-
Ogłaszam nabór cudów
Data publikacji: 15/07/2009 SkomentujW oczekiwaniu na mordercze klucze francuskie i śrubokręty z nieba, spędzam czas na bezproduktywnym rozważaniu, czy w takiej sytuacji warto ślęczeć nad notką blogową. Nigdy nie wiadomo, w co takie spadające wkrętaki trafią. Skoro australijski motyl machając skrzydełkami może wywołać huragan na Karaibach, to co potrafi taki kosmiczny zestaw hydraulika? Z drugiej strony koniec świata planowany jest za 1285 dni i dwanaście godzin z hakiem – licząc od chwili, kiedy piszę te słowa – to może jednak warto podjąć trud i zachęcić Was do wytropienia kilku cudów.
Cudów nigdy dosyć. Pomagają nam wierzyć, że istnieje coś więcej, niż tylko bio-zupa otaczająca trzecią i w dodatku małą planetę marginalnego układu planetarnego stosunkowo niewielkiej galaktyki. Być może lustro to nie tylko tafla gładkiego, srebrzonego szkła, zaś nora królika naprawdę kryje w sobie tajemnicę. Bez tej wiary, ograniczając nasze życie do sfery czysto biologicznej, technicznej i fizycznej, stracilibyśmy chyba jakąś ważną cząstkę siebie. Wymiar duchowy, emocjonalny i psychiczny człowieka zawiera w sobie coś więcej, niż tylko instrukcje obsługi bio-maszyny.Cuda się zdarzają. Codziennie. Obok nas. Przytrafiają się naszym znajomym, naszej rodzinie i nam samym. Nie chodzi mi tutaj o cuda typowo religijne – ale o te wszystkie niesamowite zdarzenia, jakie często staramy się wyjaśnić mówiąc: co za niesamowity zbieg okoliczności. Traf chciał. Ale czad, widziałeś to?
Cuda takie nazywałem dotychczas „małymi”, ale nie była to najszczęśliwsza nazwa, gdyż zawierała w sobie wartościujące założenie, że takie cuda nie mogą być „wielkie”. A przecież mogą. Przypadki uzdrowień z nieuleczalnych, śmiertelnych chorób to nie są przecież jakieś małe, drobne wydarzenia. To coś niezwykłego, coś ważnego i naprawdę wielkiego.
Przyznaję się – jestem zbieraczem cudów. Uwielbiam o nich czytać. Szukam ich i zawsze wprawiają mnie w niezwykły nastrój – zazwyczaj są to wydarzenia i sytuacje, które dodają wiary i nadziei, w jakiś sposób odmieniając świat. Wiem, najczęściej w malutkim stopniu – a jednak każda taka cegiełka to element czegoś ważnego i dobrego.
Z pewnością każdy z was zna jakiś taki mniejszy lub większy cud… hm.. miejski. Tak właśnie go nazwijmy – cud miejski.
Proszę, nie pomylcie jednak cudu miejskiego z legendą miejską. Niech to będą cuda z pierwszej, a najdalej z drugiej ręki – sprawdzone, prawdziwe, żadne tam „zasłyszane”. Niech to będą Wasze proste opowieści. Wystarczy kliknąć na ikonkę koperty w prawym górnym rogu bloga – i wysłać do mnie e-maila (no chyba, że ktoś woli w komentarzu).
Piszcie, ja zaś umieszczę Wasze cuda na Nowym Smaku Życia. Razem stworzymy Wielką Księgę Cudów Miejskich. Podzielmy się tym, co niesie nadzieję i inspiruje do działania!




Najnowsze komentarze