, to początek roku może stać się znakomitą okazją, aby wszystko to nieco przemeblować.
Czy miewacie takie chwile, kiedy chcielibyście cofnąć się do przeszłości, by naprawić jakieś błędy albo nieco inaczej pokierować swoim życiem? Ech, kiedy byliśmy dziećmi, wszystko było jeszcze przed nami. Jako dzieci mieliśmy przed sobą mnóstwo wyborów. Mogliśmy zostać policjantem, strażakiem, kosmonautą albo księżniczką. Potem to wszystko jakoś tak rozpłynęło się w życiu.

Co tam wróżka - sam sobie stwórz swój wymarzony rok!
Rok 2010 wciąż jeszcze pachnie nowością i wciąż jeszcze możecie zrobić z nim mnóstwo rzeczy. Jest jak dziecko, przed którym rozciąga się cała paleta możliwości. Możemy spróbować coś zmienić albo pozostać tam, gdzie jesteśmy obecnie. Wróżka Moonlight może nam przepowiadać niesamowite rzeczy, ale tak naprawdę to od nas zależy, czy rok ten będzie udany czy nie.
Moim zdaniem pierwszym krokiem powinna być nasza zwykła, prosta decyzja: a właśnie, że rok 2010 będzie udany. O, i tyle. Nie martwmy się na razie o plany, o to, jak je zrealizować, ani o to, że tak wiele może nie zależeć od nas. Nie martwmy się tym w tej chwili. Pamiętajmy – właśnie przebywamy w „cichym, spokojnym miejscu” i postanowiliśmy, że ten rok będzie dobry. Teraz zastanówmy się, co sprawiłoby, żeby taki właśnie się stał. Zadajmy sobie kilka pytań i… zaraz nastąpi najtrudniejsza część dzisiejszego ćwiczenia.
Jest to dość trudne w realizacji, wymaga dość dużego samozaparcia i silnej woli. Z badań wynika, że na ten dość uciążliwy, raczej nieprzyjemny, wymagający mnóstwo przygotowań i trudnych wyborów krok decyduje się tylko kilka procent badanych:
zapiszcie odpowiedzi.
Pamiętajcie – to jeszcze nie są postanowienia ani plany. To tylko odpowiedzi na pytania, co sprawiłoby, aby ten rok był świetny. No bo przecież tak właśnie przed chwilą postanowiliśmy, prawda? Nie zapominajmy o tym.
Nie zapominajmy, że to będzie naprawdę udany rok.





Najnowsze komentarze