-
Smak życia ma smak LM
Data publikacji: 7/07/2009 SkomentujPalenie papierosów jest niemodne – wyrokują media. Chcesz być trendy, jazzy albo cool – nie pal: próbują przekonać gazety albo na przykład reklama społeczna przed seansem kinowym. To kompletna bzdura – odpowiada za chwilę gość z wielką spluwą, odpoczywający po brawurowej akcji. Ciekawe, komu uwierzy młody człowiek po wyjściu z kina.
Momentem przełomowym kampanii antynikotynowych było zrozumienie, że tak naprawdę walka o młodych ludzi rozgrywa się na poziomie stylu życia. Argumenty zdrowotne dobre są dla czterdziestolatków. Dla nastolatka ten aspekt to kompletna abstrakcja. Mało tego, palenie wydaje się dla niego idealną odpowiedzią na świat. Bo świat jest generalnie do kitu, a jedyna perspektywa to wyścig szczurów albo poczucie przegranej. Papierosy szkodzą? I bardzo dobrze, przecież i tak no future.

Już od dawna papieros sprzyjał filmowym kontaktom
Przemysł tytoniowy dołożył naprawdę wielu starań, aby palenie przeniknęło naszą kulturę, nasz sposób bycia, pracy i odpoczynku. I wprawdzie reklam przystojnych twardzieli w teksaskim kapeluszu już nie zobaczycie, tak naprawdę jednak wystarczy trochę się rozejrzeć, by zobaczyć, jaki przekaz nadal niesie palenie tytoniu.
Zwróćcie uwagę na to w jakim kontekście pojawia się na ekranie papieros, cygaro albo fajka. Mimo wielkiej nagonki na tytoń, w filmach papieros nadal jest synonimem siły, pretekstem do nawiązywania kontaktów i świetnym środkiem na ich podtrzymanie. Filmowy papieros jest wyśmienitą okazją do odpoczynku. Jedną z najlepszych okazji do zapalenia jest ten szczególny filmowy moment, kiedy przed chwilą ktoś uratował świat.
Dziś główni bohaterzy coraz mniej palą – to fakt. Współcześni herosi nie mogą sobie pozwolić na jakiś tam przyziemny nałóg. Ale wiecie co? To nie ma znaczenia. Gdzieś w tle zawsze pojawi się facet puszczający dymka. Przekaz wydaje się rozbrajająco prosty: ten oto hero jest poza zasięgiem, to supergościu, ale popatrzcie na tamtych z drugiego planu – to zwykli ludzie, którym zapalenie pomaga, daje odprężenie, dodaje wręcz sił.
Kultura masowa przeniknięta jest paleniem. To tutaj jest wielkie pole do popisu. Walka z papierosami poprzez zakazy nie przynosi skutku, gdyż rodzi naturalny bunt – zwłaszcza młodych ludzi – przeciw systemowi, przeciw restrykcyjnemu prawu, przeciw truizmom i ględzeniem autorytetów. Palenie szkodzi? Kogo to interesuje? Palenie staje się odpowiedzią na świat – jeśli jest złe dla establishmentu, dobre jest dla nas – buntowników i kontestatorów rzeczywistości.
Pierwsza linia walki o młodego człowieka to walka o styl życia. Coraz więcej ludzi i instytucji to rozumie. Walka o przestrzeń bez papierosa jest z pewnością potrzebna, gdyż uwalnia nas od wszechobecnego do niedawna dymu. Sama w sobie jest jednak skazana na porażkę. Łatwo uwolnić od dymu kluby, puby czy parki, ale czy to oznacza uwolnienie od nałogu? Palący – w poczuciu zagrożenia – znajdą kolejny pretekst do palenia (stres wywołany ograniczaniem ich wolności osobistej). Sam bym tak się bronił, gdybym nadal palił – każdy zakaz rodzi bunt.
Wygramy dopiero, kiedy przekonamy młodych ludzi, że są inne sposoby kontestacji rzeczywistości niż palenie. Kiedy przekonamy młodzież, że palenie to dziadostwo i obciach. Nie pomogą argumenty racjonalne, trzeba odwołać się do uczuć i emocji.
Musimy przekonać, że smak życia niekoniecznie ma smak Marlboro czy LM.





Najnowsze komentarze