-
e-papierosy – ostatnie starcie
Data publikacji: 30/06/2009 Ilość komentarzy: 3Kiedy rzucałem palenie, e-papieros właśnie wkraczał na polski rynek. Wtedy jeszcze o tym nie wiedziałem. Wprawdzie słyszałem o takim wynalazku, jednak sądziłem, że nowinka ta będzie dostępna dopiero za kilka lat. To prawdopodobnie mnie uratowało – gdybym wiedział, że już za miesiąc elektroniczne papierosy pojawią się na Allegro, być może zamiast podejmować trud rzucania, po prostu bym te trzydzieści dni zaczekał.
O e-papierosach napisałem już w zasadzie wszystko, co warto wiedzieć. Wydaje mi się też, że w poprzednim tekście określiłem swój stosunek do tegoż wynalazku: uważam, że nie nadaje się do rzucania palenia. E-papieros może z powodzeniem zastąpić tradycyjne metody wchłaniania nikotyny, jednak nie jest dobrym pomysłem dla kogoś, kto chce się uwolnić od nałogu.
Na wielu stronach poświęconych papierosom elektronicznym (w przytłaczającej większości należących do sklepów mających e-papierosy w ofercie) czytamy, że dzięki stosowaniu wkładów o coraz mniejszej zawartości nikotyny (aż do wkładów z jej zerową zawartością), możemy ostatecznie pokonać uzależnienie od tej substancji.
-
e-papieros: wszyscy rzucicie palenie
Data publikacji: 26/06/2009 Ilość komentarzy: 14Dyskusja, jaka wywiązała się na Wykopie pod wpływem środowej notki o e-papierosach, skłoniła mnie do jeszcze bliższego przyjrzenia się temu produktowi. Przedwczoraj chciałem tylko zasygnalizować temat, no i przede wszystkim zapytać kolegę, jak to właściwie smakuje.
W rozmowach o e-papierosie najważniejsze wydają się dwie sprawy: smak oraz wpływ na zdrowie. O ile ten pierwszy jest sprawą indywidualną, o tyle kwestie zdrowotne można sprawdzić w miarę obiektywnie. Zanim jednak przejdziemy do zdrowia, garść informacji na temat samego wynalazku. Czytaj dalej »
-
e-papieros czyli palenie 2.0
Data publikacji: 24/06/2009 Ilość komentarzy: 33Być może już wkrótce największą troską palacza będzie nie zakaz palenia, a poziom naładowania baterii. Oto obserwujemy jak kuchennymi drzwiami, bez większej reklamy, w cieniu zaostrzających się przepisów i mnożących się procesów sądowych z koncernami tytoniowymi, na rynki Europy wszedł e-papieros – używka na miarę XXI wieku.

Papierosy 2.0 coraz bardziej przypominają "analogi"
Papieros elektroniczny to ucieleśnienie marzeń osoby palącej: jak zapewniają producenci, jest całkowicie bezpieczny, nieszkodliwy zarówno dla palacza jak i otoczenia, nie wydziela przykrego zapachu, nie wymaga ani zapałek ani popielniczki, a przy tym smakuje łudząco podobnie. Mało tego – w eksploatacji jest dwukrotnie tańszy od tradycyjnych papierosów. Wydaje się, że nareszcie ludzkość doczekała się używki „zdrowej”, higienicznej i… poprawnej politycznie.
- Smakuje trochę jak cygaretka w fifce – znad kłębów dymu… o przepraszam, pary wodnej, mówi mój towarzysz, Tomasz, testujący dziś e-papierosa. Siedzimy w maleńkiej kafejce w warszawskim Blue City. Nie ma tutaj zakazu palenia, jednak dziś popielniczka na naszym stoliku nie będzie cieszyła się dużą popularnością.
- Musisz uważać, jak się zaciągasz, bo e-papierosy są „mocniejsze”. Właśnie – jak cygaretki.
