-
Mały cud w Empiku, zielono na blogu
Data publikacji: 9/07/2009 Ilość komentarzy: 2Wczoraj przydarzyło mi się coś niezwykłego. Zanim jednak do tego przejdę, przyznam się do czegoś – okazjonalnie bywam czytaczem.
Od czasu do czasu lubię sobie przystanąć w księgarni, wziąć do ręki książkę i trochę ją podczytać bez zamiaru kupowania. Świetnie nadają się do tego Empiki, gdzie przygotowane jest miejsce dla czytaczy – wszystkich tych, którzy spożywają książki na miejscu.Od kilku dni raczę się pewną książką, którą zdecydowałem się przeczytać całą, jednak na razie nie chcę jej kupować. Podczytuję więc w kawałkach – mniej więcej po 50 stron – kończąc zazwyczaj wtedy, kiedy kończy się kolejny rozdział. Książka ma wprawdzie zakładkę, ale wiadomo – za każdym razem mogę trafić na inny egzemplarz, więc zapamiętuję rozdział i to wystarczy.
Wczoraj przeczytałem kolejną partię materiału, ale jakoś tak z ciekawości skonsumowałem pierwszą stronę rozpoczynającego się rozdziału. W odpowiednie miejsce włożyłem zakładkę po czym zadowolony odłożyłem książkę i wyszedłem z Empiku.
Wieczorem byłem w jednym z centrów handlowych – tam również jest Empik. Jako, że miałem wolną chwilę, postanowiłem wrócić do mojej książki. Wchodzę do księgarni, biorę pierwszy z brzegu egzemplarz i kierując się w stronę ławeczki dla czytaczy bezwiednie otwieram książkę w miejscu, w którym tkwiła zakładka.
Moja książka była założona dokładnie w tym miejscu, w którym przerwałem czytanie kilka godzin temu w zupełnie innym Empiku.
Nazywam to „małym cudem” – czyli czymś, co przytrafia się okazjonalnie każdemu z nas i co najczęściej tłumaczymy zbiegiem okoliczności. Nazywajcie to zresztą jak chcecie. Efekt jest taki sam: lekkie zaskoczenie, zadziwienie, pewne niedowierzanie i chwila refleksji: hm… a może coś jednak jest po drugiej stronie lustra?
Przyjrzałem się też swojemu blogowi – już od dawna chciałem coś zmienić w wyglądzie strony – od początku była ciemna i chyba trochę przygnębiająca. Kto wie, może miało to jakiś wpływ na same wpisy? Przebiegłem je pobieżnie i… muszę powiedzieć, że to nie jest ten blog, jaki miałem prowadzić.

Kiedy rzucałem palenie nawet pochmurne dni były radosne
Przypomniałem sobie chwile, kiedy rzucałem palenie. Czym wtedy żyłem? Co czułem i jak patrzyłem na siebie i swoje otoczenie? Co tu dużo gadać – tryskałem energią i optymizmem.
O tym właśnie chciałem pisać, kiedy przed miesiącem tworzyłem Nowy Smak Życia.
Usiadłem więc ciemną nocą i trochę rozjaśniłem stronę. Czasem trzeba otworzyć szerzej okno i wpuścić trochę świeżego powietrza. Jakiś czas temu użyłem określenia, że lato mamy jesienne – a kysz w przeszłość.
Tego lata na blogu będzie wiosna.




Najnowsze komentarze