Na moje pytanie, czy podczas zaciągnięcia tradycyjnie „drapie” w gardle, Tomek przytakuje. E-papieros naprawdę niewiele się różni od tradycyjnych papierosów. No może zamiast papierowego filtra trzymasz w ustach plastikowy ustnik. Tak, jakbyś palił przez fifkę.
Przez małą sekundę odczuwam pokusę, aby choć raz spróbować. Co mi szkodzi, skoro… to nie szkodzi? Na szczęście moja chęć wynika ze zwykłej ciekawości i nawet nie muszę z nią walczyć, gdyż szybko sama się rozpływa. Podobnie, jak rozpływa się dym (para) z e-papierosa.

Przywiązani do tradycyjnej paczki? Nie ma problemu. Zmieści się tutaj również ładowarka USB
Na pierwszy rzut oka wygląda identycznie. Przy sąsiednim stoliku młoda kobieta pali tradycyjne papierosy. Dym, jaki wypuszcza, praktycznie nie różni się od tego z e-papierosa. Poza tym, że para z e-papierosa znika szybko i bezpowrotnie. Jest bezwonna. Nie zawiera żadnych szkodliwych (rakotwórczych) substancji.
- Nigdy bym tego nie kupił, gdybym wcześniej nie spróbował - mówi Tomek. – Ale kiedy już „palisz” e-papierosa, po prostu czujesz, że może on zastąpić „analogi”.
„Analogi” – tak e-palacze nazywają tradycyjne papierosy. Na forach wymieniają się spostrzeżeniami. Większość zauważa, że teraz „pali” więcej.
- Skoro nie ma ograniczeń? Człowieku, możesz palić wszędzie – w domu, w pracy, w autobusie, wszędzie. Bez ograniczeń. Palący wie, że e-palenie nie szkodzi. Sama nikotyna – choć nadal pozostaje silną substancją uzależniającą i jako taka jest dość mocną trucizną – w bezpiecznych dawkach „handlowych” nie stanowi większego zagrożenia.
Być może to właśnie poczucie bezkarności jest największym zagrożeniem, jakie mogą nieść papierosy XXI wieku. Jeżeli zniknie niebezpieczeństwo dla zdrowia, możemy zaobserwować masowy powrót do nikotyny. Ogromna liczba eks-palaczy tak naprawdę z chęcią wróciłaby do nałogu, gdyby tylko pojawiły się papierosy „zdrowe”. A te… chyba się pojawiły.

Gustowny Colinss ze szklaneczką whisky
Może się wydawać, że zawładnięcie nikotynowym rynkiem to dla e-papierosa tylko kwestia czasu. Z punktu widzenia palacza pozostaje właściwie tylko jeden problem: – Wszystko dobrze, ale e-papieros nie ma w sobie tego czegoś… – mówi Tomek i wyciąga paczkę „analogów”. – Nie ma już tego posmaku… owocu zakazanego.
Elektroniczny papieros rzeczywiście nie ma jakby duszy. Jest higieniczny, sterylny i mimo fotografowania go razem ze szklaneczką whisky dla celów reklamowych, czegoś mu brakuje. Tak, tak – smakuje prawie jak papieros. Wiemy jednak dobrze, że to małe słówko potrafi czynić naprawdę wielką różnicę.
Poza Internetem, w Warszawie możecie kupić e-papierosa choćby w Forcie Wola, gdzie stoisko ma firma Expent, sprzedająca produkty marki ColinsS. Pan, który sprzedaje, wydawał się miły i przede wszystkim sam jest użytkownikiem e-palenia. Wygląda na to, że obecnie e-papierosy dystrybuują przede wszystkim ci, którzy na własnej skórze przekonali się, że warto.
Dziwi mnie tutaj milczenie tradycyjnych tytoniowych potęg. Nie wierzą w palenie 2.0? Szkoda, bo to naprawdę niezłe rozwiązanie dla kogoś, kto z różnych względów nie może lub nie chce rozstać się z nałogiem. Lepszy e-papieros, niż tykająca bomba zegarowa, jaką są trujące, śmierdzące i coraz mniej popularne analogi.
-
Rzuć palenie młody Europejczyku
Data publikacji: 22/06/2009 SkomentujStyl, w jakim nadchodzi lato, rodzi we mnie podejrzenia, że światowy kryzys być może dotarł również do pogody. Niestety, odbiło się to na działalności popularnych serwisów internetowych i blogów – Nowy Smak Życia trochę się przeziębił i wróci niebawem.
Wszystkim, którzy wciąż czekają na publikację nowej, nowo-smakowej, ultraskutecznej i bezstresowej metody rzucenia palenia, bardzo w tym miejscu przepraszam, ale musicie jeszcze poczekać. Najwięksi narwańcy mogą oczywiście próbować sił bez wsparcia ekspertów albo też – jeśli należą do kategorii Młody Europejczyk – zapoznać się z szeroko ostatnio reklamowaną kampanią „HELP – Dla życia bez tytoniu” (www.help-ue.com). Oczywiście polecam tę stronę – ponieważ wspieram absolutnie wszystkie inicjatywy na rzecz niepalenia, w myśl bardzo ważnej zasady: Co warto zrobić, aby rzucić? Absolutnie wszystko ™. HELP kierowany jest do młodzieży i bardzo dobrze – to właśnie na tym etapie życia najczęściej zostajemy osobami uzależnionymi od nikotyny.
Na wspominanej stronie oprócz wielu użytecznych wskazówek, znajdziecie m.in. krótkie filmiki o tematyce „papierosowej”. Mi do gustu przypadł ten poniżej. Dlaczego? Bo jest prawdziwy i pamiętam doskonale, jak sam próbowałem odpalić od żarówki.
Była to zresztą moja ostatnia próba zapalenia. Wtedy po raz ostatni miałem w ustach papierosa. Na szczęście dla mnie papierosa od żarówki odpalić się nie da – no i dzięki temu stałem się człowiekiem niepalącym
Wybrany filmik obejrzycie po kliknięciu „czytaj dalej”, gdyż nie mam pojęcia jak sprawić, aby nie włączał się automatycznie, a jest to jedna z najbardziej denerwujących rzeczy w Internecie – wejść nagle i bez ostrzeżenia na stronę, gdzie samoczynnie odtwarza się wideo z dźwiękiem. Czytaj dalej »
-
Nieoczywiste prawdy oczywiste
Data publikacji: 19/06/2009 SkomentujPewna bliska mi osoba stwierdziła, że to, co napisałem o palaczach, wydało jej się nazbyt… oczywiste. No cóż, zgadzam się z tym – moja wczorajsza notka przysłowiowej Ameryki nie odkrywa, chociaż jest potrzebna – jest ważnym elementem, który uświadamia (no dobrze, przypomina) osobie palącej istotę palenia.
Jak wiemy, istotą palenia nie jest reakcja na sytuacje stresowe. Tak samo, jak nie jest to sposób reagowania na czynniki pozytywne. Palenie to przede wszystkim zażywanie silnej substancji uzależniającej, narkotyku. Wiemy o tym, prawda? Ale jak często „zapominamy”? Coś, co wydaje się oczywiste, często „jakoś” nam umyka.
Kiedy paliłem, starałem się o tym w ogóle nie myśleć. Wolałem czuć się członkiem jakiegoś nieformalnego klubu ludzi wyjątkowych, kimś, kto się wyróżnia i kto chce od życia więcej. I mimo, że miałem pełną świadomość, czym jest uzależnienie, ani razu nie odniosłem tego bezpośrednio do siebie. Nigdy nie pomyślałem o sobie jak o narkomanie. Coś, co było oczywiste „ogólnie”, w moim, szczególnym wypadku już takie oczywiste się nie wydawało. O, i tak.
A tymczasem… powoli kończy się piątek. Kończy się też rok szkolny. To wszystko jednak nic, wobec faktu, że dziś razem z moją żoną mamy – tamtaradej – dziesiątą rocznicę ślubu. Tak, tak, to już dziesięć lat!
Doprawdy, trudno uwierzyć, że ze mną wytrzymałaś tyle czasu. Mi było łatwiutko. Za chwilę kupię Ci jakieś sympatyczne badylki, ale przede wszystkim wypijemy sobie szampana. A co.
-
Kim jesteś palaczu?
Data publikacji: 18/06/2009 SkomentujCzy istnieje jakiś wspólny mianownik dla wszystkich osób palących? Może jest to jakiś określony, specyficzny rodzaj myślenia? A może podobny rodzaj reakcji na stres? Wątpię. Osoby palące – chociażby w ujęciu demograficznym – to przecież grupa wywodząca się ze wszystkich warstw społecznych, bez względu na płeć, kolor skóry, wyznanie czy wiek. Palacze to zarówno pesymiści, jak też ludzie o nastawieniu pozytywnym. Nieudacznicy, ale i ludzie sukcesu. Intelektualiści jak i ludzie o prostym sposobie myślenia.
Wątpię, czy dałoby się znaleźć jakikolwiek wspólny mianownik, poza oczywistym faktem, że wszystkich tych ludzi łączy nałóg palenia, czyli uzależnienie od nikotyny.

Zacząłem palić, bo chciałem być piękny, silny i mieć fajną dziewczynę.
Często w literaturze poświęconej paleniu mówi się o stresie. Zupełnie, jakby osoby palące z jakichś nieznanych przyczyn musiały rozładowywać napięcie za pomocą papierosa. A to przecież nieprawda. Inaczej ludzie nie paliliby w chwilach, kiedy czują się dobrze. Sam nie wiem, kiedy bardziej pragnąłem zapalić: kiedy przeżywałem stres, czy też w tych szczególnych momentach, kiedy czułem się naprawdę świetnie. Wydaje mi się, że jednak to drugie. Zwłaszcza, że palenie „pozytywne” kojarzyło mi się – przynajmniej na początku – z poczuciem wolności.
Jak duży odsetek palaczy zaczynało palić, aby rozładować stres lub napięcie? Nie mam przy sobie danych statystycznych, ale śmiem twierdzić, że raczej niewielki. Ja sam zacząłem palić z ciekawości, trochę, aby poczuć się jak Stachura czy Hłasko, na znak buntu, ale nie przypominam sobie jakiegokolwiek elementu stresu. Byłem młodzieńcem raczej spokojnym, nie miałem problemów w szkole ani z rówieśnikami. Pierwsze papierosy sprawiły, że poczułem się jak prawdziwy twardziel.
Kiedy mówimy o określonej reakcji na stres (zapalenie papierosa), zazwyczaj mówimy o osobach już uzależnionych. Twierdzimy, że papieros stał się u nich sposobem na rozładowanie napięcia. Czyżby? Nie zapominajmy, że chodzi o osoby, które w określonym odstępie czasu po prostu muszą przyjąć kolejną dawkę nikotyny – bez względu, czy mają dołek, czy są w euforii. Stan emocjonalny czy okoliczności zewnętrzne nie mają tutaj żadnego znaczenia – chodzi jedynie o kolejną dawkę.
Kim jesteś palaczu? Czy coś różni ciebie od tych, którzy nie palą? Czy jesteś mądrzejszy/głupszy, biedniejszy/bogatszy, silniejszy/słabszy? Nie, różnisz się tylko i wyłącznie tym, że twój mózg co jakiś czas musi zażyć trochę nikotyny.
-
Wesołe Trzaskające Baloniki
Data publikacji: 16/06/2009 SkomentujDziś dalszy ciąg czepiania się koncernów tytoniowych (obiecuję, że jak na razie ostatni). Być może będę się powtarzał, ale co tam, opowiem wam bajkę, która mi się przyśniła:
Była sobie fabryka zabawek, która nazywała się… hm… dajmy na to British-American Toys. Fabryka wymyśliła świetną zabawkę – Wesołe Trzaskające Baloniki, które pompowało się do momentu, aż wesoło wybuchały. Wynalazek był genialny. Jednorazowe baloniki sprzedawały się jak świeże bułeczki: nic tak dobrze nie zabijało nudy, jak głośne TRZASK wesołego wybuchu. Baloniki pojawiły się na reklamach oraz w filmach rysunkowych. Ulubieni bohaterzy kreskówek od czasu do czasu trzasnęli sobie balonikiem, jeszcze bardziej wzmagając w dzieciach pragnienie posiadania kolorowego pudełeczka. Na rynku pojawiły się ich różne odmiany i kształty, a także baloniki produkowane na licencji – już wkrótce każdy sklep zabawkowy w kraju oferował kilkanaście odmian Trzaskających Baloników, różniących się kolorem i nazwą na opakowaniu.Pewnego dnia do gabinetu głównego inżyniera jednej z fabryk zabawkarskich zapukał pracownik laboratorium. Miał złe wieści. Okazało się, że baloniki zawierają trujący składnik, który powoli wysysa z dzieci energię i przyczynia się do rozwoju wielu groźnych chorób. Co więcej – składnik ten działał na dzieci tak silnie, że często wystarczyło tylko jedne napompowanie balonika, aby dziecko uzależniło się.
- Wygląda na to, że sprzedajemy prawdziwe świństwo – zakończył pracownik.
Wkrótce sprawa dotarła na najwyższe szczeble firmy. Na tajnym zebraniu główny inżynier zreferował problem. Konkluzje nie były optymistyczne: Wesołe Trzaskające Baloniki aplikowały dzieciom truciznę, która działała wprawdzie powoli, ale nieuchronnie. Mimo wielu badań, nie udało się jednak niczym zastąpić trującej substancji – bez niej Baloniki nie chciały wesoło trzaskać, poza tym były szare, nieciekawe, a dzieci w ogóle nie chciały na nie spojrzeć.
-
Co tak naprawdę palisz?
Data publikacji: 15/06/2009 Ilość komentarzy: 4Palisz, bo lubisz. Ale czy tak naprawdę wiesz, co właściwie palisz?

Większość palaczy uważa, że to, co palą, to po prostu kawałki wysuszonego tytoniu, zawinięte w bibułkę i opatrzone w filtr. Receptura stara, znana od lat, oczywiście nieco udoskonalona. W końcu koncerny tytoniowe od lat prowadzą badania nad szkodliwością własnych produktów i pod naciskiem opinii publicznej z pewnością starają się wyeliminować jak najwięcej substancji szkodliwych.
Czy taka jest prawda? Czy rzeczywiście papierosy, które możemy kupić dziś, są mniej szkodliwe niż kiedyś? Na pierwszy rzut oka wydaje się to oczywiste – z dekady na dekadę sukcesywnie spada ilość nikotyny i substancji smolistych, coraz lepsze są filtry, opracowano specjalne systemy wentylacji (mikrodziurki). Wobec rosnącego niepokoju, jaki wywołują doniesienia o szkodliwości palenia, koncerny tytoniowe nie mają wyjścia i od pół wieku robią wszystko, by papierosy stały się „zdrowsze”. Hm… czyżby?
Lektura gigantycznej dokumentacji, określanej przez te koncerny jako poufne, a odtajnionej na skutek głośnych procesów sądowych w USA, odsłania znacznie gorszy obraz – tak naprawdę działania koncernów tytoniowych od lat szły w zupełnie innym kierunku – miały sprawić, aby papierosy coraz bardziej uzależniały. Kiedy bliżej zapoznajemy się z działalnością producentów papierosów, włosy dosłownie stają na głowie, pozostawiając nas w stanie głębokiego niedowierzania.
-
Gaba Kulka w Trójce
Data publikacji: 14/06/2009 SkomentujKulka rulez – miałem ochotę powiedzieć tuż po wyjściu z koncertu Gaby Kulki w radiowej Trójce. Ponieważ jednak mam nieco więcej niż 19 lat, ograniczyłem się do westchnięcia. To był kawałek dobrej, energetycznej muzyki. Na moim Blipie mieliście okazję zobaczyć prawdopodobnie najszybsze w Internecie, gdyż opublikowane w czasie rzeczywistym, zdjęcia z koncertu.
Gaba Kulka to artystka niezwykła. W swoich utworach łączy jazz, pop i poezję śpiewaną, porównywana bywa do Kate Bush i Tori Amos, dla mnie jednak jest przede wszystkim osobą o niespożytej energii i radości życia. I chociaż podczas koncertu nie biegała po scenie (mimo wszystko Studio im. Osieckiej ma pewne ograniczenia), w każdej minucie czuło się sporą dawkę tej energii. Kurczę, ona uwielbia robić to co robi i dobrze się przy tym bawi, to po prostu widać i słychać.Tym razem mieliśmy okazję posłuchać kawałków z najnowszej, trzeciej już płyty Gaby Kulki, Hat, Rabbit. Studio im. Agnieszki Osieckiej, ze swoim znakomitym nagłośnieniem o przyjaznym dla ucha ciepłym brzmieniu, to chyba idealne miejsce na tego rodzaju muzykę. Od pierwszych chwil z przyjemnością zanurzyłem się w klimacie swoistego „oszustwa” – sztuki, która jak wiemy powstaje z niczego. Ot, wystarczy porządny kapelusz. I niczym tytułowego królika – Gaba i jej zespół wyczarowali dla nas wspaniały wieczór.
A ponieważ żyjemy w XXI wieku, z albumem Hat, Rabbit możemy zapoznać się w Internecie – na bocznym pasku menu przez cały tydzień najnowszy album Gaby Kulki (dwa pełne utwory i obszerne fragmenty pozostałych, wprowadzające nas w klimat płyty), poniżej zaś teledysk z singla Niejasności promującego Hat, Rabbit:
-
Dlaczego w ogóle palimy?
Data publikacji: 12/06/2009 SkomentujNa dzisiejsze pytanie odpowiedziałem w zasadzie w ostatniej notce, kiedy przytaczałem wnioski z badań nad paleniem papierosów. Wspominany przez mnie raport, podobnie jak szereg innych opracowań, daje odpowiedź dość jednoznaczną:
Jedynym powodem, dla którego ludzie palą papierosy, jest uzależnienie od nikotyny.
Ktoś może w tej chwili powiedzieć, że teraz to już przesadziłem. Uzależnienie uzależnieniem, a co z dobrą zabawą? Przecież palenie to styl bycia, wyraz pewnej postawy wobec świata, pewnej nonszalancji i luzu. Palenie zbliża, integruje, sprawia, że czujemy pełnię życia. Papierosy to często oznaka romantycznego buntu, manifestacja niezależności, twardości charakteru i odwagi (wobec tych wszystkich doniesień o szkodliwości papierosów, palenie to jednak jest akt pewnej odwagi, prawda?). Palimy, bo to dekadenckie, ma posmak owocu zakazanego albo dlatego, że po prostu lubimy.

źródło: Filmweb
Ja jednak powtórzę ze spokojem: jedyny powód, dla którego ktoś sięga po kolejnego papierosa, jest pragnienie wyrównania poziomu m.in. adrenaliny i dopaminy, której produkcję stymuluje toksyna o nazwie nikotyna.
W niezapomnianym Dziękujemy za palenie Aaron Eckhart, jako filmowy Nick Naylor, przekonuje nas, że palenie papierosów to kwestia wolnego wyboru człowieka. Pozwólmy nam – mówi z ekranu – decydować samemu, czy chcemy palić, czy też nie. Do widza dociera ów porywający przekaz: palę, gdyż jestem wolny.
Tyle, że jest to nieprawda. Na tym właśnie opiera się to bodaj największe oszustwo w dziejach. Nikotyna to narkotyk, substancja silnie uzalezniająca, a przedstawia się ją niczym dropsy: zapal sobie, co ci szkodzi, w końcu to ty decydujesz.
Czy naprawdę?




Najnowsze komentarze